Mały horror przypominający P.T. zawstydza wysokobudżetowe gry. Pół godziny strachu za darmo

Mały horror przypominający P.T. zawstydza wysokobudżetowe gry. Pół godziny strachu za darmo

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 15:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Branża wydaje miliony dolarów na horrory, które mają nas przestraszyć, a potem okazuje się, że robi to lepiej darmowa gra, dosłownie na pół godziny zabawy.

Playable Archive - bo o niej właśnie mowa - trafiło na Steama stosunkowo niedawno, bo kilka dni temu (26 października) i przypomniało o rzeczy, o której łatwo zapomnieć. Strach nie potrzebuje ani wielkiej kasy, ani sześćdziesięciu godzin gry. Wystarczy dobry pomysł, wyczucie rytmu i twórca, który wie, co chce pokazać. Ale zacznijmy od początku.

Dalsza część tekstu pod wideo

Playable Archive
resize icon

Porażka, która ma szansę zamienić się w sukces

Cała historia zaczyna się od porażki. Brian Clarke, samotny twórca The Mortuary Assistant, pracował nad Paranormal Activity: Threshold, grą opartą na filmowej serii. Pokazał ją na PAX East 2026 i wrócił z dobrymi opiniami, gdzie jeden z dziennikarzy uznał ją wręcz za najstraszniejszą grę całych targów. W maju projekt skasowano. Clarke i wydawca, DreadXP, poprosili właściciela licencji, firmę Paramount, o więcej czasu, ale usłyszeli odmowę. Gra zniknęła nawet ze Steama, gdzie można ją było jeszcze niedawno dodać do listy życzeń. Wielu twórców zostawiłoby projekt, masę pracy na dysku i poszło dalej. Clarke zrobił inaczej. Z tego, co dało się uratować, złożył krótką, zamkniętą grę i wypuścił ją za darmo - w sam raz na Halloween. Powiedział, że to dla niego forma osobistego uzdrowienia, bo trzymanie efektów lat pracy na półce niczym przeklętego przedmiotu wydawało mu się złym pomysłem. Zaskakuje mnie przy tym jedna rzecz - nie szukał pretekstu do powrotu. Zapytany w wywiadzie, czy to test przed wskrzeszeniem pełnej gry, odpowiedział, że nie ma na to ochoty i woli zająć się czymś nowym. Hunter Bond z DreadXP dodał, że cieszy go ten wybór, bo Clarke może wreszcie zamknąć ten rozdział. Rzadko się zdarza, żeby skasowany projekt kończył się w tak spokojny sposób, bez żalu i bez pozwów.

Playable Archive
resize icon

Pozostałości po Paranormal Activity: Threshold

Sama gra jest prosta. To horror w stylu found footage o młodej parze, która kupuje zaniedbany dom i zaczyna go remontować. Na Steamie możemy przeczytać jeszcze o rytuałach, kontakcie ze zmarłymi i kilku liniach czasowych, ale reszty lepiej nie zdradzać. Ktoś nawet napisał, że to trochę tak, jakby P.T. było odcinkiem serialu kryminalnego, a w połowie trafił na zwrot akcji. Całość trwa od 30 do 60 minut i nie ma systemu zapisu. Trzeba przejść ją za jednym razem. W czasach, gdy każdy większy tytuł obiecuje kilkadziesiąt godzin zabawy i mapę zasypaną znacznikami, brzmi to prawie jak prowokacja. Ja uważam, że to zaleta. Brak zapisu sprawia, że nie da się wyjść w środku, kiedy to najbardziej straszy, zapisać postęp i odpalić grę w kolejnym dniu. Widać w tym sens i pomysł. Napięcie nie ma szans opaść. P.T. działało dokładnie tak samo - kilka pomieszczeń, pętla korytarza i nic na wypełnienie. Dwanaście lat później wciąż jest punktem odniesienia, choć nigdy nie było pełną grą. Nie róbmy jednak z Playable Archive pomnika bez skazy.  Krótkie nie znaczy bezbłędne. Znaczy za to, że każde potknięcie boli mniej, a po wszystkim zostaje wrażenie, że nikt nie zmarnował naszego czasu. Warto też pamiętać, że to wycinek większej gry, z której Clarke musiał wyrzucić sporo elementów. Zwykle takie okruchy wyglądają jak odrzuty z kuchni dewelopera. Tutaj działają jak zamknięta opowieść, bo ograniczenie wymusiło dyscyplinę, której pełnym grom często brakuje. Nie ma zapychaczy, nie ma pustych korytarzy między atrakcjami, nie ma też poczucia, że ktoś liczy minuty na statystyki zaangażowania.

Playable Archive
resize icon

Darmowa alternatywa dla P.T. od Hideo Kojima

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak atak na duże produkcje. Silent Hill: Townfall kosztuje około 200 złotych i dla wielu recenzentów jest najlepszą odsłoną serii od lat. Oceny rozchodzą się jednak szeroko, od dziewiątek po 3 na 5 w Video Games Chronicle, i prawie wszyscy narzekają na to samo - świetny klimat psuje skradanie, które po paru godzinach zaczyna męczyć. Tam, gdzie gra musi wypełnić czas, horror łatwo zamienia się w mechanikę do odhaczenia. Playable Archive niczego nie musi wypełniać. W październiku 21-letni programista Lorean Xavier przeniósł na PC prawdziwe P.T., a Kojima publicznie zwrócił na to uwagę. Ten sam programista wycofał się później z projektu, bo, jak twierdzi, spadła na niego fala nienawiści i gróźb. Dawniej fani walczyli o to, żeby legenda w ogóle przetrwała. Dziś ktoś po prostu oddaje ludziom własną skasowaną grę. Jeśli komuś mało darmowych rzeczy, są też płatne z tej samej szuflady, jak Visage od SadSquare Studio, które od lat reklamuje się jako duchowy następca P.T., czy kolekcja Dread X Collection, w której dziesięciu twórców robiło własne wersje “P.T. swoich marzeń”. Pomysł jest dokładnie ten sam - mała, szczera forma zamiast gigantycznej obietnicy. Widać to zresztą po tym, co ludzie wybierają, gdy mają za darmo. W Halloween większość z nas nie sięgnie po kolejną wielogodzinną produkcję, tylko po coś, co da się odpalić po kolacji i skończyć przed północą. A jeśli Playable Archive wciągnie was w twórczość Clarke'a, The Mortuary Assistant można obecnie kupić o 50% taniej za 45 zł. Niezdecydowani zawsze mogą wypróbować darmowe demo.

Playable Archive to coś więcej niż horror

Playable Archive nie zastąpi dużych gier i nie ma takiej ambicji. Pokazuje za to proporcje. Za zero złotych i godzinę czasu dostajemy coś, co ma pomysł, tempo i zakończenie, którego nie da się odłożyć na jutro. To nie jest coś czego wcześniej nie widzieliście czy też nowy gatunek, tylko przypomnienie, że w horrorze liczy się moment, w którym gracz zaczyna się bać, a nie liczba godzin w menu statystyk. Wielkie studia mają pieniądze, ludzi i technologię, ale często brakuje im odwagi, żeby skończyć wcześniej, niż pozwala plan na kilkadziesiąt godzin. Kiedy następnym razem ktoś zapyta, dlaczego horrory są dziś tak mało straszne, nie powiem nic o grafice ani o silnikach. Poradzę tylko, żeby zagrał w to, co jeden człowiek zrobił z resztek skasowanej gry. Wyłącz światło i nie odchodź od komputera, bo zapisu i tak nie ma.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper