GTA 6 to test FOMO. Trudno nie dać się temu porwać... 

GTA 6 to test FOMO. Trudno nie dać się temu porwać... 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Można powtarzać, że poczekamy na recenzje, że nie kupujemy w dniu premiery, że hype jest przesadzony, że Rockstar też musi najpierw dowieźć, a poza tym backlog sam się nie przejdzie. Wszystko brzmi rozsądnie. Do momentu, w którym Internet zacznie żyć wyłącznie jednym tematem, znajomi będą wrzucać pierwsze screeny z Vice City, a każde wejście na YouTube, X czy TikToka zamieni się w spacer po polu minowym spoilerów, zachwytów i „musicie to zobaczyć”.

GTA 6 może być jednym z największych testów FOMO, jakie branża gier widziała od lat. Nie chodzi tylko o samą jakość gry, choć oczywiście ta będzie najważniejsza, gdy już opadnie pierwszy kurz. Chodzi o poczucie uczestniczenia w czymś, co przez chwilę zagarnie rozmowy, memy, rekordy, streamy, porównania i wszystkie te małe momenty, które budują popkulturowe szaleństwo. Wiecie - można nie lubić tej presji, można się przed nią bronić i można z pełną powagą mówić, że przecież żadna gra nie ucieknie. Tyle że przy GTA 6 wielu graczy i tak poczuje, że jeśli nie wskoczy od razu, to ominie ich wydarzenie.

Dalsza część tekstu pod wideo

F O M O

GTA 6 będzie premierą, przy której bardzo łatwo pomylić własną decyzję z decyzją podjętą za nas przez cały Internet. Bo przecież można mieć mocne postanowienie, że tym razem spokojnie poczekamy. Że nie damy się ponieść, nie kupimy w ciemno, nie będziemy oglądać każdego fragmentu trailera po piętnaście razy i nie zaczniemy nagle tłumaczyć sobie, że właściwie to urlop w dniu premiery byłby całkiem rozsądny. A potem nagle ta cała rozsądna postawa zaczyna przypominać parasol w środku huraganu. Niby jest, niby coś trzymamy w ręku, ale wszyscy wiemy, jak to się skończy.

Największa siła FOMO przy GTA 6 nie będzie polegała wyłącznie na tym, że to nowa odsłona wielkiej serii. To byłoby zbyt proste. Chodzi raczej o skalę wspólnego doświadczenia, które w grach zdarza się dziś coraz rzadziej. Przy większości premier można wejść później, ominąć dyskusje, nadrobić po miesiącu, po roku, na promocji albo wtedy, gdy wreszcie znajdzie się wolny weekend. Przy GTA 6 wielu graczy poczuje jednak, że gra nie jest tylko produktem do ogrania, ale wydarzeniem do przeżycia razem z innymi. 

Będzie też kwestia spoilerów, która przy tak wielkiej premierze zamieni Internet w pole minowe. Człowiek wejdzie na YouTube tylko sprawdzić recenzję słuchawek, a miniatura jakiegoś filmu zdąży mu krzyknąć w twarz coś o zakończeniu jednej z misji. Odpali TikToka na trzy minuty, a tam ktoś już pokazuje najbardziej absurdalny sekret z Vice City. Wejdzie na X, żeby zobaczyć, co się dzieje na świecie, i natychmiast zostanie zasypany memami z postacią, której jeszcze nawet nie spotkał. 

Hype, który sam prowadzi wóz

Najciekawsze jest jednak to, że FOMO wokół GTA 6 będzie w dużej mierze napędzane przez nas samych. Rockstar oczywiście może odpalić marketingową machinę, pokazać zwiastuny, wrzucić screeny i perfekcyjnie dawkować informacje. Ale prawdziwe szaleństwo zacznie się tam, gdzie kończy się oficjalna kampania, a zaczyna zbiorowe rozkręcanie atmosfery. Analizy jednego ujęcia, porównania z GTA V, dyskusje o fizyce wody, teorie o każdej mijanej ulicy, wyliczanie detali i tak dalej, i tak dalej…

Jest w tym coś zabawnego, ale też trochę niepokojącego. Bo FOMO działa najlepiej wtedy, gdy człowiek czuje, że za chwilę coś straci. Nie grę, bo ta przecież nigdzie nie ucieknie. Straci rozmowy. Straci pierwsze memy. Straci moment, w którym wszyscy odkrywają ten sam świat i dzielą się tym specyficznym, świeżym zachwytem. To trochę jak wejście na imprezę trzy godziny po najważniejszej historii wieczoru. Niby nadal można się dobrze bawić, ale wszyscy już mają wspólny żart, którego my nie znamy. 

Do tego dochodzi jeszcze kwestia presji sprzętowej, cenowej i całej tej małej wewnętrznej negocjacji, którą wielu graczy będzie prowadzić samych ze sobą. Czy brać na premierę? Czy kupić droższą edycję, jeśli taka się pojawi? Czy od razu instalować? Czy może czas na nowszą konsolę, większy dysk, lepszy telewizor, wolny dzień, odcięcie się od świata? Brzmi absurdalnie? Pewnie trochę tak. Ale właśnie na tym polega siła takich premier. 

Najbardziej przewrotne jest to, że nawet świadomość mechanizmu nie musi nas przed nim uratować. Możemy doskonale wiedzieć, że hype jest pompowany, że Internet przesadza, że część reakcji będzie teatralna, a pierwsze zachwyty mogą za kilka dni zostać zastąpione normalniejszą oceną. I co z tego? Czasem człowiek wie, że daje się wciągnąć, a mimo to wchodzi dalej, bo sama jazda jest częścią frajdy. bywa bardzo różnie.

Podsumowanie

To będzie sprawdzian tego, jak bardzo gry wideo potrafią dziś działać jak wspólne popkulturowe święto, którego nie chcemy przegapić nawet wtedy, gdy rozsądek podpowiada, że spokojnie można poczekać. Bo FOMO przy tej skali nie bierze się wyłącznie z marketingu. Bierze się z chęci uczestniczenia w pierwszej fali rozmów, odkryć, zachwytów, rozczarowań, żartów i tych wszystkich drobnych momentów, które później zostają w pamięci jako „początek”.

Można oczywiście próbować zachować dystans, nie oglądać materiałów, omijać spoilery, poczekać na łatki, promocję albo spokojniejszy moment. Tylko że GTA 6 będzie jedną z tych gier, które przez chwilę zagłuszą wszystko wokół. A wtedy nawet osoby odporne na hype mogą poczuć lekkie ukłucie: może jednak warto wejść od razu? Może nie dla samej gry, nie dla rekordów i nie dla internetowego hałasu. Może po prostu po to, żeby za kilka lat pamiętać, że gdy Vice City ponownie otworzyło bramy, byliśmy tam razem z całą resztą.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper