Seriale pożerają filmy. Widzowie coraz chętniej wybierają wielogodzinne historie?
Dwie godziny filmu brzmią dziś czasem jak poważne zobowiązanie. Trzeba wybrać tytuł, usiąść, najlepiej nie zasnąć po czterdziestu minutach i zaakceptować, że przez cały wieczór oglądamy właśnie tę jedną historię. Kilka odcinków Silosa? Kilkanaście nowego sezonu Stamtąd? Tutaj dziwnym trafem ten podział jakoś łagodzi długość.
Ta drobna sprzeczność całkiem dobrze opisuje współczesne oglądanie. Seriale zajmują ogromną część streamingowych rankingów, największe platformy budują wokół nich całe kalendarze premier, a największe hity potrafią utrzymywać ludzi przy ekranach przez tygodnie. Film nadal potrafi zrobić gigantyczną premierę. Serial znacznie częściej dostaje jednak klucze do naszego salonu na dłużej.
Jeden wieczór kontra kilka tygodni
Serial ma moim zdaniem przewagę, której nie widać na plakacie. Pozwala wejść w historię na raty. Czterdzieści minut przed snem wygląda znacznie mniej groźnie niż film trwający dwie godziny i czterdzieści siedem minut. Oczywiście wszyscy wiemy, jak kończy się to „tylko jeden odcinek”, ale psychologicznie próg wejścia pozostaje niższy. Dużo łatwiej sobie też to usprawiedliwić.
Dłuższy format daje dodatkowo coś, do czego bardzo łatwo się przywiązać: rutynę. Przez kilka tygodni bohaterowie pojawiają się w domu co niedzielę albo codziennie wieczorem, jeśli oglądamy sezon po premierze. Zaczynamy znać ich mieszkania, relacje, drobne zachowania. Według informacji, do których się dokopałem, takie The Pitt zakończyło 2025 rok z 11,4 mld minut oglądania w USA. Kino ma dużo mniej czasu, żeby sprawić, że zatęsknimy za bohaterem. Serial może mieszkać z nami przez lata.
Co ciekawe, dane Parrot Analytics pokazały, że od 2021 roku seriale publikowane co tydzień stanowią większą część najbardziej pożądanych streamingowych oryginałów niż produkcje wrzucane w całości, a przez kilka kolejnych lat potrafiły generować popyt większy, niż wynikałoby z samej liczby takich premier. Jeden sezon można dzięki temu rozciągnąć na dwa miesiące rozmów, teorii, memów i tekstów w mediach. Internet mocno wypłnął na rzeczywistość.
Film potrafi uderzyć mocniej
Byłoby jednak bardzo łatwo wyciągnąć z tego zbyt wygodny wniosek, że film przegrywa. Dane finansowe mówią coś znacznie ciekawszego. Według analizy Parrot Analytics filmy odpowiadały już za około 48% przychodów generowanych przez streaming w USA, podczas gdy w 2022 roku było to 27%. Seriale świetnie zatrzymują ludzi na platformie, ale duży film nadal potrafi przyciągnąć ich do niej w pierwszej kolejności. Dwie różne funkcje, oba formaty niezwykle cenne.
Film ma również przewagę w utrzymywaniu naszej koncentracji (która to, wg najnowszych badań, z roku na rok jest coraz gorsza). Oglądamy Oppenheimera, Diunę czy porządny thriller i dostajemy zamknięte doświadczenie. Nie trzeba pamiętać, co wydarzyło się dwa lata wcześniej w sezonie drugim. Nie czekamy osiemnastu miesięcy na rozwiązanie cliffhangera. Dobra historia wchodzi, robi swoje i wychodzi. Dostajemy pełne danie, a nie fine-dining rozłożony w czasie.
Zmienił się za to sposób, w jaki oceniamy długość. Sto godzin w grze nikogo specjalnie nie dziwi. Dziesięciogodzinny sezon serialu potrafimy pochłonąć podczas weekendu. Film mający trzy godziny natychmiast dostaje pytanie: „aż tyle?”. Może problem nigdy nie dotyczył samego czasu. Znacznie ważniejsze jest poczucie kontroli nad jego układem. Serial dzieli wielką porcję na małe kawałki i pozwala nam udawać, że w każdej chwili możemy przestać. Kurczę, to trochę jak z czasem - całego na raz nie zjemy, ale rozłożone na kilka dni… Nawet z lodówki smakuje nieźle. ;)
Wygrywa ten, kto dostanie nasz wieczór
Nie skreślałbym więc kina ani filmu jako formatu. Wręcz przeciwnie - streaming pokazał, że filmy potrafią być dla platform potężnym narzędziem do zdobywania widza, a wielkie premiery nadal skupiają uwagę w sposób trudny do osiągnięcia przez przeciętny serial. Seriale mają jednak coś bardzo cennego: czas. Wracamy do nich, dyskutujemy między odcinkami, czekamy na kolejny sezon i przez wiele godzin pozostajemy w jednym świecie.
Być może dlatego osiem godzin serialu przeraża mnie dziś mniej niż trzygodzinny film? Pierwsze osiem dostajemy w eleganckich pudełkach po pięćdziesiąt minut. Film wykłada cały rachunek na stół od razu. Efekt bywa zabawny: człowiek odrzuca wieczorem epickie kino, bo „jest za długie”, po czym odpala serial i trzy odcinki później orientuje się, że właśnie spędził przed ekranem dokładnie tyle samo czasu. Albo i więcej. Drodzy Czytelnicy, przecież każdy z nas tak miał…
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych