redakcja PPE redakcja PPE 13.06.2019
14 najlepszych seriali maja 2019
1591V

14 najlepszych seriali maja 2019

Maj zdecydowanie zdominowały doskonałe miniseriale, pokazujące, że niewielka liczba odcinków potrafi zaprezentować opowieść spójną i zrealizowaną z ogromnym rozmachem. Mimo to naszej uwadze nie umknęło też kilka znacznie dłuższych produkcji, które warto obejrzeć. Oto najlepsze seriale minionego miesiąca.

14. „Undercover” (2019–), sezon pierwszy

Prawda jest taka, że „Undercover” to serial niespecjalnie odkrywczy. Zarys fabuły należy do nieco sztampowych: bazuje na tym, co znamy i opowiada historię, jaką już wiele razy widzieliśmy. Fani gatunku nie znajdą w nim wiele oryginalności, ale mimo to tę produkcję ogląda się naprawdę przyjemnie. I choć tempo jest raczej wolne, „Undercover” budzi emocje, przede wszystkim dzięki relacjom między bohaterami.

Serial zaczyna się pięknymi ujęciami Limburga, który – jak opowiada nam narrator – jest dla ecstasy tym, czym Kolumbia dla kokainy. Produkuje się tu 500 milionów pigułek rocznie i rozprowadza po całym świecie. A największą szychą w mieście jest Ferry Bouman, który wraz ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi mieszka na małym kempingu. Po odkryciu tego policja nie może przymknąć oka i postanawia, że musi zacząć działać. Bob wraz z Kim, przedstawiając się jako Peter i Anouk, wynajmują więc przyczepę tuż obok domu Ferry'ego i powoli próbują zdobyć zaufanie Boumana, jego żony – Danielle – oraz współpracowników. Od powodzenia ich misji zależy nie tylko ich życie, ale także tysięcy ludzi, więc gotowi są zrobić wszystko, co w ich mocy, by Ferry znalazł się za kratami.

„Undercover” ogląda się bardzo szybko. Przyjemnie się obserwowało, jak toczyły się losy każdego z bohaterów, bo choć powinniśmy kibicować protagonistom, ciężko było nie polubić czarnych charakterów. Widzieliśmy ich dobre strony częściej niż te złe i nieraz wykazywali się cechami godnymi pochwały. Człowieczeństwa dodali im także aktorzy, którzy spisali się bardzo dobrze. Często było widać w nich emocje, zwłaszcza w serialowej Danielle (Elise Schaap).

Serial dostępny na platformie Netflix.


13. „Sneaky Pete” (2015–2019), sezon trzeci

Klątwa pierwszego sezonu wydaje się bardzo silna w odniesieniu do tego serialu. Fenomenalna premierowa seria, która wyjątkowo mocno potrafiła sponiewierać umysł i logikę widzów, nie przełożyła się na porządne kontynuacje. Trzecia odsłona przygód cwaniaczka polskiego pochodzenia, Mariusa Josipovica, delikatnie podniosła poziom całości tej zagmatwanej historii i na całe szczęście dla wszystkich, wreszcie pochyliła się nad jednym z najważniejszych wątków fabularnych. Już od pilotażowego odcinka nad wszystkimi postaciami jak widmo wisiała opowieść o wielkiej rodzinnej tragedii, która rozegrała się wiele lat przed przybyciem Mariusa do ich domu. Drugi sezon kompletnie o tym zapomniał, trzeci zaś wreszcie się na to zdecydował. Skąd taka rozbieżność treści? Wszystko za sprawą zmieniających się co sezon showrunnerów, co wyraźnie widać na ekranie.

Finałowe odcinki („Sneaky Pete” został skasowany) zrobił wyraźny skręt w stronę zupełnie innej narracji, co dodało o wiele więcej dynamiki do relacji pomiędzy głównymi bohaterami. Scenariusz zdecydowanie odsunął wątki oszustw Mariusa na dalszy plan, chcąc skupić się na zwykłej dramie i co jest zaskoczeniem, udało się to doskonale. Nie czuć tutaj robienia niczego na siłę, wszystko wydaje się naturalne i nawet brak trików Mariusa nie działa na szkodę przyzwyczajonego do tego widza. Trzeci sezon wydaje się dobrym domknięciem całej opowieści, większość wątków zostało wyczerpanych, dzięki czemu produkcja odchodzi z naprawdę ciekawą i dobrą opowieścią, nie zmuszając widzów do oglądania czegoś niedopracowanego.

Serial dostępny na platformie Amazon Prime Video.


12. „The Big Bang Theory” / „Teoria wielkiego podrywu” (2007–2019), sezon 12.

Chyba nie sposób nie słyszeć o tym sitcomie, opowiadającym o grupie przyjaciół, kojarzonych głównie ze wspólnymi wieczorami spędzonymi przy żarciu na wynos. „The Big Bang Theory” urzekło humor, niebanalnymi postaciami, a także licznymi odniesieniami do popkultury, m.in. do uniwersum Marvela czy DC. Co prawda z czasem formuła serialu mogła nieco nużyć – co nie jest wcale dziwnym zjawiskiem, biorąc pod uwagę, jak wiele sezonów powstało – a w fabule coraz częściej pojawiał się dłużyzny (wydawało się, że twórcy czasem nie wiedzieli, że dany wątek powinien już zostać zakończony), ale „Teorii…” udało się utrzymać całkiem wysoki poziom do samego końca.

Tak naprawdę dopiero w dwunastym sezonie, zwłaszcza gdy przyszedł czas podsumowań i retrospekcji, orientujemy się, jak długą drogę przeszły postacie. Na początku przygody z tym serialem nikt nie wyobrażał sobie, że Sheldon kiedykolwiek weźmie ślub, a marzenia Leonarda o tym, by Penny odwzajemniła jego uczucia, staną się rzeczywistością. Scenariusz bardzo zgrabnie rozwijał swoich bohaterów; pewne zmiany zachodziły stopniowo, a jednocześnie nie psuły kreacji, dlatego nie mamy wątpliwości, że to nadal te same osoby, które poznaliśmy w pierwszych odcinkach. Trzeba też przyznać, że finał sezonu i zarazem serialu okazał się może nieco banalny, ale jednak pełen emocji. To było zdecydowanie godne zakończenie tej trwającej 12 lat zabawy.

Serial dostępny na platformie HBO GO.


11. „DC’s Legends of Tomorrow” (2016–), sezon czwarty

Od trzeciego sezonu serial okazuje się najlepszym, co ma do zaoferowania Arrowverse i to z jednego prostego powodu – twórcy wreszcie zaczęli wykorzystywać fakt, jak dziwną zgraję postaci mają, dorzucając im równie zwariowane historie.

Produkcja skupiająca się na tytułowych Legendach, podróżujących w czasie i starających się utrzymać porządek w znanych nam wydarzeniach, tym razem powitała na stałe na swoim pokładzie Johna Constantine’a (odgrywanego, tak jak i w solowym serialu o tym tytule, przez Matta Ryana). Po finale poprzedniego sezonu, w którym do pokonania demonicznego Mallusa wykorzystano wizerunek maskotki Beebo, przyszła kolej na wypuszczenie magicznych stworzeń do świata. Nasi bohaterowie, wypełniając obowiązki narzucone przez Time Bureau, zobowiązali się do wyłapania siejących zamęt istot, co dość szybko okazało się nie tak bezinteresowne przez zlecających, jak mogłoby się wydawać.

Nie zabrakło tu nowych, potężnych przeciwników, jak i często zaskakujących zwrotów akcji oraz mocnych poświęceń ze strony postaci. Rozwinęły się kolejne związki, w tym te, których zalążki dane nam już było poznać, jak i dość nowe połączenia, świetnie się zresztą sprawdzające. Dołączenie do ekipy Waveridera Constantine’a okazało się genialnym pomysłem – znakomicie się wpasował, jednocześnie dając widzom szansę na poznanie odpowiedzi na dręczące pytania dotyczące jego przeszłości.

Reszta obsady aktorskiej także bardzo dobrze daje sobie radę, co i rusz mogąc wykazać się w odcinkach skupionych wokół ich postaci. I choć często samym efektom specjalnym można by sporo zarzucić, to jednak fabuła serialu wciąga na tyle, że nie są one problemem. Miejmy nadzieję, że kolejny sezon okaże się równie dobry i nie przerwie tej jakże udanej passy.

Dwa sezony serialu są dostępne na platformie Netflix.


10. „Young Sheldon” / „Młody Sheldon” (2017–2019), sezon drugi

Na otarcie łez po tym, jak „The Big Bang Theory” dobiegło końca, mamy jeszcze spin-off i zarazem prequel, skupiający się na młodości Sheldona Coopera. Kiedy ogłoszono powstanie tego projektu, nie wszyscy byli przekonani o jego powodzeniu. Czy było sens poszerzanie historii jednego z bohaterów? Zdecydowanie. Z taką formułą i obsadą to musiało się udać.

Serial odchodzi od standardowej stylistyki przyjętej przez sitcomy – nie usłyszymy tu żadnego śmiechu publiczności w tle. Dostajemy znakomicie oddany obraz przełomu lat 80. I 90.; scenografia i kostiumy wykorzystane w produkcji doskonale odwzorowują klimat. Z kolei aktorzy po raz drugi udowodnili, że bardzo dobrze czują się w swoich rolach – Ian Armitage jako tytułowy bohater urzeka po raz kolejny.

Można odnieść wrażenie, że w drugim sezonie pojawiło się mniej klasycznych żartów. Nie żeby w ogóle brakowało tu humoru, ponieważ jest go pod dostatkiem, jednak twórcy zdecydowanie skupili się na relacjach między bohaterami i rozwijaniu ich charakterów. Sheldon musiał się zmierzyć z wieloma problemami; chyba po raz pierwszy mieliśmy okazję zaobserwować, jak radzi sobie z zazdrością i z poczuciem samotności, które, choć rzadko, od czasu do czasu go dopada, i to w najmniej spodziewanych okolicznościach. Oczywiście scenariusz absolutnie nie pomija innych wątków, dzięki czemu większość bohaterów dostaje sporo czasu antenowego tylko dla siebie – co okazuje się bardzo dobrym rozwiązaniem, bo każdy z nich jest interesujący i kreowany w ciekawy sposób. „Young Sheldon” to w gruncie rzeczy rozrywka dla całej rodziny, przy której można się świetnie bawić, jako że nie ma mowy o nudzie.

Serial dostępny na platformie HBO GO.


9. „Alta mar” / „Pełne morze” (2019–), sezon pierwszy

Kolejna hiszpańskojęzyczna propozycja od Netflixa. Serial opowiada o dwóch siostrach, Evie i Carolinie, które udają się w podróż statkiem z rodzinnej Hiszpanii do Brazylii, by tam rozpocząć nowe życie. Szybko jednak okazuje się, że rejs nie będzie spokojny, wręcz przeciwnie. Siostry przemycają na pokład przypadkowo napotkaną kobietę, która błaga o pomoc w ucieczce przed zaborczym narzeczonym. A to dopiero początek kłopotów. Sielska podróż niespodziewanie zamienia się w koszmar, gdy na pokładzie dochodzi do zbrodni.

Jeśli ktoś lubi produkcje, które bardzo dobrze utrzymują klimat z przeszłości (w tym przypadku z lat 40. XX wieku), do tego uwielbia historie kryminalne, w których pełno zwrotów akcji, dobrych cliffhangerów, to z całego serca polecamy „Alta mar”. Jedynym minusem serii może być jedynie kiepskie CGI (lepiej, aby twórcy ograniczyli się do kameralnych wnętrz) czy bariera językowa – serial jest dostępny jedynie z napisami, co może stanowić przeszkodę dla tych, którzy wolą bardziej „słuchać” danej produkcji niż oglądać. Te drobne niedogodności zostają jednak wynagrodzone wciągającą fabułą i pełnokrwistymi bohaterami, do których łatwo się przywiązać. Akcja potrafi również zaskoczyć, dlatego możecie być pewni, że nie poczujecie znużenia podczas oglądania. Utalentowana obsada, intrygujące wątki, niespodzianki, piękne kostiumy – dla tych elementów zdecydowanie warto sięgnąć po tę produkcję.

Serial dostępny na platformie Netflix.


8. „Line of Duty” (2012–), sezon piąty

Chociaż „Line of Duty” wypadło w tym roku nieco gorzej niż zwykle, nadal mamy do czynienia z serialem bardzo dopracowanym i przemyślanym. Klasycznie już sezon otwiera się od wprowadzenia na ekran głównego podejrzanego o korupcję policjanta. Tym razem natrafiamy na Johna Corbetta, który działając pod przykrywką, od wielu miesięcy nie kontaktuje się z oficerem nadzorującym. Tym samym serial stawia nas w nieco innej sytuacji, nie skupiając się na policjantach, a na roli agenta w organizacji przestępczej – jest to dość odświeżające podejście do konwencji serialu o wydziale antykorupcyjnym. Można tylko żałować, że wątek Johna Corbetta postanowiono zakończyć dość szybko, przez co ma się niejako wrażenie, ze nie do końca wiedziano, co zrobić z tak skonstruowanym bohaterem. Nie pomogła również ostateczna intryga czy rozczarowujący motyw wykorzystania alfabetu Morse’a celem przedłużenia fabuły.

Piąta seria „Line of Duty” utwierdziła nas jednakże w przekonaniu, że przesłuchania są tym, co wypada w serialu najlepiej, szczególnie gdy pod lupę trafiają postacie, które cenimy. Odpowiadający za produkcję Jed Mercurio chyba nie był w stanie z równym sukcesem jednocześnie pracować nad kolejnymi odcinkami „Line of Duty” i „Bodyguardem”, dał jednak z siebie wszystko podczas przygotowywania przesłuchań Hastingsa. To nadal serial bardzo ciekawy i dobrze budujący napięcie, od zawiązania akcji aż po finał.

Cztery sezony serialu są dostępne na platformie Netflix.


7. „Dead to Me” / „Już nie żyjesz” (2019–), sezon pierwszy

„Dead to Me” to ten typ serialu, który nawet mimo przewidywalnej fabuły i tanich cliffhangerów jest tak przyjemny i wciągający, że trudno go skończyć z negatywnymi uczuciami. Przede wszystkim świetną robotę wykonują główne bohaterki, które, nawet z zupełnie przeciwnymi charakterami i stylami życia, tworzą tak magnetyczny duet, że z wielkim zainteresowaniem oglądamy każdą ich wspólną scenę. Christina Applegate jako Jen wciela się w rolę wdowy, która przeżywa do tego stopnia śmierć męża, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować dopóki nie znajdzie osoby, która go potrąciła i zabiła. Linda Cardellini pokazuje nam pozytywną i uroczą Judy, mającą własną tragedię na karku. Dwie kobiety połączone w żałobie zaczynają budować między sobą relację i wspierać się w trudnych chwilach.

„Dead to Me” to lekki i przyjemny serial, który ma w sobie wszystkiego po trochu. Dla fanów wątków kryminalnych znajdzie się trochę zagadek i intryg, a jeśli ktoś planuje obejrzeć produkcję wyłącznie dla dramatu, to ten aspekt też jest na zadowalającym poziomie. Jednocześnie dostajemy porcję szczerej, czasem czarnej komedii. Produkcja jest przy okazji bardzo estetycznie nakręcona, a soundtrack został dobrany bezbłędnie.

Serial dostępny na platformie Netflix.


6. „Lucifer” / „Lucyfer” (2016–), sezon czwarty

Po kasacji przez Foxa w internecie wybuchły akcje fanowskie mające na celu uratowanie serialu. Cel został osiągnięty, Netflix zdecydował się przejąć produkcję – wówczas zaczęły się pewne wahania. Jak pamiętamy, poziom trzeciej serii „Lucifera” daleki był od ideału, dlatego obawialiśmy się, że ten efekt może zostać powtórzony. Całe szczęście było zupełnie odwrotnie.

Strzałem w dziesiątkę okazało się przede wszystkim zmniejszenie liczby odcinków do dziesięciu. Dzięki temu serial odzyskał dynamikę akcji, a fabuła, bardziej skondensowana i konkretna, potrafiła doskonale zaangażować. Do życia Diabła, który porzucił piekło na rzecz prowadzenia nocnego klubu w Los Angeles, dołączyła Eve – ta Eve, pierwsza kobieta, wygnana niegdyś z rajskiego ogrodu. Oczywiście jej pojawienie się musiało sporo namieszać, szczególnie w relacji Chloe i Lucyfera, ale na szczęście twórcy nie posłużyli się nową postacią jedynie w celu wywołania dodatkowej dramy; Eve została wykreowana ciekawie i wprowadziła do serialu powiew świeżości (Inbar Lavi świetnie sprawdziła się w tej roli). Scenariusz nie odchodzi od proceduralnej formuły, nie zabrakło też tak dobrze znanym wszystkim humoru. Netflix nie starał się stworzyć własnej wersji „Lucifera” – zamiast tego zachował to, co w produkcji najlepsze, i dodał coś od siebie, jednocześnie znacząco podciągając poziom. Wieść o tym, że kolejna, piąta seria będzie zarazem finałową, nie zasmuciła nas z dość prostej przyczyny: przynajmniej wiemy, że ktoś tu ma konkretny pomysł na tę historię i nie będzie ona rozciągana w nieskończoność.

Serial dostępny na platformie Netflix.


5. „When They See Us” / „Jak nas widzą” (2019)

W 1989 roku młodzi chłopcy, czterech czarnoskórych oraz jeden o pochodzeniu latynoamerykańskim, zostało oskarżonych o zbiorowy gwałt na białej kobiecie. W oczach opinii publicznej zostali od razu uznani za winnych i okrzyknięci mianem „Piątki z Central Parku”, co nie okazało się prawdą, ale na prawomocne uniewinnienie przez sąd musieli czekać aż do 2002 roku, kiedy to prawdziwym sprawcą okazał się Marias Reyes. Dopiero po kolejnych 12 latach miasto Nowy Jork wypłaciło im wielomilionowe odszkodowanie.

„When They See Us” to miniserial Netflixa w reżyserii Avy DuVernay, który został oparty właśnie na tej sprawie. Ten dramat śledczy to mocne kino, poruszające bardzo ważny temat z ciekawie poprowadzoną, czasami aż dokumentalną narracją, która wywołuje więcej emocji niż niejeden wielosezonowy serial. Nie jest to produkcja, którą chce się obejrzeć po ciężkim dniu w pracy, by się zrelaksować, ale z pewnością warto ją obejrzeć, jeśli nie jest się obojętnym na sprawę praw człowieka i problemy związane z dyskryminacją. Trzeba też przyznać, że na ekranie możemy obejrzeć naprawdę utalentowanych aktorów, przed którymi nie stało przecież łatwe zadanie, a jednak poradzili sobie z nim znakomicie. To trudny, poruszający seans, niepozbawiony pewnych dłużyzn, mimo to dający do myślenia.

Serial dostępny na platformie Netflix.


4. „Good Omens” / „Dobry omen” (2019)

Neil Gaiman i Terry Pratchet są jednymi z najbardziej charakterystycznych pisarzy w świecie fantastyki. Obaj mają na koncie bardzo duże sukcesy wydawnicze, co nie umyka uwadze największych stacji telewizyjnych i platform streamingowych. Niecodzienny humor i interesujące podejście do tematyki życia i śmierci to znak rozpoznawczy Gaimana i Pratchetta, dlatego wiele osób miało wątpliwości, czy serial dobrze odda klimat ich wspólnej książki. Z adaptacjami zwykle tak jest, że gdzieś po drodze potrafią zgubić istotę całej opowieści, ale w przypadku „Good Omens” jest nieco inaczej.

Produkcja od początku do końca w doskonały sposób bawi się konwencją stworzoną przez pisarzy, ale w pewnych momentach nawet trochę przesadza i wtedy widać wyraźnie, że tego typu historie wyglądają zupełnie inaczej, kiedy trafiają na mały ekran. Chwyty wykorzystywane w książce, bawiące czytelników, nie sprawdzają się w telewizji, przez co serial chwilami potyka się na własnych żartach, pozostawiając widza w sporej konsternacji. Niemniej jednak całość broni się całkiem dobrze, bawiąc odbiorców na przyzwoitym poziomie, pokazując przy okazji, jak ciekawy i niemal egzotyczny może być angielski humor.

Serial dostępny na platformie Amazon Prime Video.


3. „Killing Eve” / „Obsesja Eve” (2018–), sezon drugi

Drugi sezon „Killing Eve” prezentuje zupełnie inną dynamikę niż pierwszy. Głównie z powodu zmiany w relacji Eve i Vilanelle. Do tej pory bohaterki nie miały zbyt wielu wspólnych scen, budowanie napięcia pomiędzy nimi polegało bardziej na zabawie w kotka i myszkę oraz na ocieraniu się o wielką niewiadomą. Tym razem kobiety nie tylko widzą się częściej, ale w pewnym momencie zaczynają ze sobą współpracować.

Zmianie ulegają również charaktery bohaterek. Najbardziej widać to w postaci Eve, w jej relacjach z mężem, w tym, jak kobieta przekracza granicę za granicą. Jednak również Villanelle, niby chłodna i nastawiona na poszukiwanie przyjemności, zaczyna niekiedy gubić się w tym, co dostaje od świata.

Ciekawym dodatkiem okazuje się tajemniczy złoczyńca, którego sposób działania jest niezwykle niepokojący – tym bardziej w świecie, w którym wystawiamy nasze dane na beztroskie hulanie po sieci. Przemocy w tym sezonie jest trochę mniej niż w pierwszym – przynajmniej tej krwistej i flakowatej – ale nie oznacza to, że druga seria „Killing Eve” pozbawiona jest szokujących zwrotów akcji, rozwalających emocjonalnie scen oraz genialnych realizatorsko scen akcji.

Wisienką na torcie jest finał, zamknięty zachwycającą klamrą i stanowiący ostro postawioną kropkę na relacji Eve i Vilanelle. Ostatni odcinek niesie za sobą nie tylko bardzo dużo akcji, ale również mocne przesłanie dotyczące toksycznych i niebezpiecznych związków.

Serial dostępny na platformie HBO GO.


2. „Catch-22” / „Paragraf 22” (2019)

Seriale wojenne nie były widziane od bardzo dawna i najpewniej przez jakiś czas jeszcze tak będzie, bo „Catch-22” pozostaje niezwykle daleko od zaszufladkowania go w tym gatunku. Całość historii stara się od samego początku pokazać zupełnie inne spojrzenie na wojnę i robi to w doskonały sposób. Wszechobecny pastisz jest doskonale uzupełniony przerysowanymi charakterami głównych postaci, przez co serial zawiera nie tyle małe przytyki w stronę zwolenników rozwiązań siłowych, ale na prawdziwy merytoryczny nokaut.

Yossarian, bombardier lekkoduch, doskonale zdaje sobie sprawę jak absurdalnym i niedorzecznym pomysłem jest idea wojny, ale nie chcąc wyjść na tchórza, robi swoje. Z biegiem czasu zaczyna coraz bardziej rozumieć złożoność swojej sytuacji i fakt, że nie ma z tego żadnego wyjścia ewakuacyjnego. Jego cierpienie zostaje zestawione z kilkoma naprawdę ciekawymi charakterami, które postawione wspólnie na tle brutalnych realiów pola bitwy wydają się tak nierealne, że każda scena wydaje się niemożliwa do zaistnienia w prawdziwym świecie. Yossarian bardzo szybko okazuje się jedynym normalnym w świecie szaleńców, ale fakt ten przysparza mu coraz większych problemów. Jego przygody potrafią zaskoczyć, prezentując pełen wachlarz emocji w ciągu zaledwie kilku minut danego odcinka.

Serial dostępny na platformie HBO GO.


1. „Chernobyl” / „Czarnobyl” (2019)

Odkrycie sposobu na manipulowanie atomami pozwoliło naszej cywilizacji zrobić ogromny skok technologiczny, rozwinąć wiele nieznanych do tej pory dziedzin nauki, a co najważniejsze, na zawsze zmienić oblicze Ziemi. Niestety, jak zawsze bywa z wielkimi odkryciami, prędzej czy później kwestionują one nasze wyobrażenie o potencjalnych zyskach płynących z ich poznania.

Awaria reaktora w Czarnobylu, której skutkiem była jego eksplozja, pokazała, jaką cenę musimy zapłacić w zamian za niemal niewyczerpane źródło energii. Serial wyprodukowany przez HBO, pomimo zaledwie pięciu odcinków, już w połowie emisji sezonu okrzyknięty został najlepszą produkcją od wielu lat. Solidny scenariusz, który pomimo napisania w oparciu o fakty, nadal potrafi trzymać w napięciu i zaskakiwać, idzie w parze z doskonale rozpisanymi głównymi bohaterami. Dramatyzm sytuacji niemal wylewa się z ekranu, jak promieniowanie ze zniszczonego reaktora, a każdy epizod niesie pytanie o to, jak w ogóle mogło dojść do tak wielkiej katastrofy. Serial przybliża nam ten temat, pokazując jak blisko byliśmy, aby mieszkać teraz na kompletnym pustkowiu niczym z filmów post apokaliptycznych. Heroizm i trudne decyzje wielu osób pozwoliły uniknąć tego mrocznego scenariusza, ale kosztem niezliczonej liczby ludzkich istnień, a także sumienia wielu z nich.

Serial dostępny na platformie HBO GO.


Redakcja portalu Serialomaniak.pl pod uwagę brała zarówno debiuty, jak i seriale powracające lub zakończone w minionym miesiącu.