Gamescom 2026 - graliśmy w Turok: Origins. Coś tutaj nie zagrało

Gamescom 2026 - graliśmy w Turok: Origins. Coś tutaj nie zagrało

Klaudia Żurawska | Dzisiaj, 22:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Z serią Turok nie byłam jakoś specjalnie zaznajomiona. Coś tam świtało, coś tam dzwony biły, ale nie wiem, w którym kościele. Sama nazwa mi gdzieś tam kiedyś mignęła, ale wcześniej nie miałam styczności z tą serią. Turok: Origins to pierwszoosobowy sci-fi adventure shooter, który oferuje również możliwość przełączenia się w tryb trzecioosobowy. Podczas tegorocznego Gamescomu miałam okazję zapoznać się z demem i choć znalazłam w nim kilka ciekawych pomysłów, to całość raczej nie wywarła na mnie jakiegoś super hype'u.

Turok: Origins to przede wszystkim dynamika. Demo bardzo szybko wrzuciło nas w sam środek akcji i to było fajne - od razu konkretne działanie. Dzięki temu nie musiałam długo czekać, żeby dowiedzieć się, jak wygląda rozgrywka. Ogólnie wszystko spoko, ale! Natknęłam się na jedną rzecz, która stanowiła problem — toporność sterowania, ale tylko momentami.

Dalsza część tekstu pod wideo

Podczas przemierzania dżungli musimy przeskoczyć z jednej strony na drugą. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że podczas tego manewru musimy być bardzo precyzyjni, prawie na poziomie pixel-perfect. Jak nie, to spadamy i zaczynamy od nowa. Pierwsze dwa razy jeszcze były w granicach tolerancji, później to już raczej bardziej irytowało niż cieszyło, ale to kwestia wprawy.

Turok: Origins
resize icon

Origins ma kilka elementów, które wynagrodziły mi tę niedogodność. Jednym z nich jest system klas. Do wyboru mamy aż osiemnaście bohaterów. Po wybraniu bohatera, którym chcemy grać, wybieramy klasę. Tych mamy aż trzy - Cougar, Bison i Raven. Każda z nich ma reprezentować nieco inny styl gry i podejście do walki. Typowy melee, tank i support. Sam pomysł jest fajny, zwłaszcza że po setkach godzin w Final Fantasy XIV klasowość nie jest mi obca, a Turok: Origins stawia mocno na kooperację między graczami. Owszem, możemy grać w grę jako singleplayer, możemy też grać w trybie multiplayer, ale w tym drugim nie uzupełnimy drużyny botami. Zatem żeby wyruszyć w drogę, musimy zebrać drużynę, co czasem może być problematyczne. Tu mam nadzieję, że twórcy mocno przemyślą to rozwiązanie.

Bardzo podobało mi się strzelanie, w szczególności odrzut broni oraz swoboda zmiany uzbrojenia. Odrzut nie jest jakąś rewolucją, ale ma człowiek jakieś wrażenie, że oddawanie strzałów jest bardziej realistyczne, a sama zmiana jest dość szybka, co fajnie się sprawdza, gdy mamy hordę przeciwników i niewielkie pole manewru. Tu dzięki tej dynamice możemy wykazać się refleksem.

Ciekawie rozwiązano samo zdobywanie amunicji czy punktów zdrowia. W dżungli musimy wchodzić w interakcję z odpowiednimi roślinami, aby zdobyć potrzebne nam rzeczy - nic nie leży tu przypadkowo na ziemi. To drobny element, ale fajnie wpasowany w stylistykę dżungli, w której poniekąd jesteśmy. Jak dżungla, to i dinozaury. To właśnie starcia z prehistorycznymi stworzeniami są jednym z głównych powodów, dla których w ogóle sięgnęłabym po ten tytuł, ale pewnie z czystego sentymentu i braku następcy Dino Crisis, nad czym do dzisiaj ubolewam.

Turok: Origins
resize icon

Sama oprawa graficzna Turok: Origins jest świetna. Dżungla jest kolorowa i pełna roślinności, to dobra baza pod eksplorację i walki, ale to gameplay, a nie widoczki, ma grać pierwsze skrzypce. Designy tych osiemnastu postaci też są fajne, inspirowane różnymi plemionami. Pierwsze wrażenie podczas oglądania wprowadzenia miałam takie, że wyglądało mi to na jakiś cyberpunk i Diunę w dżungli.

Turok: Origins nie jest grą, która mnie jakoś bardzo do siebie zniechęciła czy odrzuciła, ale nie wyszłam też z prezentacji z myślą, że zaraz na premierę będę chciała ją odhaczyć. Nie. Jak będzie na ładnej promocji, to tak - wtedy mogę obczaić. Origins ma dobrą bazę i kilka pomysłów, które mogą „kliknąć” w pełnej wersji, jeżeli twórcy dopracują sterowanie. Turok może okazać się całkiem przyjemnym shooterem, zwłaszcza jeśli gracze odpowiednio wykorzystają system klasowy. Póki co do tej gry podchodzę raczej z dużym dystansem. Czasem lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż mocno rozczarować.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Klaudia Żurawska Strona autora
Wychowana na playstation 1 miłośniczka gier retro, cosplayer :) Bardzo lubię Legend of Legaia i Legend of Mana :)   Nie wiem czemu nie działa odnośnik do fanpaga, zatem -> facebook.com/shinryucosplay :)
cropper