Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 15.02.2020
GTA - czy seria bez Dana Housera podzieli los Mass Effect?
2710V

GTA - czy seria bez Dana Housera podzieli los Mass Effect?

Odejście Dana Housera z Rockstar Games to ogromny cios dla fanów gier amerykańskiego zespołu. Czy nacisk Take-Two na szybsze wypuszczanie gier zabije studio braci Houserów?

Zapewne zapoznaliście się już z informacjami, które były głównymi tematami rozmów minionego tygodnia. Jeśli jednak nie, to już śpieszę z wyjaśnieniami - 5 lutego bieżącego roku dowiedzieliśmy się, że współzałożyciel zasłużonego studia Rockstar Games - Dan Houser - opuści w najbliższym czasie amerykańskie studio. 11 marzec będzie ostatnim dniem pracy w amerykańskim zespole dla zasłużonego twórcy takich serii jak GTA, Bully, L.A. Noire czy też Red Dead Redemption. Dzięki jego umiejętnościom i kreatywności mogliśmy przeżyć niesamowite przygody, w których nie brakowało ciekawych, dobrze wykreowanych bohaterów, ciekawej fabuły, przyjemnych mechanik i pięknej oprawy graficznej. Deweloper był powiązany ze studiem przez 22 lata, więc co tak naprawdę zmusiło go do opuszczenia swojego, nazwijmy to, domu?

Tego nie wie nikt, oprócz niego samego. Najbardziej wiarygodną teorią jest nacisk Take-Two na szybsze wydawanie gier przez studio Rockstar Games, które w ostatnich latach wypuszczało jedną produkcję za kilka lat. Prezes firmy Strauss Zelnick w jednym z wywiadów oznajmił, że wydanie jednej gry na 5 lat to zdecydowanie za długo, co mogło nie spodobać się Danowi Houserowi, który przez całe swoje życie dbał o jak najwyższą jakość swoich produkcji. Przed wypuszczeniem gry na rynek dopieszczał swój tytuł tyle ile się da. Trzeba tutaj wziąć pod uwagę, że większość osób uważa podobno - większość z nas woli poczekać na dopracowany produkt, aniżeli potem codziennie pobierać kilkunastu gigabajtowe patche, które eliminują jeden błąd, a powodują dwa kolejne. 

Zelnick zapowiedział, że w Rockstar Games nie zajdą w najbliższym czasie zmiany na najwyższych szczeblach. Całkowite dowodzenie objął brat Dana Housera, czyli Sam Houser. Mężczyzna sprawuje obecnie pieczęć nad GTA 6, które według wielu może nie powtórzyć sukcesu starszego brata - GTA 5. Jeśli pogłoski o naciskaniu Take-Two na Rockstara okażą się prawdą, kolejna odsłona kultowej serii może zadebiutować wcześniej, niż powinna. Tutaj na myśl przychodzi BioWare, studio, które było kiedyś autorytetem dla wielu wschodzących ekip. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy ze studia zaczęli odchodzić założyciele oraz wpływowe osoby.

Kanadyjskie studio zostało założone w 1995 przez m.in. Raya Muzyke oraz Grega Zeschuka. Przez ten czas zarządzali takimi IP jak Mass Effect oraz Dragon Age, a mieli również prawa do tworzenia gier spod szyldu serii Star Wars. Ich gry były określane najlepszymi grami na świecie z czym zdecydowanie się zgadzam - wystarczy przypomnieć sobie chociażby kultowego KOTOR-a czy drugą odsłonę trylogii Mass Effect. Wymienieni powyżej założyciele postanowili opuścić swoją firmę w drugiej połowie 2012 roku, kiedy to wydawca Electronic Arts zaczął strasznie mieszać w polityce BioWare.

Amerykańska firma wykupiła kanadyjski zespół w 2007 roku i dała zielone światło na dokończenie trylogii Mass Effect oraz stworzenie dwóch części Dragon Age'a. Potem zaczęły się kombinacje, z których wynikły Dragon Age Inkwizycja oraz Mass Effect Andromeda - gracze bardzo szybko skapnęli się, że coś jest nie tak - obie te gry są wypełnione żmudnymi zadaniami pobocznymi, sztucznie wydłużającymi czas rozgrywki. Fabuła, w porównaniu z poprzednimi grami BioWare, stoi na niskim poziomie, postacie są płytkie, a sama rozgrywka nie jest już aż tak przyjemna, jak w przeszłości.

Fani gier od Rockstara przewidują obecnie najgorszy scenariusz - nacisk wydawcy może skutkować sytuacją, z którą ma obecnie do czynienia BioWare. Studio, które zajmowało się produkcjami z wciągającą fabułą robi obecnie gry nastawione na potyczki sieciowe, w których po prostu się nie odnajdują. Najnowszy tytuł od Kanadyjczyków, Anthem, jest typową strzelanką z nudnymi misjami, zbierz, zabij, przynieś, które możemy wykonać ze znajomymi. Mało kto wierzy w powrót BioWare do poziomu, który prezentowali kilka lat temu. 

Myślę, że nie musimy strasznie martwić się o Rockstara, a szczególnie o GTA 6, które już niebawem powinno zostać ujawnione. Owa gra powinna już być w większym stopniu ukończona - według przecieków, premiera powinna odbyć się jeszcze w tym roku (w tym samym czasie, co konsole PS5 i nowy Xbox), co oznacza, że amerykańskie, ambitne studio powinno niebawem ujawnić pierwsze oficjalne informacje o najnowszej odsłonie gangsterskiej serii. Jeśli wierzyć informacjom, gracze wcielą się w młodego przemytnika, Ricardo, który będzie zarządzał swoim kartelem narkotykowym. Mamy trafić do wielu miast, w tym do Vice City, Los Santos oraz Liberty City.

Co jednak z kolejnymi grami Rockstara? Są teraz dwie możliwości - pierwszy z nich to taki, w którym Rockstar  Games zostanie podzielony na główny oddział i kilka mniejszych - te mniejsze zajmą się takimi grami jak nowa odsłona z serii Bully czy też L.A. Noire, a największa ekipa będzie pracować nad kolejną odsłoną z głównych IP - mowa tutaj o potencjalnej kolejnej produkcji z franczyzy GTA lub RDR. 

Drugą, zdecydowanie gorszą opcją jest nie dzielenia Rockstara na kolejne oddziały, a po prostu zmuszenie pracowników amerykańskiego zespołu do tworzenia szybciej gier, które zapewne nie byłyby zbytnio dopracowane. Z początku najprawdopodobniej by to przeszło, więc gracze kupiliby kilka pozycji, no bo to Rockstar, co zadowoliłoby prezesów Take-Two. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to dobra polityka na dłuższą metę, ponieważ wystarczy przypomnieć sobie, że EA myślało podobnie - Inkwizycja i Andromeda była kupowana przez graczy, no bo to BioWare, ale po tych dwóch produkcjach fani stracili zaufanie, co spowodowało zerowe zainteresowanie Anthemem. Miejmy więc nadzieję, że Take-Two nie zabije Rockstara, a Sam Houser nie da sobą manipulować i nadal będzie dostarczał produkcje z najwyższej półki.

Tagi: bioware ea gta 5 gta 6 Mass Effect rockstar games Take-Two