Ponad milion graczy odwiedziło ten świat. Za kilka dni jego oficjalne serwery zgasną na zawsze
Cyfrowy świat potrafi wyglądać na niezniszczalny, dopóki ktoś nie wyłączy ostatniego serwera. Przez lata gracze budują bazy, oswajają stworzenia, tracą noce na zbieranie surowców i zostawiają po sobie miejsca, które dla przypadkowego obserwatora są tylko zlepkiem polygonów, a dla nich kawałkiem historii. Potem pojawia się data, po której przekroczeniu ten sam świat nadal może istnieć na dysku, ale część życia, które krążyło po jego mapie, zwyczajnie gaśnie.
Za kilka dni dokładnie taki moment czeka jedną z gier odwiedzonych przez ponad milion osób. Oficjalne serwery znikną, choć prywatne światy i zabawa offline pozostaną przy życiu. Niby rozsądne zakończenie, bo nikt nie zabiera graczom wszystkiego. Tylko właśnie takie przypadki coraz mocniej pokazują, jak dziwną umowę zawieramy dziś z grami-usługami. Możemy spędzić w nich setki godzin, zbudować coś własnego i przywiązać się do ludzi po drugiej stronie ekranu, ale ostatecznie część tego świata istnieje tak długo, jak ktoś po stronie wydawcy opłaca prąd.
Świat z datą ważności
31 sierpnia oficjalne serwery ARK: Survival Evolved i ARK: Ultimate Survivor Edition na Nintendo Switch przestaną działać. Przewinęło się przez nie ponad milion graczy od premiery pierwszej wersji w 2018 roku i przebudowanego wydania z 2022 roku. Przez osiem lat ktoś gdzieś stawiał tam drewnianą chatę, próbował oswoić dinozaura i odkrywał, że przyroda ma wyjątkowo osobisty problem akurat z nim.
W przypadku ARK-a takie pożegnanie boli trochę inaczej. Survival żyje z czasu, który gracze zostawiają wewnątrz świata. Baza postawiona przez kilka miesięcy jest historią tego, kto pomagał stawiać ściany, kto zgubił najlepszego dinozaura i kto po północy powiedział „jeszcze tylko jedna rzecz”, żeby wylogować się cztery godziny później. Oficjalny serwer przechowuje więc miejsce, którego społeczność nauczyła się na pamięć.
Cóż, gry-usługi mają w sobie coś wyjątkowo dziwnego. W normalnej produkcji zapis może leżeć na dysku przez piętnaście lat i najwyżej trzeba będzie znaleźć sprzęt zdolny go uruchomić. Tutaj dom stoi na cudzej ziemi. Możemy budować go przez tysiąc godzin, przyprowadzić znajomych i urządzić ogród pełen tyranozaurów, ale właściciel gruntu nadal może kiedyś zawiesić na bramie kartkę „zamykamy”. Cyfrowy świat również ma rachunki za prąd.
Po śmierci powinno coś zostać
Na szczęście ARK na Switchu nie zostanie 31 sierpnia całkowicie wrzucony do cyfrowej niszczarki. Studio Wildcard potwierdziło, że gra nadal będzie działała offline, a użytkownicy zachowają możliwość korzystania z nieoficjalnych prywatnych serwerów. Oficjalna infrastruktura zniknie, ale sam plac zabaw pozostanie dostępny dla ludzi, którzy będą chcieli rozstawiać na nim własne zabawki.
I chyba tak powinno wyglądać starzenie się gry-usługi? Wydawca nie musi utrzymywać serwerowni przez następne trzydzieści lat tylko dlatego, że pięć osób nadal spotyka się w każdą sobotę. Powinien jednak zostawić im drzwi, przez które mogą wejść sami. Prywatne serwery, możliwość hostowania rozgrywki, tryb offline - to małe rzeczy dopóki gra żyje pełnią życia. W chwili wyciągania wtyczki zamieniają się w różnicę między „koniec wsparcia” a „koniec gry”.
Dobrym kontrastem jest niedawne Aliens: Fireteam Elite na Switchu. Tam cała wersja działała poprzez chmurę, więc wyłączenie usługi zabrało ze sobą również możliwość dalszego grania w produkt, za który ludzie wcześniej zapłacili. W przypadku ARK-a serce oficjalnej społeczności przestanie bić, ale ciało nie zniknie razem z nim. Można będzie postawić własny serwer albo zamknąć się na mapie solo i nadal oglądać zachód słońca nad bazą.
Takie przypadki będą pojawiały się coraz częściej. Gramy dziś w produkcje projektowane na lata, ale „na lata” nie oznacza przecież „na zawsze”. Każdy battle pass, ranking, sezon i wspólny świat kiedyś dojedzie do ostatniej stacji. Czy gracze dostaną klucze do budynku, czy zostaną na chodniku i będą patrzeć, jak przez szybę znika miejsce, w którym spędzili pół dekady? Zobaczymy!
Co zostaje po dinozaurach?
Koniec oficjalnych serwerów ARK-a na Switchu jest smutny dlatego, że zamyka kawałek historii ponad miliona graczy. Jednocześnie trudno wskazać znacznie uczciwszy sposób na takie pożegnanie. 31 sierpnia znikną oficjalne światy, ale sama gra nie zostanie pogrzebana razem z nimi. Kto będzie chciał wrócić, nadal dostanie mapę, dinozaury i możliwość rozpoczęcia następnej katastrofalnej wyprawy.
Może więc prawdziwym testem gry-usługi nie jest to, jak głośno startuje, tylko co potrafi zostawić po sobie, gdy impreza się kończy. Serwery kiedyś ucichną. Gracze pójdą dalej. Dobrze jednak, gdy po kilku latach można jeszcze otworzyć stare drzwi i zajrzeć do środka, nawet jeśli za nimi nie czeka już tłum. W ARK-u po 31 sierpnia nadal będzie można rozpalić ognisko. Przy cyfrowych światach to coraz ważniejszy rodzaj nieśmiertelności.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych