Rozmawiamy z Percivalem - legendarnym zespołem znanym choćby z Wiedźmina. Przeczytajcie wywiad

Rozmawiamy z Percivalem - legendarnym zespołem znanym choćby z Wiedźmina. Przeczytajcie wywiad

Martyna Kaleta | Dzisiaj, 18:00

Znajdują się na przeznaczonej dla siebie ścieżce. Los już od początku łączył ich z Białym Wilkiem. Otrzymali jednak czas, czas na zakończenie pewnego rozdziału i wkroczenie w nowy, który na zawsze zmieni ich życie.

Martyna Kaleta: Nigdy dotąd Was chyba o to nie pytano. Jak połączyły się Wasze drogi z CD PROJEKT RED?

Mikołaj Rybacki: To jest bardzo ciekawe pytanie, z którym wiąże się bardzo ciekawa anegdotka. Nasza nazwa wiąże się - jak wiadomo - z tym, że byliśmy (i nadal jesteśmy) fanami książek. W okresie, gdy powstawał zespół czytaliśmy trzecią część sagi. Stwierdziłem, że Percival Schuttenbach jest idealną nazwą dla nas. Świadomie nie zamierzaliśmy tworzyć muzyki, która jest ilustracją dla świata Wiedźmina, ale najwyraźniej mieliśmy podążyć w tym kierunku. W którymś momencie z Kasią postanowiliśmy zilustrować opowiadanie ,,Mniejsze Zło’’ - nagraliśmy do niego muzykę. Nigdy się ona nie ukazała, ale co ciekawe jeden z utworów z tamtego soundtracku trafił potem do Wiedźmina jako baza utworu "Hunt or be Hunted". U nas miał tytuł ,,Tridam’’ -  od ultimatum tridamskiego. Wiele lat później, w 2011/12, dostałem maila od Marcina Przybyłowicza z propozycją uczestniczenia w pracach nad muzyką do Wiedźmina 3. Oczywiście się zgodziłem. W trakcie wymiany korespondencji znalazłem maila, którego otrzymałem jeszcze w 2007 roku przy okazji pierwszej części gry – okazało się, że go wtedy zgubiłem i nigdy na niego nie odpowiedziałem. Czyli przeznaczenie się do nas dobijało (śmiech). Taki właśnie był początek. Studio do nas napisało. Zwrócono się do nas z propozycją wykorzystania czterech płyt, które mieliśmy już nagrane w tamtym czasie, a po wyrażeniu zgody powstała myśl o nagraniu jeszcze dźwięków na żywo. Zakończyło się to tygodniową sesją w CD PROJEKT RED, w trakcie której nagrywaliśmy różne improwizacje - i tym samym powstało mnóstwo muzyki.

Percival_1
resize icon

Martyna Kaleta: Zastanawiało mnie właśnie, czy słowiański klimat połączony z folklorem, mroczny był początkowo Waszym kierunkiem muzycznym bądź, odkryliście go w trakcie współpracy. Zważywszy na podobny gatunek, jaki tworzycie osobiście, a ten ujęty w grze.

Mikołaj Rybacki: Musimy tutaj wziąć całą odpowiedzialność na siebie, ponieważ już na płytach, które nagraliśmy zanim doszło do współpracy wytyczyliśmy taki słowiański sposób brzmienia. Wymyślony całkowicie przez nas na nasze własne potrzeby. Tworzyliśmy wtedy muzykę całkowicie dla siebie, mając małe grono słuchaczy. Jeździliśmy na imprezy rekonstrukcyjne, na imprezy, gdzie sami rekonstruowaliśmy Słowian, trochę wikingów. Chcieliśmy wykreować oprawę muzyczną dla tych imprez. Niestety, nie ma śladów po muzyce słowiańskiej wczesnego średniowiecza. Nie da się jej odkopać. Musieliśmy ją więc niejako wymyślić na własne potrzeby, oczywiście bazując na tym, co jednak się zachowało – teksty, pieśni późniejsze (które jednak zawierają ślady starszych czasów), tradycje. Stworzyliśmy własną wersję dawnej muzyki słowiańskiej, a efekt tego jest Wiedźminie. Myślę, że ta wizja spodobała się Marcinowi Przybyłowiczowi i producentom gry. Co ciekawe, dowiedziałam się później, że takie połączenie naszego surowego, słowiańskiego brzmienia i brzmień orkiestrowych gdzieś zagranicą zostało określone jako Slavic Cinematic.

Martyna Kaleta: Czyli tę sferą muzyczną kierował Marcin, tak? Który również sam opracował swoje utwory do podanej gry.

Mikołaj Rybacki: Tak, tak. Marcin jako główny kompozytor był, tym, kto podejmuje decyzje. Kiedy współpracowaliśmy z nim to wyglądało w ten sposób, że mówił nam na przykład: ten etap w grze rozgrywa się w Novigradzie. A my siadaliśmy, improwizowaliśmy totalnie swobodnie, nie stresując się niczym. Marcin to potem ciachał, aranżował, zajmował się pracą edycyjną, a my mieliśmy tę najprzyjemniejszą pracę kreując muzykę. On trzymał pieczę, podejmował główne decyzje.

Katarzyna Bromirska: Wyimprowizowaliśmy podczas tych sesji wiele z tych melodii, które teraz są bardzo dobrze kojarzone – chociażby ,,A story you won’t believe’’ -  bardzo znana z Gwinta. Marcin dodał jej rytm, delikatną harmonię. Ubrał to w gotowy utwór. Jakby wygładził ostatecznie.

Percival_2
resize icon

Martyna Kaleta: Katarzyno Twój głos jest wprost charakterystyczny dla ścieżek dźwiękowych. Wokal kształtowałaś wraz z rozwijającym się zespołem, czy to była cecha jaką posiadałaś?

Katarzyna Bromirska: Nie, oczywiście, że to się kształtowało. Tak naprawdę razem z Percivalem rozwijał się mój głos i warsztat wokalny, którego na początku w ogóle nie było. Dopiero wiele lat później zaczęłam się kształcić i ćwiczyć, aby wypracować to, co mam w tym głosie. Zdobyć technikę. Wcześniej robiłam to wszystko intuicyjnie. Często właściwie źle, chociaż z powodu tego, że nie przejmowałam się tym, jak powinnam śpiewać, po prostu swobodnie sobie eksplorowałam różne rejony, co przyniosło mi dużo dobrego. Bardzo wiele pomógł mi Mikołaj. Zachęcał mnie do tego abym śpiewała. Często przekraczałam różne swoje bariery, granice. Znajdowałam nowe sposoby ekspresji. To nie było tak, że urodziłam się i już taki głos miałam. Wymagało to wiele lat eksplorowania i przełamywania swoich barier, wiele lat pracy. Ta praca zresztą wciąż trwa.

Mikołaj Rybacki: Przez pierwsze dziesięć lat Percivala byliśmy zespołem instrumentalnym. Nie było wokalu w ogóle. Dopiero później się pojawił. Pierwszy utwór, który Kasia zaśpiewała nazywał się ,,Nucleus Novus’’. Tylko, że na początku było to tak, że nagrała ona swój wokal i puściliśmy go na koncercie z taśmy, bo Kasia nie była jeszcze gotowa, aby zaśpiewać to na żywo.

Martyna Kaleta: Nie porównałabyś wysumblimowanych dźwięków, operacji głosem do dubbingu?

Katarzyna Bromirska: Trochę tak. Czasami trzeba badać nowe rejony, sprawdzać i wygłupiać się,  żeby odkryć efekty dźwiękowe jakie są potrzebne. Oczywiście to jest praca głosem. Czyli wiadomo, że jest pomocna wiedza techniczna na temat krtani, ułożenia języka i tego jaki ma on wpływ na dźwięki jakie możemy z siebie wydobyć. Od kilku lat szkolę się intensywnie, ponieważ chciałabym to robić świadomie, ale lubię się też pobawić. Gdy nagrywaliśmy ścieżkę dźwiękową do audiobooka Audioteki ,,Ogniem i mieczem’’, to miałam dużo pole do popisu.

Percival_3
resize icon

Martyna Kaleta: Chcecie pozostać przy tym, czym obecnie się zajmujecie, z czego jesteście znani, czyli tworzenia muzyki. A może myśleliście o całkowitym zmianie kierunku drogi na gościnne wykłady Uniwersyteckie, prowadzenie zajęć w szkole muzycznej, wydarzenia związane z sagą?

Mikołaj Rybacki: Wydaje mi się, że to jest naturalna konsekwencja tego, co gdzieś w środku mamy, że trafiliśmy do muzyki ilustracyjnej, do soundtracku. Od tego zaczynaliśmy. Na samym początku naszej kariery, 25 lat temu, stworzyliśmy własne uniwersum, do którego napisaliśmy historię, zrobiliśmy muzykę i powstał nawet spektakl nazwany Tutmesz-Tekal. Nie miało to żadnych zasięgów, ale było dla nas bardzo satysfakcjonujące. Ja wyrosłem na soundtrackach. To, że zająłem się muzyką folkową w głównej mierze jest zasługą serialu ,,Robin z Sherwood’’ i ścieżki dźwiękowej nagranej do niego przez zespół Clannad. Był to dla mnie pierwszy kontakt z tym gatunkiem muzycznym. Jak byłem całkiem mały marzyłem, żeby być reżyserem filmowym, głównie filmów animowanych. Więc droga, jaką podążyliśmy była w nas zakorzeniona. W pewnym momencie, razem z Wiedźminem, rozpoczęła się nasza przygoda z soundtrackiem na poważnie. Mamy na koncie sporo różnych produkcji, sporo gier. Tworzyliśmy na rynek azjatycki. Tak, jak już Kasia wspomniała, robiliśmy muzykę do superprodukcji Audioteki ,,Ogniem i Mieczem’’. W tej chwili też pracujemy nad kilkoma rzeczami, o których nie możemy mówić. Jestem bardzo zafascynowany ilustrowaniem muzyką różnych światów. Nieważne, czy to jest film, gra, książka. Pociąga mnie też samo designerstwo, czyli robienie różnych efektów. Ponad 10 lat temu miałem w tym temacie mały epizod, tworząc dźwięki tła do dwóch muzeów. Fascynujące przeżycie. Nagrywałem, miksowałem, tworzyłem wręcz opowieści z różnych dźwięków. Jednym z tych muzeów jest Muzeum w Szreniawie. Nie pamiętam dokładnie jak się nazywa, ale pod Poznaniem jest taki skansen wsi z początków końca XIX / początku XX wieku. Nagrywałem tam stare urządzenia, na przykład lokomobila - traktor na parę z XIX wieku. Także to nas chyba o wiele bardziej pociąga, niż wykładanie na uniwersytetach.

Katarzyna Bromirska: Oczywiście, że tak. Choć zawsze się chętnie dzielimy naszymi doświadczeniami, jeżeli ktoś jest ciekawy i chce nas posłuchać.

Michał Rybacki: Zdarzało nam się prowadzić różnego rodzaju warsztaty, ja nawet wiele lat uczyłem gry na gitarze, ale jednak świat ilustrowania dźwiękami jest dla nas o wiele bardziej fascynujący.

Martyna Kaleta: Utożsamiacie się z którymś z bohaterów z książek Andrzeja Sapkowskiego bądź gry?

Mikołaj Rybacki: Ciężkie pytanie (śmiech). Mnie zawsze podobało się kwitowanie sytuacji przez Percivala Schuttenbacha. Zawsze potrafił celnie wszystko podsumować. Ceniłem też podejście - wynikające z ogromnego doświadczenia - Regisa. Miałem również sentyment do krasnoludów i takich prostych, skutecznych rozwiązań. Choć sam nie jestem taki. Chyba nie pasuję ani do krasnoluda, ani do gnoma, nawet do Regisa - jestem chyba takim Jaskrem.

Katarzyna Bromirska: Nie ma chyba takiej postaci, z którą mogłabym powiedzieć, że się identyfikuję. Ale faktycznie, chyba podziwiałam zawsze Regisa za jego mądrość, wiedzę i spokój w rożnych sytuacjach kryzysowych. To jest coś, co zawsze podziwiamy u ludzi i sami chcielibyśmy się tego nauczyć. Czasem jest za dużo nerwów (śmiech).

Mikołaj Rybacki: Regis jest naszym mentorem (śmiech).

Percival_4
resize icon

Martyna Kaleta: Mam wrażenie, że byłby częstym wyborem w tym kontekście. Wampir o osobowości unikalnej, doświadczeniu istotnym w życiu. Potrafiący w szczególny sposób skłonić do refleksji. Jako zespół jesteście ściśle związani z instrumentami. Jakie z nich przyporządkowalibyście do 4 żywiołów?

Katarzyna Bromirska: Powiedziałabym, że saz to na pewno ogień. Jest to jeden wielki żywioł.

Mikołaj Rybacki: Nikt nad tym nie panuje (śmiech).

Katarzyna Bromirska: Nikt na nim nie panuje. Rebec to woda.

Mikołaj Rybacki: Wiolonczela - ziemia, gitara - powietrze.

Martyna Kaleta: Mikołaj dosłownie, gdy grasz widać, jak czujesz w sobie tę muzykę wydobywającą się z dźwięków instrumentu. Mam wrażenie, że pomimo słów ‘’wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej‘’ tam, gdzie występujecie i ludzie chętnie Cię słuchają to miejsce stanowi Twój dom, gdziekolwiek by to nie było.

Mikołaj Rybacki: Trafne spostrzeżenie. Faktycznie gdy gram, to chyba jedyny moment, kiedy czuję się bezpieczny. Jestem w swojej przestrzeni. Muzyka dla mnie zawsze była ucieczką od różnych problemów. To spowodowało, że w momencie grania czuję się, jakbym był w domu. Z tego względu mogę go mieć gdziekolwiek pójdę pod warunkiem, że mogę tam grać. Robiąc to czuję, że jestem w miejscu, w jakim powinienem być. Moje granie jest bardzo mocno egoistyczne. Paradoksalnie, bo gram dla ludzi. Częstym jest, że publiczność bardzo lubi patrzeć, jak gram. Czują wtedy, że to jest dla nich, ale to jest dla nich tylko tak naprawdę dlatego, że to jest dla mnie (śmiech). Nie jestem w stanie tego robić na pokaz. Być może właśnie dlatego mój wizerunek zawsze wygra z kimś, kto chciałby dobrze wyglądać na scenie. Ja nie zastanawiam się nad tym, nie po to zajmuję się muzyką. Grając chowam się przed ludźmi, choć ciałem jestem w danym miejscu. W tym momencie znajduję się jednak w swoim muzykalnym świecie.

Percival_5
resize icon

Martyna Kaleta: Czujecie, że jesteście spełnieni artystycznie?

Mikołaj Rybacki: Jeżeli definiujesz spełnienie jako nagranie wszystkiego, to absolutnie nie. My mamy plany na 5, 10 lat do przodu. Jest mnóstwo rzeczy, których jeszcze nie nagraliśmy, a mamy zaplanowane to na przyszłość. Od początku jesteśmy całkowicie świadomi, że nigdy nie uda nam się w tym kontekście spełnić, ale z drugiej strony sama możliwość nagrywania umożliwia nam spełnianie się. Daje nam ono ogromną satysfakcję. Mogą nam to zaburzyć jedynie codzienne problemy.

Katarzyna Bromirska: Ale kiedy patrzymy na to, co robimy obecnie, to jest właśnie tak, jak wyobrażaliśmy sobie przyszłość, kiedy myśleliśmy o niej 20 lat temu. Doszliśmy do tego momentu. Mamy swoje studio, swoje miejsce pracy, jeździmy po całym świecie, gramy koncerty, mamy swoich fanów, wydajemy płyty. Jest wspaniale, cieszymy się z tego.

Mikołaj Rybacki: A do nagrania mamy całe mnóstwo. Właściwie to, co zrobiliśmy, jest dopiero początkiem, który ledwie skubnęliśmy.

Katarzyna Bromirska: Cały czas mamy poczucie, że jeszcze jest tyle rzeczy do zagrania, tyle do opowiedzenia, eksperymentowania.

Mikołaj Rybacki: Mało tego - tyle rzeczy do nauczenia się. Ja mam poczucie, że dopiero osiągnęliśmy pozycję startową. Teraz mniej więcej dopiero wiem, co ja właściwie robię na tych instrumentach i dopiero teraz mogę świadomie tworzyć.

Percival WHL
resize icon

Martyna Kaleta: Akcentując zakończenie, do jakiego żywiołu porównałoby się każde z Was?

Mikołaj Rybacki: Ja ogień. Jestem tak chaotyczny w środku czasami.

Katarzyna Bromirska: Ja bym powiedziała woda, albo powietrze. Choć powietrze wydaje mi być takim wolnym duchem. Ja nie jestem taka. Może ziemia w takim razie. Ciężko mi powiedzieć.

Mikołaj Rybacki: Trochę ziemi trochę wody.

Katarzyna Bromirska: Błoto (śmiech).

Mikołaj Rybacki: Kasia błoto, ja palnik gazowy (śmiech).

Źródło: Opracowanie własne
Martyna Kaleta Strona autora
Dołączyła do zespołu chcąc przeprowadzać wywiady z osobami ze świata gier, środowiska filmowego, muzycznego a także autorskiego, w którym wyobraźnię pobudzają historie. Jednocześnie, by móc odkrywać ludzi i aktorskie wcielenia od wewnątrz. Zagłębiać się w intrygujące światy, osobowości bohaterów. W redakcji PPE.pl zajmuje się wywiadami. 
cropper