Wojciech Gruszczyk Wojciech Gruszczyk 01.01.2019
Xbox Game Pass i Origina Access Premier. Cyfrowe abonamenty zmieniły moje życie
3265V

Xbox Game Pass i Origina Access Premier. Cyfrowe abonamenty zmieniły moje życie

Microsoft zamierza oprzeć swoją przyszłość między innymi na Xbox Game Pass, a podobną propozycję w ostatnich miesiącach zaprezentował Electronic Arts. Obie usługi rozwijają się w kapitalny sposób i bez wątpienia growe abonamenty to przyszłość – nie tylko dla producentów, ale również dla graczy.

Nie zrozumcie mnie źle – jestem fanatykiem pudełek, który systematycznie toczy boje z małżonką o zagracone biuro. Do domu wpadają kolejni kurierzy, przywożą następne boxy, a ja stale jestem zobligowany do sprzątania, układania i wynoszenia kolejnych paczek do garażu. Gry mają oczywiście swoje miejsce – marzę o zbudowaniu dużego regału, gdzie mógłbym pomieścić całą kolekcję, ale wciąż trudno znaleźć miejsce w budżecie na takie przyjemności, a po drugie… Ostatnio zdecydowanie częściej sięgam po cyfrowe wersje produkcji.

Kupowanie starszych gier? Teraz mam abonament  

Na początku 2018 roku ogłoszono znaczący rozwój Xbox Game Pass przez dorzucenie do zestawu premierowych tytułów od zespołów first-party. Identycznie Origin Access rozszerzył Electronic Arts dorzucając do nazwy „Premier” i oferując wszystkie gry kreowane przez wewnętrzne formacje Elektroników. Zdaję sobie doskonale sprawę, że nie jestem typowym klientem sieciowych abonamentów, ponieważ ze względu na pracę mam dostęp do wielu produkcji w okolicach premiery, ale dość niespodziewanie to właśnie „growe Netflixy” odegrały dla mnie wielkie znaczenie.

Pewnie większość czytelników PPE ma swoje kupki wstydu przepełnione ciekawymi produkcjami i duża część naszej społeczności regularnie powiększa zestaw gier „do poznania”. Ja należę do tego zacnego grona i cyklicznie kupowałem mniejsze lub większe tytuły – w wielu przypadkach i tak wiedziałem, że nie mam szans na poznanie kupionych przygód, ale chętnie dodawałem do listy następne produkcje. Wszystko zmieniło się jednak ze względu na wspomniane abonamenty, bo to właśnie sieciowe usługi pozwalają mi systematycznie pobierać ciekawe pozycje, które „kiedyś włączę”. 

Xbox Game Pass od początku wydawał się ciekawą propozycją, więc systematycznie w kolejnych miesiącach pobierałem przynajmniej 2-3 gry – jeszcze w ubiegłym roku wrzuciłem na listę Ninja Gaiden Black, Oddworld: New 'n' Tasty (listopad), Sherlock Holmes: The Devil's Daughter i Mega Man 10 (grudzień), a Devil May Cry 4: Special Edition, Injustice: Gods Among Us (styczeń), Rime, Darksiders 2: Deathinitive Edition (luty), Oxenfree, Resident Evil Revelations 2 (marzec), Portal Knights, Cities: Skylines (kwiecień), Homefront: The Revolution, Laser League, Overcooked (maj), Mega Man Legacy Collection 2, Fallout 4 (czerwiec), Warhammer: Vermintide 2, Zombie Army Trilogy, Human Fall Flat (lipiec), Ruiner, Hitman, Room, Rage (sierpień), Aven Colony, Onrush, Snake Pass (wrzesień), Metro 2033 Redux, Wolfenstein: The New Order, >Observer_, Hello Neighbor  (październik), Aftercharge, The Gardens Between (listopad), a grudzień to już prawdziwa uczta, bo w zasadzie niemal każdy tytuł wrzuciłem na listę "trzeba pobrać". Gardens Between, Mutant Year Zero, Strange Brigade, Ashen, Mortal Kombat X, Spintires Mudrunner, Pro Evolution Soccer 2019, Kingdom Two Crowns, Below, Shadow Warrior 2, a nawet Life is Strange i Life is Strange: Before the Storm.

W jeden rok przynajmniej na chwilę włączyłem kilkanaście świetnych gier, na które pewnie wydałbym znacznie więcej niż roczny abonament (250 zł). Microsoft zaczął również oferować tytuły, które miałem okazję solidnie ograć lub nawet ukończyć – przez kilka miesięcy czekałem na konsolową premierę Warhammer: Vermintide 2, odliczałem dni do premiery Mutant Year Zero, dawno na niczym się tak mocno nie zawiodłem jak na Below (na szczęście nie kupiłem;), a Ashen to dla mnie perełka ostatnich miesięcy. Żona sprawdziła Life is Strange: Before the Storm, a jeszcze dobre kilka pozycji wrzuciłem do kolekcji, by przekonać się, jak wygląda wersja na Xboksa One X. Wcześniej za takie „testy” płaciłem na promocjach, teraz mogłem zaspokoić swoją ciekawość dzięki abonamentowi.

Mam ponadto wśród znajomych graczy, którzy „żyją” dzięki Xbox Game Pass. Nie każdy liczy na premierowe hity pokroju God of Wara, a niektórzy nie mogą sobie na nie pozwolić, jednak dzięki projektowi Amerykanów systematycznie grają w świeże pozycje – to prawdziwy skarb dla młodych entuzjastów elektronicznej rozgrywki, którzy nie muszą naciągać rodziców na kolejne tytuły.

Nie jestem idealnym klientem sieciowych abonamentów, bo w zasadzie sprawdziłem tylko część (30%?) z całego rocznego katalogu, ale nawet w tej sytuacji nie mogę powiedzieć złego słowa na koncepcję, która w dniu zapowiedzi wyglądała się dla mnie dość… Nietypowo. Teraz nie wyobrażam sobie miesiąca bez „wrzucenia czegoś na ruszt”, a każde przedstawienie kolejnej oferty to dla mnie świetna wiadomość. Jestem pewien, że to dopiero początek, a Xbox Game Pass w 2019 roku kilkukrotnie bardzo pozytywnie zaskoczy.

A co na to Electronic Arts?

Z zainteresowaniem przyglądam się również Origin Access Premier – tutaj cena jest wyższa (59,90 zł za miesiąc lub 419,90 zł za rok), a w niej otrzymujemy wszystkie gry Electronic Arts, więc przykładowo decydując się na abonament na początku listopada (podobnie jak ja) otrzymacie między innymi: Battlefield 5, Anthem, FIFA 20… A to tylko trzy pewniaki, bo na liście pojawią się jeszcze inne projekty wydawane przez EA oraz pozycje third-party. Dla przykładu w grudniu biblioteka została rozszerzona o Darksiders 3, This is the Police 2, Beholder 2, A Way Out, starszy The Count Lucanor oraz serię pozycji z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Cena przygody Furii (214 zł), najnowszej pozycji DICE (129 zł), ostatniej piłki od EA (125 zł) czy też gry od Warm Lamp Games (50 zł) sprawia, że koszt Origin Access Premier nie wydaje się tak duży.

Istnieje jeszcze opcja Origin Access Basic (14,99 zł za miesiąc lub 79,99 zł za rok), jednak w tym wypadku zestaw gier nie jest już tak bogaty (otrzymujemy wyłącznie 10-godzinną próbkę tytułów od Elektroników), a w niektórych wypadkach klienci muszą obejść się smakiem lub zaczekać na wrzucenie oczekiwanych produkcji do zestawu. Projekt w zasadzie przypomina EA Access dostępny na Xboksie One (14,99 zł za miesiąc lub 79,99 zł za rok), jednak w wypadku abonamentu zaoferowanego w ramach platformy Origin pojawiają się również pozycje od deweloperów third-party. W zasadzie usługa dostępna tylko na konsoli Microsoftu wypada najbiedniej, bo choć włodarze Electronic Arts systematycznie rozwijają zestaw gier, to jednak skupienie się wyłącznie na własnym katalogu sprawia, że zestawienie nie wygląda tak okazale jak wcześniej wymienione propozycje.

Już teraz dzięki Origin Access Premier ogrywam Battlefield 5, wkrótce włączę Anthem, a w międzyczasie w końcu znajdę czas na Darksiders 3. Intryguje też This is the Police 2 oraz Beholder 2, jednak w tym wypadku problem jest jeden – wolny czas. To właśnie z tego powodu mając już na drugiej platformie (PS4 i PC) dostęp do A Way Out, wciąż czeka on na swoją szansę.

W idealnym świecie?

„Growe Netflixy” nie są rozwiązaniem dla każdego gracza, ale jestem przekonany, że nie bez powodu Microsoft, Electronic Arts i Sony chcą rozwijać usługi, dzięki którym w ramach abonamentu będziemy stale otrzymywać nowe gry. W idealnym świecie moglibyśmy płacić za jedną usługę i poznawać wszystkie przygody, ale na takie rozkosze nie możemy liczyć. Mam jednak szczerą nadzieję, że w 2019 roku projekty będą wciąż rozszerzane, kolejni wkroczą do gry (Ubisoft?) i będziemy jednocześnie oglądać współprace dużych firm (Microsoft + Electronic Arts?), dzięki którym na naszych cyfrowych półkach wstydu stale będą pojawiać się nowe, zarazem atrakcyjne produkcje.

 A jak to jest z Wami – oddaliście już dusze cyfrowym abonamentom i czekacie tylko na kolejne informacje dotyczące nowych gier w Xbox Game Pass, EA Access, Origin Access Premier, a może nawet PlayStation Now? 

Tagi: Electronic Arts origin access premier Xbox Game Pass xbox one