Christopher Nolan pokonał Avatara. Odyseja zrobiła coś, czego „nie da się” osiągnąć w dzisiejszych kinach 

Christopher Nolan pokonał Avatara. Odyseja zrobiła coś, czego „nie da się” osiągnąć w dzisiejszych kinach 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Widzowie podobno przyzwyczaili się do kanapy, streaming wygrał wygodą, a wielki ekran coraz częściej potrzebuje superbohatera, dinozaura albo marki pamiętającej jeszcze czasy wypożyczalni VHS, żeby przekonać ludzi do kupienia biletu. I wtedy przychodzi Christopher Nolan z ekranizacją poematu mającego prawie trzy tysiące lat.

Odyseja właśnie została najbardziej dochodowym filmem w historii IMAX, przekraczając 289 mln dolarów wpływów z tego formatu i odbierając rekord Avatarowi. Jest w tym coś wyjątkowo zabawnego. Branża od dawna zastanawia się, jak zmusić widza do wyjścia z domu, a Nolan po raz kolejny odpowiada po swojemu: trzeba dać mu coś, czego nie będzie chciał oglądać na ekranie między czajnikiem a telefonem. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Kino, którego nie da się zmniejszyć

Najciekawsze w sukcesie Odysei nie jest nawet samo pokonanie Avatara. Rekordy są efektowne, dobrze wyglądają w nagłówkach i za kilka lat ktoś zapewne znowu je przesunie. Znacznie ciekawsze jest to, że Nolan kolejny raz zmusza widzów do myślenia o konkretnym ekranie, konkretnej sali i konkretnym sposobie oglądania filmu. Nie po prostu: „chcę zobaczyć Odyseję”. Raczej: „chcę zobaczyć ją w IMAX-ie”. 

Nolan od dawna sprzedaje swoje filmy jak koncert. Jasne, za kilka miesięcy będzie można odpalić je w domu, zatrzymać scenę, odebrać telefon i wrócić po zrobieniu herbaty. Tylko że pierwsze spotkanie ma być wydarzeniem. Obraz ma być za duży, dźwięk ma wgnieść w fotel, a człowiek przez kilka godzin ma nie mieć niczego ważniejszego do zrobienia. Brzmi banalnie, bo przecież dokładnie na tym polegało kino przez większość swojej historii. 

Można nakręcić droższy film, zatrudnić większe gwiazdy i wyrenderować eksplozję, przy której poprzednia wygląda jak petarda odpalona pod garażem. To nadal nie daje poczucia, że daną produkcję trzeba zobaczyć właśnie w kinie. Nolan przez lata wyrobił u swojej publiczności coś w rodzaju odruchu. Jego nazwisko na plakacie stało się obietnicą, że największy ekran jest częścią filmu. 

Może widzowie wcale nie porzucili kina

Od dawna powtarza się, że ludzie odzwyczaili się od sal kinowych. I pewnie częściowo jest w tym prawda. Streaming nauczył nas wygody, telewizory urosły, sprzęt audio przestał kosztować fortunę i tak dalej. Tylko kolejne wielkie premiery pokazują, że ta zmiana nie oznacza całkowitego zniknięcia potrzeby wspólnego oglądania. Widzowie stali się po prostu bardziej wybredni w kwestii tego, po co mają wychodzić z domu.

Odyseja jest pod tym względem przypadkiem wyjątkowo ciekawym, bo trudno znaleźć materiał źródłowy mniej przypominający współczesny „pewniak kasowy”. To nie sequel filmu sprzed dwóch lat ani ekranizacja gry z milionami aktywnych użytkowników. Fundamentem jest historia znana od tysiącleci. Cały cud polega więc na sposobie jej podania. Wielka skala, realne lokacje, monumentalne obrazy i reżyser, który konsekwentnie przekonuje, że kamera nadal potrafi pokazać coś, czego monitor laptopa zwyczajnie nie odda. 

To również lekcja dla studiów, które przez ostatnią dekadę próbowały produkować „wydarzenia” metodą fabryczną. Kolejna część znanej serii nie staje się automatycznie świętem tylko dlatego, że w zwiastunie pojawia się napis „ONLY IN THEATERS”. Widz bardzo szybko czuje różnicę między filmem zrobionym z myślą o dużym ekranie a produkcją, która równie dobrze mogłaby premierowo trafić do aplikacji i niewiele by na tym straciła..

Być może dlatego przykład Nolana jest jednocześnie tak kuszący i tak trudny do powtórzenia. Najłatwiej byłoby spojrzeć na wyniki, kupić więcej kamer IMAX, zamówić jeszcze większe dekoracje i uznać sprawę za załatwioną. Tyle że ludzie nie stoją w kolejkach do formatu technicznego. Stoją w kolejkach do filmu, któremu ufają, że ten format wykorzysta. To ogromna różnica.

Wielki ekran nadal ma po co istnieć

Sukces Odysei nie oznacza oczywiście, że każde studio powinno teraz ekranizować Homera na taśmie filmowej i rezerwować największe sale na dwa lata do przodu. Pokazuje jednak coś znacznie bardziej pocieszającego. Kino nie musi konkurować ze streamingiem wyłącznie datą premiery. Może oferować doświadczenie, którego domowa kanapa zwyczajnie nie potrafi w pełni skopiować. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy sam film nie daje widzowi powodu, żeby za tę różnicę zapłacić.

Nolan pokonał więc Avatara dlatego, że przez lata nauczył ludzi, że na jego filmy warto wyjść z domu. Jeśli największym triumfem współczesnego kina okazuje się dziś przekonanie widza, że ekran może być za mały, to może cała branża zbyt długo zadawała niewłaściwe pytanie. Nie „jak ściągnąć ludzi z kanapy?”, ale „co pokażemy im takiego, żeby sami chcieli z niej wstać?”.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper