Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 19.07.2018
Captain Tsubasa. Historia kultowego piłkarza
939V

Captain Tsubasa. Historia kultowego piłkarza

W czasach rozkwitu polskiej wolności lat 90-tych, różne stacje telewizyjne przynosiły nam całkiem sporo zagranicznych bajek, które to miały zaciekawić młodych widzów i przykuć ich do odbiorników na wiele godzin. Jednym z takich klasyków był w naszym kraju Kapitan Tsubasa, którego historię poznamy dziś.

Przygody młodego adepta piłkarskiego fachu rozpoczęły się jeszcze na kartach komiksu, a konkretniej rzecz ujmując w mandze autorstwa Yōichi Takahashiego, której to pierwszy rozdział ukazał się 13 kwietnia 1981 roku na łamach magazynu Weekly Shōnen Jump. WSJ jest domem dla praktycznie wszystkich flagowych dzieł z tej branży, więc i obecność Tsubasy na jego stronicach, była dużym wydarzeniem dla mangaki.

Kapitan Jastrząb

W tej formule, pierwsza seria piłkarskich wyczynów Ōzory ukazywała się przez kolejne nieco ponad 7 lat, aż do 9 maja 1988 roku, kiedy to doczekaliśmy się oficjalnego zakończenia mangi. W międzyczasie zaś Tsubasa zebrał sobie tak dużo zwolenników, że na fali jego popularności postanowili wypłynąć również inni, dlatego też w okresie od 10 października 1983 roku do 27 marca 1986 roku, w japońskiej TV Tokyo leciała animowana adaptacja komiksu.

I to właśnie tę, liczącą sobie aż 128 odcinków serię, sprowadziła nad Wisłę niezawodna Polonia 1. Niestety tak zwany „Kapitan Jastrząb” cierpiał na dokładnie te same problemy co jego zarówno poprzednicy jak i następcy, czyli fatalnie złe tłumaczenie. Jeśli pamiętacie czasy Polonii 1, zapewne dobrze wiecie, że sprowadzane do nas seriale otrzymywaliśmy na przykład w wersjach zachodnich.

Tak więc Goku przemawiał do nas do francusku z nałożonym polskim lektorem, zaś młody Tsubasa przebąkiwał zarówno po japońsku jak i włosku. Jeśli dodamy do tego, że oryginalny lektor Jerzy Rosołowski, nie otrzymywał od swojej ekipy odpowiednio przetłumaczonego materiału do wygłoszenia, w efekcie dostaniemy dziurawe sceny bez głosu, omawianie sytuacji jakie jeszcze się nie wydarzyły, czy też skrócenie ważnej kwestii do zwykłego „siedź cicho”.

Cechą charakterystyczną serialu, jak w sumie każdego animca, były przede wszystkim napakowane masą emocji i bajeranckich efektów długie sceny, które w każdej innej bajce trwałyby może ze 3 sekundy – strzał, gol, hurra. Japończycy mają jednak to do siebie, że potrafią zrobić coś mega epickiego nawet z pisania w notatniku, więc i tym bardziej pokazali swój charakter w sytuacjach podbramkowych. Kopnięcie, trzy przeskoki pomiędzy piłkarzami, odbicie się od słupka i zmiana trasy lotu, a w trakcie tego wszystkiego wewnętrzny monolog o tym, jak bardzo muszę strzelić tego gola dla naszej drużyny, bo wszyscy na mnie liczą. To właśnie w takim czymś tkwiła cała magia serialu.

Droga do gwiazd

Tsubasa Ōzora nie mógł jednak zniknąć na długo, nieprawdaż? Przez następne lata ukazało się mnóstwo kontynuacji przygód młodego piłkarza, z czego większość wydawana była przy okazji jakiejś dużej imprezy sportowej – jak na przykład Mundial 2002. Pierwszym sequelem oryginalnej serii było Captain Tsubasa: World Youth, jakie Weekly Shōnen Jump publikowało w latach 1994-1997. Podzielony na 18 tomów cykl przedstawiał czytelnikom dalsze losy tytułowego bohatera, który to postanowił opuścić Japonię i przeprowadził się do Brazylii, gdzie pod okiem swojego mentora Roberto, grał dla fikcyjnego F.C. Brancos (zespół wzorowano na realnej drużynie São Paulo).

Następnie zaś w serii Captain Tsubasa Road to 2002, jaką WSJ puszczało w latach 2001-2004, dorastający już zawodnik przenosi się wraz ze swoją przyszłą małżonką Sanae do Hiszpanii, gdzie grać będzie dla samej Barcelony! Tam nabiera doświadczenia i uczy się jak grać na najwyższym światowym poziomie.

Czas powoli sobie przemijał, nasz Ōzoru dorastał, zaczął wchodzi w poważny związek, aż tu nagle w Captain Tsubasa: Golden 23 (WSJ 2005-2008) dostaje powołanie do dorosłej reprezentacji Japonii. Było to dla niego niemałe wydarzenie i na pierwszy mecz z Niemcami szykował się jak mało kiedy. Niestety jego reprezentacyjna przygoda zakończyła się niezwykle szybko, albowiem trener uznał, że oprze skład do olimpijskich eliminacji wyłącznie na krajowych zawodnikach.

W międzyczasie jego ukochana Sanae zachodzi w ciążę i jawiący się w naszych oczach jako wieczny dzieciak chłopak, w końcu staje się mężczyzną. To najwidoczniej dodało mu skrzydeł, albowiem nie dość, że pomógł swojej Barcelonie wygrać La Ligę, to jeszcze powrócił do reprezentacji.

Tym samym stał się najbardziej wartościowym zawodnikiem w swoim kraju i z miejsca został wcielony do zespołu startującego na Igrzyskach Olimpijskich, gdzie niestety po kilku meczach doznał kontuzji. Wydawana obecnie na łamach Grand Jump seria Captain Tsubasa: Rising Sun nie odpowiada jeszcze na pytanie co dalej. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się tego na bieżąco, całość jest oczywiście dostępna online w języku angielskim.

Świetny piłkarz, słaby gracz

Niestety jeśli chodzi o branżę gier wideo, Tsubasa nigdy nie miał tu za różowo i poza drobnymi wyjątkami, otrzymywał gry, o których nikt dziś raczej nie pamięta. W czasach Famicona i Game Boy’a wyszło prawie 10 niemalże bliźniaczo do siebie podobnych adaptacji przygód „Jastrzębia”. I trzeba powiedzieć, że mamy chyba w tym przypadku szczęście, że nie opuściły granic Japonii.

Ciekawie zaś prezentowały się dwie odsłony wydane na pierwsze PlayStation, które to już bardziej przypominały prawdziwe piłkarskie gry i do tego wnosiły w gatunek tę magię znaną z ekranów telewizorów oraz kart anime. Równie dobrze na kartach historii zapisały się gry wydane na Gamecube’a oraz PlayStation 2 – tutaj mogliśmy w efektownym stylu wykonywać znane z anime wślizgi, nieziemskie kopnięcia, czy oglądać fenomenalne obrony.

Obecnie Tsubasa powrócił na rynek w prostej gierce dostępnej na urządzeniach z systemem iOS oraz Android, która to musi być naprawdę dobra, albowiem fani na Metacriticu oceniają ją aż na 83%.

Świetlana przyszłość?

Przez te wszystkie lata młody Ōzoru doczekał się występów w całej masie seriali animowanych, jednoodcinkowych ovkach, a nawet filmach fabularnych. Wszystko to oczywiście porusza te same motywy co manga, więc nie ma sensu jeszcze raz tego przytaczać – jeśli macie czas na obejrzenie blisko 255 odcinków anime i aż 5 filmów, znajdziecie je zapewne na wiadomych polskich stronach.

Co ciekawe z okazji Mundialu 2018, Japończycy stworzyli remake Kapitana Tsubasy i młodsi widzowie mają okazję przeżywać jego losy tak samo jak nasze pokolenie lata temu, lecz w zupełnie nowej, odpicowanej na tip top kresce. Co zatem dalej stanie się z naszym ulubieńcem? To zapewne zależy od popularności, jaką zyska jego nowa odsłona.

Tagi: anime captain tsubasa Gry japonia kapitan jastrząb made in japan Manga