Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 11.02.2020
Graliśmy w Warlords of New York - nowy wielki dodatek do The Division 2
1525V

Graliśmy w Warlords of New York - nowy wielki dodatek do The Division 2

Tom Clancy's The Division 2 jest już na rynku prawie rok, dlatego nadszedł dla Massive Entertainment czas na odświeżenie formuły. Aż do tego punktu częstowani byliśmy darmowymi aktualizacjami, które z różnym skutkiem „doładowywały” grę nową zawartością. Teraz jednak robi się poważnie: wracamy do Nowego Jorku.

Nie oszukujmy się. Przygody agentów Dywizji obecnie najlepszy czas mają za sobą. Segment games as a service jest bardzo wymagający i trudno skutecznie zawalczyć przez dłuższy czas o uwagę gracza. Dlatego twórcy serii starannie zaplanowali zmasowany atak nowinek nadchodzących w najbliższym czasie. Nasza redakcja została zaproszona do siedziby Massive Entertainment w szwedzkim Malmo, aby się co nieco na ten temat dowiedzieć.

Świeża dostawa czystej zabawy

Po pierwsze - Epizod 3, czyli kolejna porcja darmowego contentu, która rozgrywać się ma głównie na Coney Island i poprowadzi nas tropem wirusologa Witalija Czernenko, znanego jeszcze z części pierwszej rosyjskiego naukowca. Ta porcja nowości dostępna będzie już jutro w ramach early access, zaś standardowo 19 lutego. Ale to nie wszystko. Twórcy szykują nas też na spore zmiany w strukturze rozgrywki oraz systemie monetyzacji The Division 2 - epizody zastąpią 3-miesięczne sezony, wraz z możliwością zakupu battle passa. Każdy z nich przyniesie ze sobą swoistą mini-kampanię z dodatkowym kontekstem fabularnym, a także nowe sezonowe manhunty, globalne wydarzenia (z modyfikatorami rozgrywki), ligi, skille, no i oczywiście nowy loot. „Dostarczanie sezonowego contentu daje nam większą swobodę działania, swoistą większą zwinność, dzięki czemu możemy utrzymać grę atrakcyjną dla graczy cały czas, a nie tylko na premierę konkretnego dodatku.” - mówi mój rozmówca w trakcie eventu, Yannick Banchereau, Associate Creative Director w Massive. - „dzięki takiemu podejściu możemy też być porostu bliżej graczy, reagując na ich oczekiwania.”

Na wiosnę Massive przygotowuje też drugi raid (najazd) - The Foundry, który po raz kolejny wystawi nas oraz naszą zgraną ekipę na próbę. Co istotne, twórcy zdecydowali nie blokować dostępu do tej aktywności graczom z niższym poziomem, nie trzeba będzie więc harować po to, by dobrnąć do nowego pułapu levelowego - 40. Rozgrywkę na spokojnie rozpoczniemy już z trzydziestką na karku. Developerom zależy też na zrewitalizowanej engame’u, ale jednocześnie niejakim uproszczeniu mechaniki RPG. Chodzi raczej o to, żeby uczynić ją bardziej przejrzystą i intuicyjną przy jednoczesnym pozostawieniu różnorodności oraz skupieniu się na możliwości tworzenia przez graczy różnych buildów. Takie były przynajmniej zapewnienia w trakcie prezentacji, więc z czasem przekonamy się czy mieszanie w dotychczasowej formule się sprawdzi i czy przyniesie ze sobą nowych graczy.

W pogoni za diabłem

Osobna sprawa w przypadku The Division 2 to duże, płatne rozszerzenie o tytule Warlords of New York, które zawita do gry 3 marca 2020. Wzorem Destiny czy Monster Hunter World, oferuje zupełnie nową lokację. No, nie do końca nową, bo jak już zdążyliście się zorientować po tytule, wracamy do Wielkiego Jabłka, w którym to wszystko się zaczęło. Żeby jednak nie było zbyt znajomo, przesuwamy się z mapą bardziej na dół, na południowy Manhattan i zwiedzimy m.in. tak kultowe miejsca jak Wall Street czy Chinatown. Nowym HUB-em będzie miejscówka o nazwie Haven, o niej jednak nie wiemy jeszcze zbyt wiele. Nie myślcie jednak, że to jedynie wycieczka krajoznawcza i zwiedzanie widoczków. Od czasu wydarzeń z pierwszej części The Division oraz naszej eskapady do Waszyngtonu sporo się tu zmieniło. Wprawdzie zima dawno odpuściła, jednakże Manhattan nawiedził potężny huragan - ten sam, który zniszczył całe Wschodnie Wybrzeże, w tym stolicę - dalej dewastując podupadłe miasto i podtapiając część jego dzielnic. Powód do powrotu jest tu poza tym bardzo istotny - Aaron Keener. Tak jest - główny antagonista serii, jeden z pierwszych zbuntowanych agentów dywizji, będzie naszym głównym celem w Warlods of the New York i wszystko wskazuje na to, że może wreszcie uda nam się stanąć z nim twarzą w twarz, choć Yannick nie chciał zdradzić, czy faktycznie tak się stanie. „Wiemy, jak istotna dla graczy jest postać Keenera” - powiedział mój rozmówca - „ale nie mogę Ci oczywiście zaspoilować fabuły. Ale zapewniam Cię, że nie wracalibyśmy do NY i nie przywoływalibyśmy postaci Aarona, żeby nie dać graczom na końcu satysfakcjonującej konkluzji”. Dość powiedzieć, że w naszym pościgu za Keenerem będziemy musieli zmierzyć się najpierw z czterema jego oficerami. Każdy z nich kontroluje inną część miasta, inną ekipę uzbrojonych wariatów i z każdym zmierzymy się na końcu specjalnej misji.

Twórcy zapowiadają też, że walka z każdym z nich to starcie z bossem z prawdziwego zdarzenia. Oficerowie Keenera to ciekawe indywidua z własną historią, ale przede wszystkim każdy z nich walczy przy użyciu innych środków, zaś pokonanie go nagradzane będzie odblokowaniem używanego przez niego gadżetu. Będzie on jednocześnie nowym skillem oddanym do dyspozycji agentów Dywizji. O powracającej z jedynki Sticky Bomb (czyli wyrzutni bomb przylepnych) oraz Decoy (wabiku) przeczytacie za chwilę, natomiast oprócz nich zdobędziemy jeszcze Shock Trap (pułapki obezwładniające przeciwników, który może się świetnie sprawdzić do kontroli terenu oraz większej grupy adwersarzy) oraz Firebrand (wariant bomby przylepnej, która przyczepia się do przeciwnika i go podpala, zadając mu obrażenia przez określony czas).

W paszczy lwa

Jak pewnie się domyślacie, spisywałem wszystkie te informacje z dziennikarskiego obowiązku, nie mogąc się doczekać jednak momentu, w którym sam chwycę za kontroler i polecę sprawdzić, co nam tak naprawdę przygotowali w trakcie eventu developerzy. Ponieważ z dwójką spędziłem ze 100 godzin z hakiem, szybko i wygodnie wróciłem w skórę agenta Dywizji i z marszu ruszyłem eksplorować ulice NY. Manhattan faktycznie od czasu jedynki zmienił się w sensie przede wszystkim… atmosferycznym. Grube śniegi ustąpiły mokrym ulicom, zatęchłym, dusznym alejkom i zdewastowanym gmachom. Klimat postapo wypływa tu dosłownie z każdego zakamarka. Nowa mapa to ciekawe połączenie klimatu znanego z D2, z wertykalną, klaustrofobiczną zabudową, którą znamy z „jedynki”. Wędrując po ulicach i odwiedzając jedną z nowych kryjówek (tradycyjnie, fantastycznie zaprojektowaną i pełną drobnych detali) nie muszę długo czekać na akcję. Gdy trafiam na oddział znanych fanom jedynki Rikerów, szybko przechodzę do ataku. Już na wstępie mam odblokowany jeden z nowych gadżetów - Sticky Bomb. Muszę przyznać, że bomby działają lepiej niż w poprzedniej części. Łatwiej nimi strzelać, zaś detonacja okraszona jest wybuchem o większym (tak się przynajmniej zdaje) zasięgu.

Miejskie potyczki oraz krótka eksploracja (teren tradycyjnie pełen jest poukrywanego w zakamarkach lootu oraz nowej porcji dzienników audio, znajdzie oraz Ech) szybko jednak muszą ustąpić konkretnym poszukiwaniom jednego z kumpli Keenera. To Theo Parnell - bezczelny i okrutny, komputerowy freak. Znajduję go w strefie Civic Center w dolnym Manhattanie i odpalam misję „The Tombs” w trakcie której dojdzie do ostatecznego starcia z Parnellem. To właśnie fragmenty tej misji możecie zobaczyć na przygotowanym przez nas gameplay’u.

W jej ramach trafiamy do więzienia i przebijamy się - w dość standardowych jak na Division - potyczkach z kolejnymi grupami wrogów. Nie ma tu zaskoczenia - strzela się nadal rewelacyjnie, teren oraz przeciwnicy potrafią zajść nam za skórę, zaś Sticky Bomby dodają trochę urozmaicenia do całej formuły. Gdy już udaje mi się (nie bez trudu) przebić przez kolejne hordy bandziorów, upierdliwe drony oraz jednego wyjątkowo mocnego sub-bossa, docieram do małego podwórza, który okazuje się idealnym placem zabaw dla posługującego się snajperką Theo. Żeby jednak utrudnić mi robotę, Theo korzysta ze swoich gadżetów, przede wszystkim holograficznego wabika, który sprawia, że muszę dokładnie przyglądać się, skąd padają strzały. Do tego dochodzą oczywiście nowe fale przeciwników oraz automatyczne wieżyczki, które trzeba umiejętnie „wyłączać” z odpowiedniej pozycji. Starcie kończy się oczywiście zyskaniem nowego skulla, czyli wspomnianego wabika.

Używanie Decoy jest bardzo przyjemnie i banalnie proste. Zostawiamy swoją holograficzną podobiznę, dzięki której skutecznie odwrócimy uwagę przeciwników. Wabik jest szczególnie skuteczny na ciężkozbrojnych przeciwników z tarczami, których łatwiej wówczas zajść od tyłu. Na tym mniej więcej kończy się moja zabawa z przygotowanym buildem.

Więcej tego samego

Niestety, choć grało się przyjemnie, muszę przyznać że czegoś mi tutaj brakowało. Od tak dużego rozszerzenia spodziewałem się sporej rewolucji, odwrócenia paradygmatów rozgrywki oraz wyjścia poza strefę komfortu, do której już przyzwyczaili się gracze. Póki co jednak Warlords of New York zdaje się grać znanymi nutami. Nowy Jork w gruncie rzeczy nie różni się w swoim post-huraganowym wydaniu od Waszyngtonu, zaś starcia z przeciwnikami w gruncie rzeczy opierają się o te same motywy i mechaniki. Nie znaczy to oczywiście, że jest źle. Wręcz przeciwnie - jeśli bardzo lubić rdzeń rozgrywki The Division 2, to jak najbardziej znajdziecie tu mnóstwo dobrej zabawy. Pytanie tylko, jakie karty kryją twórcy w pozostałych sekcjach gry, których nie zobaczyliśmy w trakcie naszego playtestu. Mam nadzieję, że będą one wystarczająco mocne, by przyciągnąć zarówno nowych graczy, jak i starych weteranów.

Tagi: Tom Clancy's The Division 2 Ubisoft Ubisoft Massive