Arkane ma kilka tygodni, żeby znaleźć kupca. Studio od Dishonored może po prostu przestać istnieć
Arkane przez lata było studiem, które zapewniało nam pewien konkretny typ przygody. Dziwne miasta, systemy pozwalające wejść do budynku pięcioma różnymi drogami, moce łamiące zasady poziomu i momenty, w których człowiek po dwudziestu minutach odkrywał rozwiązanie problemu, którego projektant być może nawet nie przewidział. Dishonored, Prey, później Deathloop - gry Arkane miały własny charakter i skoczę w ogień za tę opinię.
Teraz studio w Lyonie ma czas do 13 grudnia, żeby znaleźć nowego właściciela albo partnera zdolnego zapewnić mu dalsze życie. Microsoft wydłużył trwające konsultacje o kolejny miesiąc, a jeśli odpowiednie rozwiązanie się nie pojawi, nad zespołem nadal wisi możliwość zamknięcia. Ponad 200 osób czeka więc na wynik rozmów, podczas gdy w środku studia powstaje Marvel’s Blade, projekt określany przez przedstawicieli pracowników jako znajdujący się już blisko końca produkcji.
Wyjątkowe gry
Warto pamiętać, co właściwie może tutaj zniknąć. Arkane zbudowało swoją reputację sposobem projektowania. Ta charakterystyczna dla nich swoboda i pomysłowość może i nie wygląda efektownie w kwartalnym raporcie, ale… Dla gracza potrafi zostać w pamięci na lata - co zresztą idealnie pokazują teraz różnego rodzaju słowa wsparcia kierowane do twórców.
Lyoński zespół stosunkowo niedawno zrobił przecież na przykład Deathloop, czyli kolejną rzecz bardzo mocno opartą na tych samych genach. Jedna wyspa, powtarzający się dzień, kilka celów i gracz uczący się świata aż do momentu, w którym zaczyna korzystać z niego jak z własnego mechanizmu zegarka. Gra zebrała świetne recenzje, zdobyła nagrody i ponownie pokazała, że Arkane najlepiej wypada wtedy, gdy może być sobą.
Dlatego sytuacja z Blade’em wygląda szczególnie absurdalnie. Gra została zapowiedziana podczas The Game Awards w 2023 roku i miała dać Arkane możliwość połączenia własnego stylu z jedną z bardziej charakterystycznych postaci Marvela. Teraz przedstawiciele związku zawodowego mówią, że projekt jest praktycznie ukończony i jego porzucenie byłoby „monumentalnym marnotrawstwem”. Cóż, brzmi brutalnie.
Wielkie korporacje łatwo tracą pamięć
Arkane trafiło pod skrzydła Microsoftu wraz z zakupem ZeniMaxu. Kilka lat później zobaczyliśmy już zamknięcie Arkane Austin, czyli drugiej części studia, odpowiedzialnej między innymi za Prey. Teraz podobna groźba dotyczy Lyonu. Trudno przy takich historiach nie wrócić do starego pytania: po co właściwie wielkie firmy kupują kreatywne zespoły, skoro kilka gorszych arkuszy później ich istnienie ponownie zaczyna być problemem?
Oczywiście łatwo romantyzować każde studio, kiedy pojawia się widmo zamknięcia. Gry kosztują fortunę, pracownicy kosztują fortunę, Blade ma licencję Marvela, a Microsoft nie prowadzi działalności charytatywnej. Jeśli produkcja przez lata nie mieści się w harmonogramie albo zaczyna pożerać większy budżet, ktoś w końcu musi zadać nieprzyjemne pytania.
Tyle że właśnie wielkie korporacje powinny mieć największą możliwość cierpliwego finansowania zespołów, których wartość nie sprowadza się do jednej tabelki sprzedaży. Zwłaszcza że w tym przypadku najgorszy scenariusz byłby po prostu, kurczę, smutny. Studio znane z Dishonored i Deathloop zostaje zamknięte, ludzie rozchodzą się po kilkudziesięciu firmach, a kilka lat później ktoś zaczyna zastanawiać się, dlaczego na rynku brakuje gier podobnych do tych projektów.
Trochę optymizmu jednak zostało. Rozmowy trwają, Microsoft przedłużył termin o miesiąc, a według Jasona Schreiera istnieje kilka aktywnie badanych sposobów ratowania Arkane Lyon. Jason Schreier pisał nawet, że byłby zaskoczony, gdyby studio ostatecznie zostało zamknięte, choć oczywiście przy negocjacjach niczego nie można uznać za pewne. Pozostaje czekać i liczyć na dobre rozwiązanie.
Arkane to wciąż masa potencjału
Najłatwiej powiedzieć, że szkoda byłoby stracić twórców Dishonored. Mnie bardziej szkoda studia, które mogłoby zrobić coś, czego jeszcze nie znamy. Arkane przez lata najlepsze pomysły wyciągało właśnie wtedy, gdy dostawało trochę swobody. Zamknięcie takiego zespołu oznacza utratę przyszłych gier, o których dzisiaj nie jesteśmy nawet w stanie dyskutować, bo ktoś dopiero miał je kiedyś narysować na tablicy.
Znacie zresztą pewnie przysłowie o tym, że najwięcej zrealizowanych, genialnych pomysłów znajdziemy na cmentarzach. Koniec końców jednak 13 grudnia nie jest jeszcze datą pogrzebu. Jest granicą kolejnego etapu rozmów, a Microsoft sam podkreśla, że szuka rozwiązania. Czekamy więc.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych