Gramy w Warcraft 3: Reforged Forsaken Kingdom! To pierwszy dodatek do Warcraft 3 od czasów The Frozen Throne
Na Blizzconie poznaliśmy kilka ciekawych ogłoszeń dla fanów Blizzarda, a jedną z największych bomb jest niewątpliwie zapowiedź nowego dodatku do Warcrafta 3! Ukaże się aż 23 lata po premierze The Frozen Throne z 2003 roku. Niesamowite, że firma chce w ten sposób wskrzesić tego legendarnego RTSa.
Pamiętam, jak biegałem do kafejek internetowych płacąc dwa złote za godzinę zabawy. Graliśmy ze znajomymi właśnie w Warcrafta 3, którego znałem dosłownie na pamięć. Podstawkę i dodatek przechodziłem niezliczone ilości razy, grając w niego do dzisiaj, dlatego ogłoszenie nowego dodatku wywołało u mnie niemal dziecięcą radochę. Kocham gatunek RTS, a szczególnie w wydaniu Blizzarda, dlatego gdy tylko mogłem, pospiesznie usiadłem do komputera i pograłem przez 30 minut (limit dla uczestników, żeby każdy mógł liczyć na swoją kolej). To krótko, wiem, ale pozwoliło mi na odkrycie pewnych zmian i ulepszeń. Zapraszam do lektury.
Blizzard nie tylko odkurzył markę, ale spróbował naprawić jeden ze swoich największych grzechów ostatnich lat. Warcraft III: Reforged z 2020 roku nie spełnił rozbudzonych oczekiwań, a jego oprawa była jednym z najczęściej krytykowanych elementów. Forsaken Kingdom oraz aktualizacja 3.0 wyglądają jak bardzo konkretna próba powiedzenia: „Dobra, tym razem zróbmy to właściwie”.
Od dziś każdy może zagrać
Na BlizzConie mogłem sprawdzić przygotowany fragment, natomiast dodatek trafił do sprzedaży właśnie dziś. Forsaken Kingdom wypełnia czteroletnią lukę pomiędzy wydarzeniami z Warcraft III, a początkiem World of Warcraft. Całość podzielono na prolog Last Days of Lordaeron (złożony z czterech misji) oraz właściwą kampanię, składającą się z trzech dużych rozdziałów. Blizzard zapowiada około 30 godzin rozgrywki oraz blisko godzinę scen przygotowanych na silniku gry.
Prolog rozpoczyna się w chwili powrotu Arthasa do Lordaeronu. Tym razem obserwujemy ostatnie godziny królestwa z perspektywy stołecznej straży. Odwiedzamy między innymi stolicę, kanały, które później staną się częścią Undercity, Andorhal oraz Stratholme już po dokonanej czystce. Wiemy, dokąd prowadzi ta historia, ale oglądanie jej z perspektywy zwykłych żołnierzy nadaje wydarzeniom zupełnie innego ciężaru.
Później trafiamy pod ruiny Lordaeronu i obserwujemy narodziny społeczności Forsaken. Najważniejszymi nowymi postaciami są świeżo wskrzeszony wojownik Garek Bandarion oraz Mroczna Łowczyni Anya. Towarzyszą im Sylvanas, Putress, Varimathras, Arthas, Kel’Thuzad, Sally Whitemane, Renault Mograine czy Baron Rivendare.
Blizzard chce pokazać, jak powstało Undercity, dlaczego Plaga nie odzyskała Lordaeronu oraz w jaki sposób Forsaken stworzyli własną kulturę po utracie domów, rodzin, wolności, a przy okazji także życia. Podobno dowiemy się nawet, dlaczego woda w Undercity jest zielona. To właśnie taki lokalny, osadzony w realiach Azeroth kawał historii, jakiego od dawna brakowało mi w Warcrafcie. Świetne wrażenie robi również nowy cinematic (który możecie zobaczyć wyżej). Jest utrzymany w starym stylu, bez przesadnego wygładzania charakterystycznej estetyki Warcrafta. Nie wygląda jak przypadkowy materiał przygotowany na szybko do reklamy dodatku. Ma odpowiednią atmosferę, tempo i ten specyficzny klimat, dzięki któremu po kilku sekundach człowiek ponownie czuje się, jakby odpalał kampanię The Frozen Throne.
Warcraft III pozostaje RTS-em, ale otrzymuje potężną warstwę RPG
Podstawy rozgrywki pozostają znajome. Nadal dowodzimy oddziałami, korzystamy ze zdolności bohaterów, realizujemy cele scenariusza i próbujemy odpowiednio wykorzystać dostępne jednostki. Forsaken Kingdom nie usiłuje na siłę zamienić Warcrafta III w coś zupełnie innego. Rozbudowuje za to te elementy, które już ponad dwie dekady temu odróżniały tę serię od klasycznych RTS-ów. Właściwa kampania ma strukturę określaną przez Blizzarda jako „soft-open” i czerpie inspirację z przygód Rexxara w The Frozen Throne. Oznacza to więcej eksploracji, przedmiotów, rozwoju bohaterów oraz swobodniejsze przemieszczanie się pomiędzy zadaniami. Nie dostajemy otwartego świata, ale misje nie muszą już prowadzić gracza za rękę wyłącznie od punktu A do punktu B.
Tego wcześniej w standardowym Warcraft III nie było. Landen, pokazany na zdjęciu jako bohater drugiego poziomu, posiada osobny panel z 12 talentami i punktami przeznaczanymi na rozwój. Nie jest to klasyczny wybór jednej z czterech zdolności bohatera, który pamiętamy z oryginału. Do tego dochodzi rozbudowany ekran postaci, oddzielne miejsca na wyposażenie oraz plecak znacznie większy niż klasyczne sześć pól. Gra pokazuje także szereg nowych statystyk: regenerację zdrowia i many, szybkość ataku, szansę oraz obrażenia krytyczne, wzmocnienie zdolności, odporność na magię, wysysanie życia czy wampiryzm umiejętności. Wygląda to bardziej jak pełnoprawny panel postaci z RPG niż interfejs bohatera z RTS-a z 2002 roku.
To może być najważniejsza mechaniczna zmiana w całym dodatku. Bohaterowie nie będą już rozwijali się wyłącznie poprzez podnoszenie poziomu i wybór kolejnego stopnia umiejętności. Talenty, przedmioty i szczegółowe statystyki powinny pozwolić na tworzenie różnych konfiguracji oraz lepsze dopasowywanie postaci do konkretnych zadań. Wreszcie pojawia się przestrzeń na większe kombinowanie, zamiast automatycznego wciskania punktów w te same zdolności przy każdym podejściu.
Aktualizacja wprowadza również Forsaken Paladina - pierwszego nowego bohatera dodanego do Tawerny od ponad 20 lat. Postać będzie dostępna bez dodatkowych opłat w trybie wieloosobowym i otrzyma oprawę przygotowaną dla każdego z trzech wariantów graficznych. Jego historia rozpoczyna się w Forsaken Kingdom, a później ma być kontynuowana w World of Warcraft: Forever.
Definitive Edition to brakujący Warcraft III
Duże wrażenie zrobił na mnie trzeci tryb graficzny. Możemy teraz swobodnie wybierać pomiędzy Classic, Reforged oraz Definitive Edition. Ten ostatni wygląda jak oryginalny Warcraft III podniesiony do wysokiej rozdzielczości, z poprawionymi modelami, teksturami, oświetleniem i efektami. Bez utraty czytelności, charakterystycznych sylwetek i kreskówkowej przesady, która zawsze była częścią tej gry. W mojej ocenie, na tyle, na ile mogłem to ocenić, Definitive Edition wypada znakomicie. Nie próbuje być drugim, znienawidzonym przez część społeczności Reforged. Przypomina raczej idealizowaną wersję klasycznej oprawy - dokładnie taką, jaką wielu graczy zapamiętało, choć oryginał nigdy aż tak dobrze nie wyglądał. Blizzard przebudował w tym celu ponad 600 jednostek, a do tego poprawił otoczenie, konstrukcje, oświetlenie i efekty.
Na pierwszych materiałach szczególnie dobrze wypada Lordaeron. Intensywne kolory, niebieskie dachy, masywne mury i lekko karykaturalne proporcje natychmiast przywołują ducha oryginału. Jednocześnie obraz jest czysty, szczegółowy i czytelny. To niezwykle istotne w RTS-ie, w którym podczas większej bitwy musimy natychmiast rozpoznawać jednostki, a nie podziwiać pojedyncze nity na napierśniku piechura. Pogadałem tutaj na miejscu z kilkoma graczami i są nastawieni raczej sceptycznie. Po premierze Reforged Blizzard musi odbudowywać zaufanie niemal od zera. Sporo osób określa Definitive Edition mianem wyczekiwanego „Classic+” i twierdzi, że właśnie tak Reforged powinno wyglądać od początku. Inni narzekają na zbyt mocne nasycenie kolorów, podobieństwo do World of Warcraft i pozostałości efektów ze starego Reforged.
Ponieważ grę można już kupić, zachęcam, żebyście sami sprawdzili co i jak. Kosztuje 129 zł, ma polskie napisy, ale niestety nie posiada polskiego dubbingu. Szkoda.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych