Tytus Stobiński Tytus Stobiński 13.07.2019
Wiedźmin od Netflix - gdzie podział się drugi miecz Geralta?
5283V

Wiedźmin od Netflix - gdzie podział się drugi miecz Geralta?

Któż z nas, mający kiedyś styczność z książkami Andrzeja Sapkowskiego, nie czeka na nadchodzącego, serialowego "Wiedźmina". Czy jednak nasze oczekiwania w stosunku do produkcji nie są zbyt wysokie?

Książki traktujące o przygodach Geralta z Rivii, Wiedźmina przemierzające świat i przyjmującego zlecenia na monstra nękające ludzi, stały się klasyką literatury fantasy w Polsce, a z czasem również i na świecie. Pomimo opinii, jaką na ten temat ma twórca serii, w popularyzacji tej specyficznej postaci, tkwi spora zasługa rodzimego CD Projekt RED i trzech gier stworzonych na podstawie książek. O ile pierwszy Wiedźmin był tytułem dość skromnym, (choć zdecydowanie doroślejszym niż większość wówczas dostępnych na rynku gier), to druga część odbiła się już zdecydowanie głośniejszym echem na całym świecie. Tytuł zachwycał grafiką, posiadał dwie, dość radykalnie różniące się między sobą ścieżki fabularne i oferował dojrzałe wybory moralne. W świecie Geralta, nic nie było czarne lub białe, a każda decyzja wiązała się z dalszymi konsekwencjami w najbardziej nieoczekiwanych przez nas momentach. 

Gra jednak wciąż nie opuszczała "pecetowego" poletka, a CD Projekt RED uznał, że przygody łowcy potworów, zasługują na to, by poznało je znacznie szersze audytorium. Rok po pierwotnej wersji, tytuł ukazał się na Xboksie 360 i z miejsca zyskał rozgłos i sukces, na jaki zasługiwał. Po sukcesie „Zabójców Królów” developer zdawał sobie sprawę, że zakończenie trylogii Geralta musi odbić się jeszcze głośniejszym echem w całej branży gier wideo.

Tytuł po raz pierwszy został zaprezentowany na kilku stronach magazynu Game Informer. Dowiedzieliśmy się wtedy, że grę po raz pierwszy w historii serii cechował będzie otwarty, ogromny świat, a premiera obędzie się jednocześnie na komputerach osobistych, oraz konsolach PlayStation 4 i Xboksie One. Wiedźmin 3: Dziki Gon zgarnął całe mnóstwo nagród i stał się jedną z najwyżej ocenianych produkcji w historii gier wideo. Sprzedaż zadowalała twórców, a Ci zaczęli pracę nad dodatkami. Te z kolei, przez niektórych uważane są za jeszcze lepsze, niż sama podstawowa wersja gry. Następny etap to czas poświęcony tworzeniu Cyberpunk 2077, ale ta historia to zupełnie inna para kaloszy.

Tym, co nas interesuje jest zbliżająca się premiera serialu "Wiedźmin" produkcji Netflixa. Na długo przed oficjalną informacją o pozyskaniu licencji, wielu z nas regularnie dywagowało na temat, że któraś z wielkich platform powinna zająć się produkcją odcinkowej produkcji z prawdziwego zdarzenia. Temat polskiej produkcji z Michałem Żebrowskim, najlepiej przemilczeć, choć akurat jego rola, to jedna z naprawdę nielicznych zalet tej bardzo wątpliwej jakości produkcji. Na całe szczęście, choć większość seriali produkowanych przez Netflixa nie pozostaje bez wad, to jednak wydaje się, że amerykańska platforma podchodzi do „Witchera” bardzo poważnie. Polska widownia, przez długi czas obawiała się, doboru obsady przez zachodni zespół, który mógłby mieć problemy ze słowiańskim klimatem książek Andrzeja Sapkowskiego oraz gier CD Projektu RED. I byłoby to poniekąd zrozumiałe, ponieważ ludność Stanów Zjednoczonych nie do końca jest w stanie zrozumieć, czemu karnacja Ciri nie powinna zostać przemieniona w stosunku do literackiego pierwowzoru, a obecnie panujące trendy zmieniania nie tylko istotnych cech bohaterów, ale nawet ich płci, mogłyby twórców wręcz zachęcać do tego typu działań. Wydaje się jednak, że obecnie ekipa filmowa i scenarzyści starają się stworzyć dzieło nierażące fanów i spójne z oryginałem. 

Częściowo jednak, przed zarzutami nie uchronił się odtwórca głównej roli, Henry Cavill. Ten znany do tej pory był głównie jak nowy, filmowy superman, gdzie nie wspiął się na wyżyny aktorstwa. Niemniej jednak najnowsze grafiki reklamowe pokazują, że Cavill zmienił się do roli Geralta, a jego dobra znajomość prozy Sapkowskiego, jest również sporym atutem. Znając oryginalną postać, aktor powinien w stanie umiejętnie naśladować charakterystyczne zachowania i wypaść naturalnie. Moim zdaniem, nie powinniśmy z góry przekreślać Henry'ego, choć rozumiem też wszystkich tych, którzy żyli nadzieją, że postać Rzeźnika z Blaviken przypadnie Madsowi Mikkelsenowi. 

Jeżeli jesteśmy już przy wyglądzie bohaterów "Wiedźmina", warto zatrzymać się przy plakacie, który prawdopodobnie będzie promował produkcję Netflixa. Widać na nim bowiem, że Biały Wilk ma przy sobie tylko jeden miecz, gdzie wszyscy znający książki polskiego pisarza, lub gry wideo wiedzą, że Geralt posiadał dwa miecze. Srebrny, na potwory i stalowy, przeciwko ludziom. Czemu więc twórcy zdecydowali się na taki zabieg? Czy jest to zwykłe niedopatrzenie i niedbalstwo z ich strony? Można by tak pomyśleć, gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze, w książkach nieraz mogliśmy przeczytać, że Wiedźmin zostawiał jeden miecz w jukach Płotki, co jest zrozumiałe przez wagę takiego oręża. Po drugie producentka serialu, Lauren Schmidt Hissrich, wspomniała, że co prawda Geralt nosi jeden miecz, dopóki... - tu jednak wypowiedź się urywa. Wydaje się jednak, że Netflix doskonale wie, co robi i wszystko zostanie nam wyjaśnione w serialu.

Spotkałem się z opinią, jakoby nasz naród zdecydowanie najmniej cieszył się z nadchodzącej produkcji. Nie uważam jednak, by tak do końca było. Jest to kwestia naszych olbrzymich wymagań i oczekiwań, ze względu na fakt, że Wiedźmin to jeden z nielicznych, modnych obecnie towarów eksportowych i marek, która zdecydowanie sprawiła, że o Polsce stało się głośno-nie tylko w świecie gier wideo. Mamy więc wszelkie prawo mieć spory apetyt na sukces i nie do końca ufać autorom w ciemno. Według przecieków, premiera serialu odbędzie się w ostatnim kwartale tego roku, najpewniej w okolicy grudnia. Szykujmy się więc na zimowe wieczory w towarzystwie naszego, białowłosego wojownika.

Rzeczą, która mnie najbardziej trapi, jest ugrzecznienie tego wszystkiego. HBO, których seriale od końca lat dziewięćdziesiątych stanowią ścisłą czołówkę, a przygotowana scenografia bije na głowę wiele pełnometrażowych filmów, nigdy nie siliło się na zbytnią "poprawność". W produkcjach spod szyldu Home Box Office niejednokrotnie byliśmy świadkami rozlewu krwi, wulgarności słownej, a także scen łóżkowych. Netflix natomiast, pomimo dążenia do łamania pewnych granic, często stara się we wspomnianych aspektach ugrzecznić swoje produkcje, co zdecydowanie nie wychodzi im na dobre. Proza Sapkowskiego nie jest typowym Heroic Fantasy, gdzie postaci mają jasno nakreślone charaktery oraz intencje. W tym świecie niejednokrotnie rządzi oszustwo, przemoc lub też zwykła chęć przetrwania kosztem innych. Czy platforma jest gotowa zmierzyć się z takimi problemami i poprawnie przedstawić je fanom? Zobaczymy, liczę jednak, że potencjał książek nie zostanie zmarnowany.

Pierwszy sezon "Wiedźmina" liczył będzie sobie 8 odcinków. O oglądalność nie powinniśmy się martwić, niezależnie od recenzji i ocen, jaki zgarnie serial. Oczekiwania są naprawdę spore i tylko nieliczni byliby sobie w stanie z nimi należycie poradzić. Tak samo, jak z potworami, jakie na swojej drodze spotyka Biały Wilk. Trzymamy kciuki, by wciągające książki i dopracowane gry, dopełniło teraz świetnie zrealizowane "show" telewizyjny. Dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze oczekiwania i obawy związane z netfliksowym "Wiedźminem".

Jak bardzo ja czekam? 4/5

Tagi: Andrzej Sapkowski CD Projekt RED netflix TV wiedźmin wiedźmin 2 Wiedźmin 3 witcher