Toy Story 5 rozbiło bank. Pixar znowu udowadnia, że nostalgia sprzedaje się znakomicie

Toy Story 5 rozbiło bank. Pixar znowu udowadnia, że nostalgia sprzedaje się znakomicie

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Wystarczyło znowu otworzyć pudełko z zabawkami, a widzowie natychmiast rzucili się do kin. Brzmi jak najprostsza sztuczka świata? Może i tak, ale Pixar wykonał ją z marką, która od trzech dekad ma w popkulturze status niemal świętości. Toy Story 5 nie musiało nikomu tłumaczyć, kim jest Woody, dlaczego Buzz wypina pierś do przodu i czemu dorosły człowiek może nagle poczuć ukłucie w sercu na widok plastikowej figurki z dziecięcego pokoju. 

Możemy kręcić nosem, że Hollywood znów wraca do sprawdzonej marki, że Pixar coraz chętniej sięga po dawne hity, że nostalgia stała się w kinie walutą pewniejszą niż niejedna świeża koncepcja. Wszystko prawda. Tylko że potem przychodzi premiera, sale zaczynają się zapełniać, rodzice prowadzą dzieci na film, który sami kojarzą z własnego dzieciństwa, a Internet znów przypomina sobie, że animowane zabawki potrafią sprzedawać emocje lepiej niż niejeden wielki blockbuster. Pixar rozbił bank, bo doskonale wiedział, gdzie nacisnąć.

Dalsza część tekstu pod wideo

Do pięciu razy sztuka? 

Toy Story 5 wystartowało tak, jak startują filmy, przy których nikt nie musi już tłumaczyć widzom, dlaczego mają się zainteresować. Mówimy o globalnym otwarciu na poziomie 312 milionów dolarów, z czego 160 milionów przypadło na rynek amerykański. To jest komunikat wysłany wielkimi literami: ta marka wciąż ma potężną siłę rażenia.

Co ciekawe, po kolejnych częściach sporo osób mogło zadawać sobie pytanie, czy ta historia naprawdę musi być ciągnięta dalej. Czy Pixar nie powinien zostawić tych bohaterów w spokoju? Czy każda piękna opowieść z dzieciństwa musi wracać tak długo, aż stanie się kolejną pozycją w korporacyjnym kalendarzu? To są uczciwe wątpliwości. Tyle że widzowie mają czasem bardzo prosty sposób odpowiadania na takie pytania. Kupują bilety.

I właśnie tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Bo sukces Toy Story 5 nie mówi wyłącznie o sile jednej serii, ale też o tym, jak bardzo współczesna popkultura opiera się na emocjonalnych powrotach. Pixar sprzedaje nam dziecięcy pokój, stare figurki, wspomnienie pierwszych seansów, znajome głosy, poczucie bezpieczeństwa i tę małą, trochę naiwną nadzieję, że rzeczy, które kiedyś były dla nas ważne, nadal mogą coś znaczyć. 

Nostalgia ma moc

Nostalgia jest dziś jedną z najpotężniejszych sił w kinie, bo działa szybciej niż najbardziej rozbudowana kampania reklamowa. Nowy świat trzeba widzowi przedstawić, nowych bohaterów trzeba mu sprzedać, nowe zasady trzeba cierpliwie wytłumaczyć. A przy Toy Story wystarczy kilka sekund. Widzimy kapelusz Woody’ego, słyszymy głos Buzza albo trafiamy na charakterystyczny pokój pełen zabawek i od razu wiemy, gdzie jesteśmy. 

Taka nostalgia ma też coś wyjątkowo rodzinnego. Pierwsze Toy Story oglądały osoby, które dziś mogą prowadzić na piątą część własne dzieci. I to jest scenariusz marzeń dla studia, bo jedna marka zaczyna działać jednocześnie na kilku poziomach. Dla najmłodszych to kolorowa, dynamiczna animacja. Dla dorosłych - powrót do bohaterów, którzy byli z nimi wtedy, gdy sami siedzieli przed ekranem znacznie bliżej podłogi niż teraz. A dla Pixara? Cóż, dla Pixara to właściwie idealny most między pokoleniami. I potężny zastrzyk finansów. 

Nostalgia bywa też wygodna, bo daje widzowi poczucie pewności w czasach, gdy wybór rozrywki jest absurdalnie duży. Platformy streamingowe, kina, gry, seriale, media społecznościowe - wszędzie coś krzyczy o naszą uwagę. W takim hałasie znajoma marka działa jak skrót. I choć brzmi to banalnie, właśnie na takich prostych odruchach bardzo często buduje się dziś wielkie wyniki.

Oczywiście nostalgia ma też swoją ciemniejszą stronę. Może rozleniwiać studia, prowadzić do niekończących się sequeli i sprawiać, że nowe pomysły zostają zepchnięte na bok, bo bezpieczniej jest wrócić do czegoś, co już kiedyś zadziałało. Przy Toy Story 5 ten temat wraca właściwie automatycznie. Bo z jednej strony trudno nie podziwiać siły marki, która po tylu latach nadal potrafi przyciągnąć tłumy. Z drugiej - trudno nie zapytać, ile jeszcze razy można otwierać to samo pudełko z zabawkami, zanim magia zacznie przypominać zwykły mechanizm.

 https://www.youtube.com/watch?v=QftAW9TTmuQ

Podsumowanie...

Toy Story 5 rozbiło bank, bo Pixar znów trafił w miejsce, które dla widzów jest wyjątkowo miękkie. Wystarczyło sprawić, żeby publiczność jeszcze raz poczuła, że warto do nich wrócić. Wyniki finansowe pokazują, że ta sztuka udała się znakomicie, przynajmniej na starcie.

Czy to dobrze dla kina? Tu odpowiedź jest trochę bardziej skomplikowana. Jako widzowie możemy narzekać na powroty, sequele i odgrzewanie znanych marek, ale dopóki tak chętnie na nie reagujemy, Hollywood będzie wyciągało z tego bardzo proste wnioski. Toy Story 5 jest więc przypomnieniem, że nostalgia nadal sprzedaje się znakomicie. A może nawet lepiej niż kiedykolwiek.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper