Iza Łęcka Iza Łęcka 08.08.2019
Przemytnik – sprawdzamy jakość i zawartość edycji Blu-ray
858V

Przemytnik – sprawdzamy jakość i zawartość edycji Blu-ray

Jakiś czas temu na półkach sklepowych wylądowała najnowsza produkcja w reżyserii Clinta Eastwooda w wersjach przeznaczonych do domowego zacisza. Po 10 latach od „Gran Torino” ponownie witamy aktora zarówno przed, jak i za kamerą. Film zdecydowanie potwierdza, że artysta jeszcze długo nie powie ostatniego słowa. „Przemytnik” to głęboka historia, która w połączeniu z naprawdę wyśmienitą obsadą daje nam możliwość wyciągnięcia wielu wniosków dla siebie. Zapraszam do recenzji edycji Blu-ray.

„Przemytnik” trafił do polskich kin 15 marca 2019 roku, a wyprodukowanie opowieści kosztowało 50 mln dolarów. Pierwsze przymiarki do filmu pochodzą już z 2011 roku, gdy Jeff Moore, agent specjalny DEA, aresztował 87-letniego Leo Sharpa – mężczyzna był uważany za „najbardziej płodnego muła narkotykowego na świecie”. Historią zainteresował się Sam Dolnick, który napisał artykuł „The Sinaloa Cartel's 90-Year-Old Drug Mule” i w 2014 roku opowieść kupiło Imperative Entertainment. Pierwotnie reżyserem oraz producentem miał zostać Ruben Fleischer („Zombieland” „Venom”), jednak w styczniu 2018 roku zaskakująco potwierdzono ostateczną nazwę „The Mule” oraz samego reżysera – na stołku zasiadł Clint Eastwood. Szybki casting sprawił, że aktorzy już 4 czerwca trafili na plan – film powstawał w Atlancie, Rzymie, Auguście (Georgia) oraz Las Cruces (Nowy Meksyk). Produkcja wygenerowała ponad 172 mln dolarów zysku, ale nie do końca przemyślano moment premiery – film stanął w szranki o zainteresowanie widzów ze „Spider-Man Uniwersum” i „Zabójcze maszyny”. Mimo to w pierwszym tygodniu udało się osiągnąć 17 mln dolarów (planowo 15-18 mln) i zająć drugie miejsce w box office. Było to trzecie najlepsze otwarcie w karierze Eastwooda – po „Gran Torino” i „Kosmiczni kowboje”.

Film – opinie redakcji

Przemytnik recenzja bluray 1

Jędrzej – ocena 8,5/10

  • Czy Clint Eastwood został nagle Demokratą? Takie pytanie można sobie zadać na gorąco po seansie Przemytnika. Scenariusz napisany przez Nicka Schenka (współpracował już z Eastwoodem przy Gran Torino) ma bowiem całkiem mocne zacięcie społeczne. Po pierwsze, jest tu wyraźny kontrast między Earlem, weteranem wojennym, wychowanym w zupełnie innych czasach, nieprzystosowanym do obecnej rzeczywistości, a młodszymi od niego ludźmi, którzy – jak często narzeka – większość życia spędzają wgapieni w telefon. Earl jest bohaterem wyrzuconym trochę na margines, jego biznes upada, bo nikt już nie chce kupować kwiatów osobiście, wszyscy robią to przez Internet, żadna instytucja niespecjalnie też zainteresowana jest wsparciem dla żołnierzy, którzy walczyli w imię kraju. Earl jest też już za stary, by się tak po prostu nauczyć czegoś nowego, ma problem nawet z wysyłaniem smsów. Jedyną opcją pozostaje zejście ze ścieżki prawa (choć on sam początkowo wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy). A ponieważ zarabia coraz więcej pieniędzy, to nie tylko korzysta z prostych, codziennych przyjemności życia, ale też zostaje swoistym patronem lokalnej okolicy, finansującym na przykład remont restauracji, w której czas spędzają podobne mu osoby. Po drugie, w Przemytniku wyraźnie widać komentarz na temat niezbyt godnych pochwały działań stróżów prawa. Profilowanie przestępców w oparciu wyłącznie o kolor skóry jest tu na porządku dziennym. Uderzająca jest też scena zatrzymania niewinnej osoby, karnacją przypominającej Latynosa. Człowiek ten z marszu zaczyna tłumaczyć, że nic złego nie zrobił, że statystycznie rzecz biorąc najbliższe pięć minut to najbardziej niebezpieczny czas w jego życiu. Nie mówiąc już o tym, że jeden z policjantów automatycznie zakłada, że podejrzany umie rozmawiać po hiszpańsku (co okazuje się nieprawdą). O ile więc Eastwood nadal pozostaje zapewne Republikaninem, o tyle wydaje się, że niekoniecznie jest wielkim zwolennikiem Donalda Trumpa. Clint Eastwood udowadnia Przemytnikiem, że wciąż nie powiedział ostatniego słowa, zarówno za, jak i przed kamerą.

Iza – ocena 8/10

  • Clint Eastwood to klasa sama w sobie i poziom, którego nie brakuje żadnej jego produkcji. Tak jest również w przypadku „Przemytnika”. Film opowiada historię bazującą na prawdziwych wydarzeniach, o Earlu Stone’ie starym samotniku, który pod groźbą przejęcia przez komornika ukochanej firmy, decyduje się na dodatkową „fuchę”. Przewożąc narkotyki dla meksykańskiego kartelu, miesza się obraz weterana wojennego, człowieka prostolinijnego z prawdziwym niewdzięcznikiem, zgorzkniałym staruchem, który dla pracy poświęcił najbliższych. Earl to trochę zbyt stary Robin Hood, który wykorzystując mafijne pieniądze, zamienia je w dobro, pomagając nie tylko rodzinie, ale i społeczności lokalnej. I chociaż wiele można by było powiedzieć o tym bohaterze, to niezbyt go polubiłam – kontrast pomiędzy bohaterem wojennym a tak naprawdę całkiem poważnym przestępcą, który jednocześnie w każdej rozmowie podkreśla wartość życia rodzinnego, jest dla mnie zbyt duży. Earl zbyt spokojnie podchodzi do swoich przestępczych praktyk, jakby przewoził ziemniaki, a nie setki kilogramów narkotyków. Kreacja Eastwooda jest jednak bardzo dopracowana, powiedziałabym wręcz, że Stone swoim spokojem i opanowaniem prowadzi film nadając mu charakteru. W połączeniu z rolą Bradleya Coopera, żądnego sukcesów wyluzowanego agenta DEA, otrzymujemy całkiem zacny duet. Między aktorami naprawdę odczuwa się nić porozumienia i chemię. Dodajmy do tego samą śmietankę kina:  Dianne Wiest, Laurenc’a Fishburne’a („Matrix”), Andy’ego Garcia („Ojciec chrzestny III”) oraz Michaela Peñę („Bogowie ulicy”), a wychodzi nam po prostu spory tort osobowości i ciekawych charakterów. „Przemytnik” jest przede wszystkim historią z głębokim, acz nieco oczywistym, przekazem. W życiu są pewne wartości nadrzędne, których chociaż Earl posiadał świadomość istnienia, to usilnie je ignorował we wcześniejszych latach, a czasu nie cofniemy. Można by doczepić się do braków napięcia pomimo osadzenia w bezwzględnym światku przestępczym, bo ta przejmująca opowieść została przedstawiona aż za lekko, jednak nie sposób nie docenić kunsztu i ogromu pracy jaki wręcz wylewa się z „Przemytnika”. Kilka scen uderzyło swą prawdziwością, podkreślając obecnie trudną amerykańską rzeczywistość niektórych grup obywateli Stanów Zjednoczonych.

Pełna recenzja filmu Przemytnik

Przemytnik recenzja bluray 2

Wersja Blu-ray – recenzja

Realizacja filmu jest na naprawdę wysokim poziomie. Clint Eastwood jako zasiadający za sterami wyga ma po prostu oko do pewnych kadrów, które w tym wypadku całkiem elegancko zostały uchwycone przez operatora Yvesa Bélangera. I mając do dyspozycji dobrej jakości telewizor, pewnie nie raz w trakcie seansu na chwilę dłużej przyjrzycie się uchwyconym chwilom – szczególnie ujęciom ogrodów Earla czy sekwencjom w trakcie jego podróży przez pustynie. W wersji Blu-ray obraz mamy w rozdzielczości 1080p High Definition 16:9, co naprawdę uprzyjemnia odbiór historii. Powiedziałabym, że nie brakuje tutaj lepszej jakości obrazu, bo w tym filmie chodzi przede wszystkim o opowieść, a nie efekty podkręcające doświadczenia wizualne.

„Przemytnik” jest naprawdę dobrą i dopracowaną produkcją, której wersja Blu-ray jest poprawna, jednak nie zachwyca. Do filmu dołączone zostały dwa dodatki specjalne – materiał zza kulis kamery „Na planie Przemytnika: Nikt nie ucieka wiecznie” oraz teledysk do piosenki Toby’ego „Keitha Don’t Let the Old Man In”. Pierwszy wspomniany materiał jest kilkunastominutowym dokumentem, który zawiera wiele ciekawych momentów z realizacji filmu. Pomyśleć by się chciało, że "Przemytnik" jako film raczej statyczny, bez wartkiej akcji, a skupiony na osobistych historiach i głębszych przekazach, aż tak dużo tych smaczków zawierał nie będzie – co akurat może Was zdziwić. Stworzenie „Przemytnika” wbrew pozorom było niezwykłym wyzwaniem dla twórców, scenografów, którym figle potrafiły spłatać nawet kwiaty oraz charakteryzatorów, których wybór strojów dla głównego bohatera tylko podkreślał jego zmęczenie i historię. Aż chciałoby się więcej tych kąsków zasmakować, bo przyznajcie, że Eastwood to legenda kina, którego produkcje można oglądać godzinami, ale i historie oraz wiedzę, którą chce przekazać, można słuchać nie krócej.

Drugim elementem jest teledysk do piosenki Toby’ego „Keitha Don’t Let the Old Man In” przedstawiający jeden z utworów uzupełniających film w asyście scen z produkcji. O ile materiał making-off wzbudził we mnie niezwykle pozytywne wrażenia, tak aż chciałoby się poprosić o chociaż skromną ścieżkę dźwiękową z filmu, która podkreślała spokojny klimat historii Earla. Podczas jego długich międzystanowych podróży nie brakowało bowiem klimatycznych utworów w stylu country, które idealnie pasowały do tego prostego gościa. Blu-ray w angielskiej wersji językowej zawiera dźwięk w wersji DTS-HD Master Audio (polski lektor to Dolby Digital), co jeszcze mocniej uwydatniłoby jakość soundtracku.

„Przemytnik” w wersji na Blu-ray jest jak najbardziej do zaakceptowania, bowiem na pierwszy plan wysuwa się to co najważniejsze – bogata, wartościowa historia, która choć nie pozbawiona nieco zgrzytów, to w połączeniu z wyśmienitą obsadą, naprawdę zadowoli wielu wyjadaczy kina. A jeżeli jesteście jeszcze fanami Brudnego Harry’ego, to tym bardziej polecę Wam ten film do zobaczenia w czterech ścianach. Clint Eastwood bowiem nadal nie odkłada kamery do szafy, co jest jak najbardziej zrozumiałe.

Ocena edycji Blu-ray:  7/10

Tytuł oryginalny: The MulePrzemytnik bluray
Producent: Warner Bros Entertainment
Dystrybutor: Galapagos
Rok produkcji: 2018
Kategoria wiekowa: PG- 16
Reżyseria:Clint Eastwood 
Obsada: Clint Eastwood, Bradley Cooper, Dianne Wiest, Taissa Farmiga, Michael Pena, Alison Eastwood, Andy Garcia, Laurence Fishburne, Clifton Collins Jr., Robert LaSardo, Noel Gugliemi
Czas: 116 min. 
Format obrazu: 2.39:1 2160p, 1080p High Definition 16:9 
Dźwięk Blu-ray: angielski DTS-HD Master Audio 5.1, czeski Dolby Digital 5.1, polski lektor Dolby Digital 5.1, rosyjski Dolby Digital 5.1
Napisy Blu-ray: angielskie, arabskie, bułgarskie, czeskie, chińskie, chorwackie, estońskie, hebrajskie, koreańskie, litewskie, łotewskie, polskie, portugalskie, rosyjskie, rumuńskie, słoweńskie, tajskie, tureckie, węgierskie
Typ dysku: Blu-ray Disc 50

Tagi: film przemytnik recenzja recenzja bluray