Powrót legendy ratunkiem Xboksa?
Marcus Fenix powrócił po latach nieobecności i choć jego przybycie w młodszej wersji nie spotkało się z przychylnością graczy, sama jakość Gears od War: E-Day dobrze rokuje na przyszłość tej marki. Teraz wszystko w rękach klientów, którzy albo zdecydują się na zakup nowej gry uniwersum albo sprawią, że franczyza zaniknie na lata.
"Marcus Fenix ponownie bierze na swoje barki ogromną odpowiedzialność i wraca z przygodą, która przypomina, dlaczego Gears of War przez lata było jedną z najważniejszych marek Microsoftu" - pisze Wojtek w swojej recenzji Gears of War: E-Day. Produkcja pojawiła się w mediach kilka lat temu i intrygowała podejściem studia The Coalition do ujęcia genezy napaści Szarańczy na naszą cywilizację. Gdy w 2006 roku studio Epic Games opublikowało oryginalną grę spod znaku Gears of War, zachwytom nie było przecież końca. Właściciel i producent Xboksa 360, firma Microsoft dostrzegła w tej produkcji olbrzymi potencjał i grę, która sprzeda konsolę nowej generacji niezdecydowanej klienteli.
Amerykanie widzieli w tym maszynkę do drukowania pieniędzy dlatego spełnili jedno z najbardziej kuriozalnych żądań deweloperów w dziejach. Oto reżyser gry, Cliff Bleszinski udał się do zarządców firmy i oznajmił, że Gears of War nie zadziała na konsoli Xbox 360, jeśli producent nie zwiększy przepustowości pamięci. Cała operacja miała kosztować Microsoft prawie miliard dolarów jednak jakość Gears of War przyćmiła wszelkie wątpliwości. Ze współczesnej perspektywy aż trudno uwierzyć, że takie przedsięwzięcie w ogóle przeszło przez palce właścicieli ogromnej korporacji. Dawny Xbox był jednak w zupełnie innej kondycji niż obecnie - nikt nie ciął kosztów, nie ładował ciężarówek wypchanych dolarami w bardziej przyszłościowe technologie (czyt. AI). Liczyła się wartość produkowanych gier.
Trudny powrót

Gears of War właściwie nie dało się niczego zarzucić poza płytkim scenariuszem, który przecież stanowił zalążek głębszej historii. System osłon, aktywne przeładowanie i możliwości nowej iteracji silnika Unreal Engine zwaliły z nóg przedstawicieli mediów i graczy. Produkcja radziła sobie wybornie na każdej płaszczyźnie rozgrywki. Gdy dzisiaj rynek z bardzo umiarkowanym entuzjazmem przywitał początek dziejów Marcusa i Dominica rodzą się pytania o przyszłość tej serii. W kuluarach szepta się o możliwości wydania gry na konsolach PlayStation w celach osiągnięcia lepszej sprzedaży. Wygląda więc na to, że wyłączność nie służy już dobru jednej konsoli, bo gracze przywykli do dostępności. Za ten stan rzeczy winić mogą się jedynie producenci i właściciele silnych franczyz.
Od przeszło pięciu lat obserwowaliśmy jak na rynku komputerów osobistych coraz częściej pojawiają się gry pochodzące od wewnętrznych zespołów PlayStation. Z kolei na hardware Sony witał katalogiem uzupełnionym o produkcje zrodzone dzięki milionom dolarów płynącym od giganta z Redmondem. Jeszcze latem ogrywaliśmy Halo: Campaign Evolved również na PlayStation 5. Firmy najpierw przyzwyczajają graczy do ogólnodostępności swoich produktów, aby pod koniec trwania aktualnej generacji powrócić do nawyków sprzed dekady. Niestety, nie jest to postawa, dzięki której sprzedaż od razy wybije do niebios. Gears of War: E-Day, choć należy go grona produkcji solidnych, jest niestety smutnym przykładem konsekwencji takich takich praktyk.
Trudno zarzucić Gears of War: E-Day niską jakość, ponieważ deweloper, The Coalition, już dawno temu wspięli się na wyżyny aktualnej technologii i nie wycisną z tej marki już nic więcej. To poprawna gra, zbudowana z tych samych cegieł, dzięki którym stanęła potęga oryginału. Popularność marki Gears of War systematycznie słabła w minionych latach, głównie przez zmiany zachodzące wewnątrzy dywizji Xboxa. Ostatnie dane sprzedażowe mówią o 230- tysiącach sztuk wysłanych do graczy. Jednakże, Gears of War: E-Day udostępniono również w usłudze abonamentowej, Xbox Game Pass. Tutaj ta rotacja zysków daje nieco inny, bardziej optymistyczny obraz sytuacji. Część klientów przeszła na konta Premium, aby zyskać dostęp do najnowszej części serii.
Czas odwrotu? Nigdy

Gry dawno temu przestały napędzać niełatwy żywot konsol Xbox na współczesnym rynku. Nie jest też tak, że najnowsza odsłona Gears of War nie zaskarbiła sobie sympatii publiczności. Większość grających zachwala rozwiązania oraz dynamikę gry The Coalition. Niska sprzedaż ma raczej związek z dostępnością produkcji w Game Pass oraz słabnącą sprzedażą konsol, co wynika z faktu wysokich cen i świadomości, że w ciągu maksymalnie dwóch lat pojawi się następna generacja hardware'u. Wielu konsumentów wyczekuje obniżki konsol, a ta nastąpi, według analityków, w połowie 2027 roku. Wszystko przez trwający problem z dostępnością półprzewodników. Sytuacja w ciągu dziesięciu miesięcy może zatem powrócić do normy. Gears of War: E-Day potrzebuje czasu, aby osiągnąć wynik satysfakcjonujący wydawcę.
Obecność gry w katalogu Game Pass to zawsze opcja dodatkowych przychodów, nawet w kilka miesięcy po debiucie. Microsoft od lat działa w ten sposób, co nie powstrzymuje firmy przed produkcją kolejnych, sztandarowych tytułów. Gears of War: E-Day będzie również świetną okazją do wprowadzenia nowych graczy w to ciekawe uniwersum. "Moje pierwsze girsy, które ogram i muszę przyznać, że po prostu sztos. Nie pamiętam kiedy ostatnio grałem w tak epickiego akcyjniaka" - pisze SickRabbit, jeden z naszych Czytelników. Gdy piszę te słowa, Marcus Fenix jeszcze nie zapewnił konsolom Xbox wielomilionowej sprzedaży. Strategia giganta z Redmond jest jednak długoterminowa. Wystarczy spojrzeć obecnie na rewelacyjną sprzedaż gry Forza Horizon 6. Przyjdzie czas i na Marcusa Fenixa.
Przeczytaj również
Komentarze (20)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych