Wielki hit dla graczy już na HBO Max. Czy to seria, która ma przyszłość?
Są filmy, które wpadają na streaming po cichu, lądują między setką innych miniaturek i znikają, zanim człowiek zdąży znaleźć pilota. Są też takie, jak Mortal Kombat II, który właśnie trafił na HBO Max i niesie ze sobą dokładnie ten rodzaj energii: dużo hałasu, jeszcze więcej efektownych starć i świat, w którym każda rozmowa może skończyć się czymś zdecydowanie bardziej bolesnym niż niezręczna cisza.
Tylko że udana rozrywka na jeden seans to jeszcze nie przepis na serię, która przetrwa kolejne lata. Znana marka potrafi otworzyć drzwi, przyciągnąć fanów i sprzedać widowisko samym logo, ale później trzeba już czymś wypełnić środek. Bohaterami, do których chce się wracać, konfliktem większym niż kolejna okazja do efektownego ciosu i pomysłem na to, co właściwie wydarzy się po opadnięciu kurzu. HBO Max daje teraz dobrą okazję, żeby sprawdzić, czy mamy przed sobą początek czegoś większego, czy po prostu bardzo głośny wieczór przed ekranem.
Mortal Kombat
Pierwszy Mortal Kombat z 2021 roku pojawił się w bardzo dziwnym momencie. Kina dopiero próbowały wstać z pandemicznych kolan, Warner wypuszczał swoje filmy równocześnie na dużym ekranie i HBO Max, a nowa ekranizacja kultowej bijatyki musiała w kilka minut przypomnieć widzom, dlaczego ludzie od trzydziestu lat wyrywają sobie kręgosłupy przy akompaniamencie charakterystycznego okrzyku.
Film zarobił na świecie około 84 milionów dolarów przy budżecie produkcyjnym szacowanym na 55 milionów, choć sam wynik kinowy trudno oceniać bez pamiętania o równoczesnej premierze w streamingu. Ważniejsze było chyba to, że marka znowu zaczęła oddychać na dużym ekranie. Nie wszystko działało, Cole nie porwał całego fandomu, a fabuła momentami wyglądała jak długi korytarz prowadzący od jednego fatality do następnego. Mimo tego drzwi zostały otwarte, Sub-Zero zrobił swoje, Kano ukradł sporo scen, a na końcu pojawiła się zapowiedź człowieka, na którego wielu widzów czekało od początku.
Mortal Kombat II wchodzi przez te drzwi już bez pukania. Karl Urban zakłada okulary Johnny’ego Cage’a, na planszy pojawiają się Kitana i Shao Kahn, a długo zapowiadany turniej wreszcie przestaje być ulotką rozdawaną przed właściwym wydarzeniem. Film trafił właśnie na HBO Max po kinowej trasie zakończonej wynikiem około 129 milionów dolarów na świecie. Recenzje pozostały mieszane, lecz nawet chłodniejsze głosy przyznawały, że gdy zawodnicy przestają rozmawiać i zaczynają się tłuc, ekranizacja przypomina sobie, po co właściwie istnieje.
Ile rund wytrzyma ta seria?
Materiału na przyszłość z pewnością nie brakuje. Gry przez lata naprodukowały tylu wojowników, krain, bogów i konfliktów, że filmowcy mogliby przez kilka części wyciągać nowe nazwiska z kapelusza i nadal nie dotrzeć do dna. Mortal Kombat może skręcać w stronę wojny światów, mniejszych historii wybranych postaci albo kolejnych turniejów, w których regulamin istnieje głównie po to, żeby ktoś po chwili złamał go wraz z żebrami przeciwnika. W przeciwieństwie do wielu ekranizacji gier ta marka nie cierpi na brak świata.
Fani ucieszą się z kostiumu, charakterystycznego ciosu i fatality odtworzonego niemal klatka po klatce, ale po kilku minutach film nadal potrzebuje bohaterów, których los znaczy coś więcej niż pytanie, czy dotrwają do następnej walki. Pierwsza część długo ustawiała pionki. Druga może już korzystać z tego, że widz zna zasady i chce zobaczyć właściwe starcie. Kolejne nie dostaną jednak bez końca taryfy ulgowej za samo wypowiedzenie słów „Finish him”.
Nad całą serią wisi też mniej widowiskowy przeciwnik: kalkulator Warnera. Mortal Kombat II kosztował około 80 milionów dolarów, a wpływy z kin zatrzymały się przy niespełna 130 milionach. Do tego dojdą zakupy cyfrowe, nośniki i oglądalność na HBO Max, więc pełny obraz finansowy nie mieści się wyłącznie w rubryce box office. Trudno jednak mówić o wyniku, który automatycznie każe studiu odpalać produkcję następnej części.
Nadzieję daje fakt, że twórcy nie patrzą na tę historię jak na zamknięty dwupak. Scenarzysta Jeremy Slater ma pomysły nawet na cztery kolejne filmy, a zakończenie Mortal Kombat II zostawia kilka drzwi bardzo wyraźnie uchylonych. Pomysłów więc nie zabraknie. Pytanie brzmi, czy trzecia odsłona potrafiłaby zrobić krok dalej, zamiast dorzucić kilku zawodników, podkręcić poziom krwi i ponownie liczyć na siłę logo.
Podsumujmy
Filmowe Mortal Kombat znalazło własny kąt pomiędzy drogim fantasy a bezwstydną rozrywką klasy B. I może właśnie tam czuje się najlepiej. Nie potrzebuje udawać nowego Władcy Pierścieni ani budować uniwersum z rozpisanym na dekadę zestawem obowiązkowych seansów. Wystarczy świat, w którym śmiertelnie poważne proroctwo może po chwili zderzyć się z żartem Johnny’ego Cage’a i człowiekiem przeciętym na pół. Taki ton ma publiczność.
Czy zobaczymy trzecią część? Na razie gong jeszcze nie zabrzmiał. Mortal Kombat II dostało szansę na drugie życie w streamingu i właśnie tam może rozegrać swoją najważniejszą rundę. Jeśli nie, zostaniemy z serią, która wreszcie dotarła do turnieju, rozlała po arenie kilka wiader krwi i zeszła z niej dokładnie wtedy, gdy walka zaczęła robić się naprawdę ciekawa.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych