Mortal Kombat II - byłem ale czy polecam?

Mortal Kombat II - byłem ale czy polecam?

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 12:00

Serię Mortal Kombat produkowano w cieniu politycznej batalii o przemocy w medium gier. Sub-Zero wyrywający kręgosłup otumanionemu rywalowi/rywalce stał się jednym z symboli tamtej ery. Popularność marki rosła w siłę na tyle, że w 1995 roku do kin trafiła bardzo dobra adaptacja w reżyserii Paula W.S. Anderson. Film ten zaczął jego karierę jako filmowca. Ulubionym zawodnikiem Andersona od zawsze był Johny Cage, bohater z rodowodem filmów akcji lat 80. Trzy dekady później w rozmowie z Polygon reżyser zdradzi, że strukturalnie scenariusz był "Wejściem Smoka" z elementami fantastycznymi. Sam zapamiętałem film jako przykład książkowej adaptacji gry wideo i w zasadzie do dzisiaj dobrze się go ogląda. Tego samego nie mogę napisać o Mortal Kombat: Unicestwienie (1997), kontynuacji mocno chaotycznej. W 2021 roku seria wróciła do kin za sprawą reżyserskiego debiutu Simona McQuida. 

Mortal Kombat (2021) skupiało się na turniejowej formule, w której efektowne pojedynki mijały się ze scenami kluczowymi dla dalszej fabuły. McQuoid nie chciał komplikować fanom tego widowiska. Skupił się na genezie odwiecznej wojny Scorpiona z Sub-Zero i z całego filmu tę historię zapamiętałem najlepiej. Jak na początek kariery McQuoida za obiektywu kamery wyszło całkiem znośnie. Reżyser zaczynał od tworzenia reklam na potrzeby branży gier wideo. Stylistycznie produkcja sprzed pięciu lat poradziła sobie bardzo dobrze z wyzwaniem. Czy sprostała oczekiwaniom? Trudno stwierdzić, mnie ukontentowała, ale też nie wymagałem cudów.

Dalsza część tekstu pod wideo

W przypadku Mortal Kombat II jest zupełnie inaczej. Film ten stanowi kulminację dziedzictwa serii, nie stroni od metaforycznych docinek w kierunku współczesnej popkultury i cieszy oczy choreografią walk, scenografią i kostiumami. Na scenę wkracza ulubieniec Andersona z pierwszego akapitu, czyli sam Johny Cage (Karl Urban). W kontekście obsady, z której większość aktorów pochodzi ze świata sztuki walki rola Karla Urbana nabiera podwójnego znaczenia. "Przecież jestem tylko aktorem" - powtarza często filmowy Cage. "No to graj" - odpowiadają Sonya Blade i Jax. W Mortal Kombat II pełno jest takiej autoironii.

Pojedynek wymiarów

undefined

Shao Kahn (Martin Ford) rzuca wyzwanie ziemskiemu wymiarowi, jeśli Zaświaty zwyciężą w serii pojedynków zło zatriumfuje. Ponownie, film nie należy do skomplikowanych, a jego twórcy zupełnie świadomie wyrzucają z ekranu żarty w stronę aktualnych trendów. W pamięci zapadła mi rozmowa Johny'ego z fanem w barze. Podstarzały i wypalony zawodowo Cage nie może pogodzić się z faktem, że "widzowie wolą oglądać Keanu Reeves'a zabijającego ludzi ołówkiem" - w dyskusji bierze udział sam Ed Boon, autor serii. W Mortal Kombat II postać Cage'a wydaje się główną atrakcją i jak na ironię, Karl Urban gra zresztą najlepiej z całej obsady. Zupełnie jakby reżyser znał możliwości reszty ekipy i uczynił tę dysproporcję talentów jednym z walorów filmu. Dokładnie tak samo wygląda to w sferze pojedynków. Cage odstaje od reszty zawodników z jednym wyjątkiem pod koniec widowiska. Dla Johny'ego Cage'a warto wybrać się na Mortal Kombat II.

Nie jest to film, po którym napiszę, że jest najlepszą adaptacją. Daleko mu do tak ambitnego statusu, choć nie napiszę, że to średniak. Przeciwnie, walkę Baraki z Cagem czy Liu Kanga z Kung Lao oglądało się wybornie. Przy wyborze seansu istotny jest dobór kina. Ja postawiłem na IMAX, gdzie największą robotę zrobił udźwiękowienie. Starcia z udziałem potężnego Shao Kahna pod kątem efektów specjalnych robią świetną robotę. Podoba mi się wybór twórców w zakresie aren, na których toczone są starcia. Do pełni szczęścia zabrakło już chyba tylko sprite'u Ed Boona wyskakującego z dolnego rogu ekranu (Mortal Kombat Trilogy).

Dobry turniej

undefined

Mortal Kombat II stawia na pewną kameralność. Nie ma tutaj już setek wojowników na dalszym planie, a areny są opróżnione z publiki (z jednym wyjątkiem), co tworzy klimat rodem z gier. Zdaję sobie sprawę, że taka turniejowa formuła nie wszystkim może się podobać. Film nie zgłębia lore'u uniwersum, więc fani znający historię w szczegółach mogą odczuwać niedosyt. Ja poczułem się ukontentowany, bo Mortal Kombat II dostarczyło mi ciekawego widowiska podsyconego klimatem z lat 90. W czasach mocnego parcia na nostalgię to dobra karta przetargowa filmu. Jak wiadomo, film średnio poradził sobie w kinach, choć twórcy zostawili furtkę do części trzeciej. Nie jest to sequel znacznie lepszy, choć niektóre elementy wypadły po prostu solidniej. Jest ciekawszy o nowe postacie, a występ Scorpiona stawia wisienkę na torcie i podkreśla jak kultowa to postać w popkulturze. Zdecydowanie polecam.

Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper