Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 16.12.2018
Steam vs. Epic Games Store. Szykuje się wielka rewolucja?
4826V

Steam vs. Epic Games Store. Szykuje się wielka rewolucja?

Cyfrowa dystrybucja na PC zdominowała została w dużej mierze przez jednego wielkiego gracza, którego zarówno ci mniejsi jak i więksi rywale nie są wstanie od lat zbić go z tronu. Czy zatem kolejny pretendent ma szansę na ten wyczyn?

Gdy Steam zadebiutował na rynku 11 września 2003 roku, nikt nie spodziewał się wtedy, że Gaben i jego platforma odmienią pecetowe granie na zawsze. Przez te ponad 15 lat sklep Valve zdominował rynek dystrybucji cyfrowej na PC i nie kłania się absolutnie żadnemu konkurentowi, mimo iż ma ich coraz więcej. 

5 rycerzy kontra 1 gigant

Jak zapewne wiecie, w ostatnich tygodniach naszą branżę obiegła wieść, że Steam doczeka się kolejnego już rywala, który ma ogromny apetyt na zrzucenie króla z tronu. Zastanawiacie się również na pewno, dlaczego informacja o nadejściu Epic Games Store wywołała takie poruszenie, skoro wojnę ze sklepem Gabena prowadzą już Electronic Arts, Bethesda, Blizzard, a ostatnio nawet i Discord. Epic Games nie jest przecież ani większe od EA, ani na pewno mniejsze od Discorda czy Bethesdy. Skąd zatem taka gorączka emocji?

W przypadku poprzedników ekipy odpowiedzialnej za Unreal Engine, ich strategia była prosta - nie dzielić się własnymi pieniążkami chciwym grubaskiem z USA. UPlay, Rockstar Social Club, Bethesda.net, Battle.net, Origin, czy nasz rodzimy GOG, miały być tylko małymi alternatywami dla gigantycznego Steama i nie miały na celu nic więcej, niż zabranie zabawek do własnej piaskownicy, bądź zaoferowanie graczom tego, czego nie chciało im dostarczać Valve.

Po pewnym czasie Electronic Arts zorientowało się, że ich Origin cieszy się całkiem dużym zainteresowaniem i wycofanie swoich gier ze Steama nie zrobiło korporacji żadnej krzywdy. Zachęceni tym sukcesem Elektronicy postanowili zaprosić do współpracy innych deweloperów oraz wydawców, dzięki czemu jako pierwsi pokazali Valve, że może na rynku istnieć poważna alternatywa dla Steama.

Takie same ambicje miał w podobnym okresie Ubisoft, który zakładając swój UPlay, zaoferował nowatorski sposób dystrybucji dodatków do gier, w zamian za zdobywane w nich osiągnięcia - system ten działa do dziś i pozwala na pozyskanie fajnych bajerów, jeśli poświęcimy dziełom Ubi odpowiednio dużo uwagi.

Niestety, sklep Francuzów poniósł sromotną porażkę i nawet obecnie, mnóstwo graczy dosłownie nienawidzi tej platformy. Niegdyś na UPlay można było zakupić gry innych producentów - na przykład Bethesdy, lecz dziś spośród wszystkich tytułów dostępnych na cyfrowych półkach Ubisoftu, mniej niż 10 gier, pochodzi od firm trzecich.

Ojcowie Asasynów definitywnie się poddali i wycofali z walki o ten model biznesowy, albowiem ich gry możecie kupić zarówno na UPlay, jak i na Origin oraz Steam.

Utracona kontrola

Jeśli zaś chodzi o nas rodzimy GOG, tutaj włodarze sklepu mają bardzo mądrą strategię współpracy z Valve. Polacy doskonale wiedzą, że nie byliby w stanie podjąć równej walki z wielkim molochem, dlatego też zaoferowali swoim konsumentom ciekawe rozwiązanie. Nie dość, że wszystkie gry dodawane na GOG-a nie posiadają zabezpieczeń DRM, to jeszcze jeśli dana produkcja jest dostępna również na Steam, sieciowe komponenty działają na zasadzie cross-play, co nie izoluje miłośników Good Old Games od kilkudziesięciomilionowej społeczności sklepu Gabena.

Nie oznacza to jednak, że platforma Valve jest idealna i wolna od błędów. Gdy Gabe Newell postanowił otworzyć swoje wrota najszerzej jak się tylko da, Steam zaczęła zalewać ogromna fala pseudogierek, których nikt o zdrowych zmysłach nie dopuściłby do sprzedaży. Greenlight był dziurawy niczym szwajcarski ser, więc Amerykanie postanowili podnieść kontrolę jakości gier wprowadzanych na Steam. Niestety na dobrych słowach się skończyło, albowiem proces weryfikacji każdej produkcji aspirującej do miana bycia obywatelem Steam, trwa niecałe 24 godziny. 

Oznacza to, że absolutnie nikt nie weryfikuje, czy dane dzieło jest dobre bądź w ogóle grywalne - jedynie, czy nie ma w sobie złośliwych wirusów oraz treści pornograficznych. W wyniku takiego braku kontroli, w 2017 roku na sklepie lądowało aż 21 gier dziennie! A jak się domyślacie, może ze 2 z nich bywały godne uwagi. Dlatego też naprawdę dobre produkcje niezależne ponoszą przykre porażki, albowiem giną niezauważone w tłumie - gdzieś pomiędzy survivalami z Early Access, a totalnymi śmieciami uklepanymi w pół dnia przez jakichś cwaniaczków wykorzystujących darmowe assety.

Ponadto dużym deweloperom, którzy zauważyli sukcesy swojej konkurencji, przestało podobać się to, że Valve żąda aż 30% udziału w zyskach za prawo wrzucenia swojego dzieła a Steam.

Koniec z nami, odchodzę!

To właśnie przez taką pyszałkowatość i zbytnie lekceważenie rynku, Gaben popadł w kompletny chaos. Jego firma zalicza wpadkę za wpadką - totalnie dziurawy Greenlight, zmuszanie do robienia zakupów bezpośrednio na Steam, aby móc sprzedawać między innymi karty zdobywane w grach, skandalicznie perfidny system monetyzacji Artifact, czy nawet beznadziejnie słaby tryb Battle Royale w CS:GO i przejście na upośledzony model F2P.

Monopol nigdy nie był i nigdy nie będzie zdrową sytuacją dla żadnego rynku, dlatego ktoś w końcu musiał podjąć rękawice i rzucić wyzwanie hegemonowi - skoro Electronic Arts się udaje, to czemu miałoby się nie udać innym, nieprawdaż?

Wpierw dywizja Xbox udostępniała swoje tytuły ekskluzywnie na Microsoft Store, który niestety jest platformą tak słabo zaprojektowaną, że nawet takie tytuły jak Forza, Halo Wars 2, czy remaster Gears of War, nie były wstanie zachęcić graczy do obcowania ze sklepem Zielonych. Ostatecznie stanęło na tym, że dzieła Microsoft Studios lądują również na Steam. 

Kolejnym śmiałkiem zapragnęło być rodzime GOG Galaxy, które eksperymentalnie, zamierzało umieścić karcianego RPG-a zatytułowanego Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści, ekskluzywnie na własnej platformie, co miało przyciągnąć do GOG-a fanów wieśka. Rezultat? Gra wleciała na cyfrowe półki Valve w niecały miesiąc po premierze.

Dalej nie wiedzieć czemu, dystrybucyjne ambicje zaczął mieć Discord - komunikator rozwija się niezwykle dynamicznie i zarobił na tyle dużo pieniędzy oraz zyskał tak dużą sławę, że może pozwolić sobie na taki niezwykle odważny ruch. Póki co jakichś spektakularnych sukcesów mu brakuje, ale należy pamiętać, że ten sklep wciąż jest w fazie beta i ma ograniczoną bibliotekę gier. Choć w pewnym stopniu za sukces można uznać to, że scena deweloperów niezależnych zaczęła wrzucać swoje malutkie, aczkolwiek ciekawe gry wyłącznie na ich platformie.

Ostatni sprawiedliwy

Jak zatem widzicie, konkurencji Steamowi nie brakuje, lecz niestety wciąż nikt nie był na tyle przekonujący, aby zrzucić króla z pozłacanego tronu. Aż do teraz. Epic Games Store może przynieść nam prawdziwą rewolucję w cyfrowej dystrybucji, jakiej potrzeba na PC od dawna. Dlaczego akurat im ma się udać?

Nikt chyba nie będzie zaskoczony tym, że gigantyczny sukces Unreal Engine 4 oraz jeszcze większy fenomen Fortnite'a, sprawiły iż Epic Games ma w swoim skarbcu pewnie z gazylion dolarów i w nadchodzących latach oszczędności te będą tylko rosły. Dlatego też deweloperzy mogą śmiało pozwolić sobie na szalenie ambitne zagrywki. Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że Epic szykuje rozwiązanie technologiczne, dzięki któremu każdy tytuł jaki z niego korzysta, będzie miał możliwość implementacji cross-platformowej rozgrywki, czatów, postępów, a nawet osiągnięć, na dosłownie wszystkich sprzętach do grania - od telefonów, przez konsole, aż po PC. Łącznie aż 7 platform.

Fortnite już posiada takie funkcje i jest oficjalnym produktem testowym nowych rozwiązań, które jak do tej pory, sprawują się wprost fantastycznie. Dla przykładu, mam przyjaciela, który grał w Battle Royale oraz Ratowanie świata na każdej ze swoich zabawek do grania i gdy kupił ostatnio PlayStation 4 i uruchomił po raz pierwszy tryb kooperacyjny, automatycznie wpadły mu na konto trofea, jakie przysługują za nasze obecne postępy w grze.

Jeśli zatem każda pozycja korzystająca z tego systemu ma mieć takie bajery, jestem jak najbardziej przekonany, że ludzie na to pójdą. Śmiało możemy założyć, że rodzący się na naszych oczach Epic Games Store będzie miał to wszystko wbudowane w swoją infrastrukturę, dzięki czemu wszystkie debiutujące na nim tytuły, będą mogły z nich korzystać. To gigantyczny atut i krok w przyszłość. 

Ponadto Epic Games jest pierwszą firmą, która dosłownie wypowiedziała wojnę Steamowi, promując się bezpośrednimi porównaniami z molochem Valve. Epicy kuszą deweloperów bardzo obiecującą marżą wynoszącą zaledwie 12%, nawet gdy gra została zbudowana na UE4. W tym samym czasie Gaben pobiera 30% od najmniejszych producentów, 25% od zarabiających "jedynie" 10 mln dolarów i 20% od tych, którym uda się zgarnąć aż 50 mln dolców.

Po pierwsze gołym okiem widać, że Steam chce promować tylko dużych wydawców, dojąc jak najwięcej kasy z tych najmniejszych. Perspektywa oddawania tylko 12% Epic Games i tak jest bardziej korzystne niż 20% dla chciwego Valve. Ba, zachęcony wojną o klientów Discord ogłosił niedawno, iż swoją marżę ustawia dla wszystkich deweloperów na jedyne 10%, więc podbija stawkę rzuconą przez Epiców.

No i pozostał nam ostatni, najważniejszy aspekt, przemawiającym za tym, że Epic Games naprawdę chce skopać Steamowi tyłek. Firma poświęca spore środki na to, aby zapewnić sobie ekskluzywność na pecetową dystrybucję bardzo ważnych i ciekawych gier zarówno niezależnych jak i AAA.

To pierwszy taki przypadek, w którym zewnętrzny sprzedawca dosłownie kradnie Steamowi niezwykle ciekawie zapowiadające się tytuły, o które Valve i tak by prawidłowo nie zadbało. A trzeba przyznać, że Epic Games rozpoczyna swoje uderzenie potężnym ciosem - Gaben musi obejść się smakiem takich kąsków jak Journey z PlayStation, Hades od autorów Transistora oraz Bastion, prequelem Hello Neighbour, a nawet World War Z! Pełną listę exów znajdziecie poniżej

  • World War Z - pełna
  • Ashen - czasowa
  • Hello Neighbor: Hide & Seek - pełna
  • Journey - pełna
  • Super Meat Boy Forever - czasowa
  • Rebel Galaxy Outlaw - czasowa
  • Hades - pełna
  • Maneater - czasowa

A jakby tego było mało, Epic obiecuje nam, że co 2 tygodnie za darmo będzie udostępniać jedną z produkcji jakie wylądują na ich sklepie - bez żadnych haczyków, abonamentów, czy konkursów. Po prostu mają dobry gest - w końcu stać ich na to.

Jak zatem widzicie, Steam powinien zacząć poważnie myśleć nad zrewidowaniem swojej polityki, ponieważ jeśli korporacja nie obudzi się w odpowiedniej chwili, jej klienci zaczną odchodzić na rzecz lepszych alternatyw, a znaczący deweloperzy przestaną pojawiać się na dominującej obecnie platformie. Znaczniej bardziej opłacalne jest sprzedanie 100 000 gier oddając sklepowi tylko 12% lub 10%, aniżeli sprzedać 200 000 kopii oddając aż 30% zarobionych pieniędzy.

Tagi: cyfrowa dystrybucja Discord epic games GOG Microsoft origin steam