Pudełka GTA 6 wywrócą branżę do góry nogami. Kto pójdzie za Rockstar Games?

Pudełka GTA 6 wywrócą branżę do góry nogami. Kto pójdzie za Rockstar Games?

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 13:00

Żyjemy w czasach, w których fizyczność staje się luksusem, a namacalny produkt - rzadko spotykanym reliktem przeszłości. Ostatnie doniesienia z obozu Rockstar Games i korporacji Take-Two zadziałały na społeczność graczy jak zimny prysznic, choć dla wielu była to jedynie formalność, na którą branża przygotowywała nas od lat.

Potwierdzenie, że premierowe, pudełkowe wydania Grand Theft Auto VI trafią na sklepowe półki bez tradycyjnego krążka blu-ray w środku, a jedynie z papierowym świstkiem zawierającym cyfrowy kod aktywacyjny, to symboliczny kamień milowy. To moment, w którym iluzja posiadania gry na własność została ostatecznie roztrzaskana.

Dalsza część tekstu pod wideo

Wokół tej decyzji narosło mnóstwo kontrowersji, a fani i kolekcjonerzy na całym świecie głośno krzyczą o oszustwie i naciąganiu na bezwartościowy plastik. Trudno im się dziwić - kupowanie powietrza zamkniętego w zielonym lub niebieskim opakowaniu brzmi jak ponury żart. Jeśli jednak spojrzymy na ten ruch chłodnym okiem analityka, dostrzeżemy w zachowaniu Rockstara pewną brutalną logikę. Wydawcy stali się dziś chorobliwie przewrażliwieni na punkcie wycieków przedpremierowych, a walka z tzw. leakami urosła w gabinetach prezesów do rangi absolutnego priorytetu.

(Bez)podstawna paranoja?

GTA
resize icon

Paranoja ta nie jest bezpodstawna, biorąc pod uwagę historię Rockstara, który w ostatnich latach padł ofiarą spektakularnych kradzieży danych i przedwczesnych publikacji materiałów z rozgrywki. Tradycyjny proces dystrybucji gier to logistyczny koszmar dla firmy, która chce utrzymać wszystko w tajemnicy do ostatniej sekundy. Tłoczenie milionów płyt w fabrykach, pakowanie ich, a następnie rozwożenie do tysięcy hurtowni i sklepów na całym świecie sprawia, że kontrola nad produktem drastycznie spada. Zawsze znajdzie się jeden nieuczciwy sprzedawca, który złamie oficjalną datę premiery, albo pracownik magazynu, który ukradnie kopię, by transmitować rozgrywkę w sieci na tydzień przed wszystkimi.

Właśnie dlatego Rockstar postanowił przetrzeć szlaki i uruchomić całkowicie nowy, bezwzględny model dystrybucji. Premierowe pre-ordery i pierwsze rzuty sklepowe będą czystą cyfrą - niezależnie od tego, czy kupimy grę w PlayStation Store, czy w markecie ze sprzętem RTV. Wszystko po to, aby nikt na świecie nie uruchomił gry przed oficjalnym startem serwerów. Co jednak najciekawsze w tej strategii, to fakt, że fizyczne płyty wcale nie umarły na zawsze. Zgodnie z najnowszymi, zakulisowymi doniesieniami, normalna wersja z krążkiem w środku ma trafić do sprzedaży już w grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy emocje i ryzyko wycieków opadną.

Taki podział na „cyfrowy rzut premierowy” i „późniejsze wydanie kolekcjonerskie z płytą” to genialny, choć niezwykle bezwzględny ruch biznesowy. Pozwala on korporacji upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: całkowicie zabezpieczyć premierę przed spoilerami, a miesiąc później zmaksymalizować zyski, wyciągając pieniądze od tradycjonalistów i rodziców szukających idealnego prezentu pod choinkę. Niestety, sukces finansowy tej operacji sprawi, że to specyficzne zachowanie prawdopodobnie stanie się nowym standardem przy większości wielkich, wysokobudżetowych premier segmentu AAA.

Kto pójdzie za Rockstar Games?

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - armia rozpoczyna akcję
resize icon

Oczywiście możemy zakładać, że tego typu praktyki nie staną się od razu normą u każdego wydawcy. Na rynku wciąż istnieją podmioty, które starają się dbać o swój wizerunek i utrzymują prokonsumenckie podejście. Trudno wyobrazić sobie, by na puste pudełka zdecydował się CD Projekt RED przy okazji premiery Wiedźmina 4, czy nawet Ubisoft przy nowym Assassin's Creed Hexe. Firmy te, mimo swoich różnych potknięć, doskonale wiedzą, jak ważna dla ich społeczności jest fizyczna namacalność produktu w dniu debiutu i szacunek do klienta, który płaci za pełnowartościowe wydanie.

Jeśli jednak przeniesiemy wzrok na drugą stronę barykady, tam gdzie królują tacy giganci jak Activision czy właśnie Take-Two, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. To korporacje, które dostają białej gorączki na samą myśl o insiderach zdradzających ich plany, a zyski w tabelkach są dla nich jedynym wyznacznikiem sukcesu. Dla serii takich jak Call of Duty, wprowadzenie premierowych wydań pudełkowych wyłącznie z kodami wydaje się naturalnym krokiem w kolejnych latach. Skoro gracze i tak co roku kupują to samo, godząc się na gigantyczne cyfrowe aktualizacje, to dlaczego nie odebrać im płyt na stałe w imię „bezpieczeństwa”?

W tę samą stronę niechybnie pójdzie również Microsoft. Amerykański gigant już teraz bardzo mocno skręca w stronę całkowitej cyfryzacji swojego ekosystemu, promując usługi subskrypcyjne i wypuszczając konsole pozbawione napędów optycznych. Dla Xboxa rezygnacja z płyt w pudełkach na rzecz kodów przy premierach swoich flagowych gier byłaby wręcz idealnym dopełnieniem strategii. Pozwoliłoby to na ostateczne odcięcie pępowiny łączącej ich z tradycyjnym rynkiem wtórnym.

W tym miejscu musimy zadać sobie kluczowe, fundamentalne pytanie: co w takim przypadku czeka nadchodzącą generację konsol? Mowa tu chociażby o potencjalnym PlayStation 6 czy kolejnym projekcie od Microsoftu, roboczo nazywanym Project Helix. Czy te platformy w ogóle będą potrzebowały napędów fizycznych? Owszem, najprawdopodobniej tak. Konsole nowej generacji wciąż będą posiadały czytniki płyt, ponieważ rynek blu-ray posiada ogromne bazy gier z poprzednich lat (w ramach wstecznej kompatybilności), co wymusza na producentach sprzętu zachowanie tej technologii.

Prawdziwym problemem nie będzie więc brak napędów w konsolach, ale fakt, że wydawcy pokroju Microsoftu czy Take-Two celowo zaczną produkować gry w taki sposób, aby te napędy stały się bezużyteczne. Wprowadzenie premierowych edycji z kodami to dla nich perfekcyjna broń obusieczna. Z jednej strony uderza w leakerów i psuje plany osobom szukającym spoilerów w sieci. Z drugiej strony - co dla korporacji jest o wiele ważniejsze - w brutalny sposób likwiduje rynek gier używanych.

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper