Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 07.02.2020
Disintegration potrzebuje duszy. Graliśmy w nową strzelankę twórcy Halo
602V

Disintegration potrzebuje duszy. Graliśmy w nową strzelankę twórcy Halo

Systematycznie jesteśmy karmieni kolejnymi odciętymi kuponami, które tylko potwierdzają, że stworzenie nowego IP jest niezwykle trudne. Z tym zadaniem postanowił zmierzyć się Marcus Lehto – jeden z twórców potęgi Halo zaprosił graczy do Disintegration. Choć deweloper stworzył bardzo ciekawy świat, to aktualnie brakuje mu duszy.

Disintegration jest pierwszą produkcją młodego i małego V1 Interactive, którego członkowie przekonali do swojej wizji Private Division. Wewnętrzne studio Take-Two postanowiło zainwestować w nową grę Marcusa Lehto, czym nie jestem specjalnie zaskoczony. Tutaj nawet nie chodzi o nazwisko byłego dyrektora kreatywnego Bungie, który jak się dobrze przekonałem – potrafi sprzedać swój produkt i świetnie opowiada o nowym IP – ale jego wizja na postapokaliptyczną Ziemię brzmi naprawdę dobrze. Deweloper chce zaprosić graczy do świata, w którym jedyną deską ratunku dla ludzi było przeszczepienie umysłów do robotów – globalny głód i tajemnicza choroba sprawiły, że było to jedynym wyjściem. Początkowo uważano pomysł za chwilowe rozwiązanie, jednak coraz więcej ludzi stawało się połączonych z maszynami, a w świecie nie zabrakło szaleńców twierdzących, że jest to jedyna i słuszna droga. Świat ponownie staje nad przepaścią, a wydarzenia zostały umiejscowione w samym sercu wojny domowej.

To wszystko zapowiada się naprawdę dobrze, ale ponownie przekonałem się, że nawet najciekawszy świat potrzebuje odpowiedniej rozgrywki. Chociaż Marcus Lehto może zapewnić nawet najciekawszy pomysł, potrzebuje on dobrej, przemyślanej i satysfakcjonującej graczy realizacji. Aktualnie jednak Disintegration brakuje podstaw, które mogłyby sprawić, że strzelanka zawalczy z największymi kolosami na rynku.

Disintegration playtest 1

Disintegration potrzebuje duszy

Już kilkukrotnie na portalu miałem okazję wspomnieć o pomyśle na Disintegration – twórcy nie stawiają na standardową strzelankę, a pozwalają graczom wskoczyć w potężny pojazd, co jest naprawdę ciekawym pomysłem. Gorzej z realizacją, bo sama maszyna nie porusza się z oczekiwaną gracją, więc już pierwsze wrażenie jest mocno problematyczne. Dobrze sprawdza się wykorzystywanie jednostek, gdyż nasz bohater może korzystać z pomocy małego oddziału, ale tak jak mogłem się spodziewać: gameplay bywa mocno chaotyczny. Trudno na początku opanować wydarzenia, sterowanie nie pomaga, a w tym całym zamieszaniu trzeba pamiętać jeszcze o jednym – celnym strzelaniu. I właśnie tutaj znajduje się ta „dusza”, o której kilkukrotnie wspominam w moim tekście, ponieważ dobry FPS musi zapewnić odpowiednie czucie broni.

Gdybyście mnie obudzili w nocy, włożyli w łapy kontroler i włączyli nową grę Bungie, to pewnie jeszcze w pół zamkniętymi oczami powiedziałbym, że jest to właśnie shooter stworzony przez magów od Halo i Destiny. Deweloperzy mają „to coś”, co sprawia, że każda ich produkcja oferuje świetny system strzelania i właśnie tego aktualnie brakuje w Disintegration. Twórcy oddali w ręce graczy potężne maszyny, mamy jeszcze do pomocy małą armię, ale niezależnie od wykorzystywanej broni – tych strzałów po prostu nie czuć. Coś tam się dzieje, gdzieś tam jakieś rakiety polecą, podczas wymiany udaje się kogoś wybić, ale brakuje tutaj satysfakcji.

Podczas testów deweloperzy udostępnili dwa tryby, które pokazały jeszcze jeden problem Disintegration – brak odpowiedniego balansu. Do naszej dyspozycji oddano kilka zróżnicowanych oddziałów, które różnią się bronią oraz umiejętnościami, ale dość szybko okazało się, że niektóre są totalnie niegrywalne. Autorzy dobrze kombinują oferując niezwykle zróżnicowane maszyny, ale zapomnieli przy tym o sprytnym przetestowaniu, czy niektóre rodzaje zastosowanej amunicji mają jakikolwiek sens. Dobrze byłoby zadbać także o zdrowie żołnierzy (oddziały kontrolowane przez graczy), którzy są czasami zdecydowanie za bardzo odporni na ataki – byłem świadkiem jak 2-3 maszyny celowały w jednego gościa, który bez problemu dostarczył paczkę i zdobył cenny punkt.

Disintegration nie może mierzyć się z gigantami

Twórcy Disintegration wiedzą, że stoją przed trudnym zadaniem i choć pewnie nie chcą być porównywani do największych rekinów branży, to niestety muszą się zmierzyć z postawieniem ich gry w jednym szeregu z Call of Duty lub Battlefieldem. Nie jest to dla nich dogodne zestawienie, bo aktualnie nowe IP nie ma jakichkolwiek szans w walce z gigantami – przynajmniej tryb sieciowy potrzebuje solidnej przebudowy.

Disintegration playtest 2

Można mieć w zasadzie obawy, czy V1 Interactive nie postawiło na zbyt ambitną produkcję, która nie tylko zapewni kilkugodzinną historię z mocną fabułą oraz rozbudowanymi wątkami współtowarzyszy broni, to jeszcze podstawą będą starcia potężnych pojazdów (Grawiloty), a gracz będzie musiał mieć na szczególnej uwadze sprawne kontrolowanie oddziału. Sporo tutaj ciekawych pomysłów, które mogłyby okazać się wymagające nawet dla największych przedstawicieli branży. Dlatego też, choć całość na papierze wygląda nieźle, to w rzeczywistości otrzymujemy grę, która pod względem oprawy nie zachwyca, a lokacje są duże i nudne.

Nadal mam świadomość, że świetnie może wyglądać fabularna kampania, jednak nawet najsolidniejsze podstawy świata nie zostaną odpowiednio odebrane, jeśli nie zapewnimy graczom mocnej dynamiki strzelania. W Disintegration niezbędne jest dopracowanie podstaw, bo choć studio stworzyło zalążek intrygującego świata i ciekawy konflikt, to raczej w aktualnym stanie jego uroki zostaną odkryte przez nielicznych.

Tagi: Disintegration Take-Two Interactive V1 Interactive