Mój przyjaciel robot. Ten sympatyczny familijny film science fiction właśnie skończył 40 lat
Dziś mija dokładnie czterdzieści lat od premiery „Krótkiego spięcia” Johna Badhama – familijnej komedii science fiction, w której - dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności - wojskowy robot zyskuje samoświadomość. Obraz okazał się nie tylko kasowym sukcesem, dającym początek krótkiej filmowej serii, ale także praprzodkiem słynnego pixarowskiego "WALL-E".
Z perspektywy czasu film Johna Badhama z 1986 roku prezentuje się jako wręcz idealne połączenie chwytającej za serce historii z rosnącą w owym czasie fascynacją robotyką. Z początku jednak scenariusz „Krótkiego spięcia” wydawał się kolejnym tekstem opowiadającym, typową dla tamtych czasów, historię walki ludzi z groźnym wytworem technologii. Tym razem wojennym robotem, który po awarii wymyka się spod kontroli. Twórca maszyny, Newton Crosby, miał być ekscentrykiem z ogromnymi problemami w kontaktach międzyludzkich, znacznie lepiej komunikującym się poprzez swoją pracę. W toku dalszych prac nad skryptem S.S. Wilsona i Breta Maddocka – którzy niedługo później zasłyną za sprawą horroru „Tremors” – wygładzono kolejne elementy; aż w końcu film z technologicznego thrillera przemienił się w familijną fantastyczną komedię.
Choć scenariusz od początku zakładał wykorzystanie skomplikowanej animacji poklatkowej w scenach z robotem, reżyser John Badham postawił na praktyczne efekty specjalne. Nieocenioną pomocą okazał się tu Steven Spielberg, choć nie ze względu na to, że rozwijane widowisko później wielokrotnie porównywano do jego „E.T.”. Znający plany reżysera Spielberg opowiedział bowiem Badhamowi o krótkim filmie „Let’s Go” Douglasa Trumbulla, który prezentował niezwykłego robota nazwanego PAL. Jego twórcą był Eric Allard, z którym ekipa „Krótkiego spięcia” szybko się spotkała, by omówić szczegóły ewentualnej współpracy. Pomysły Amerykanina wykorzystał następnie zatrudniony na planie Syd Mead – konstruktor filmowego Numeru 5, który okazał się najdroższą maszyną zrealizowaną na potrzeby tego filmu.
Konstrukcja wszystkich pochłonęła aż 1,5 miliona dolarów z budżetu wynoszącego 15 milionów. Ruchami filmowego Numeru 5 zajmowali się lalkarze, którzy korzystali z kombinezonu telemetrycznego umieszczonego na górnej części tułowia. Poszczególne stawy w kombinezonie miały oddzielne czujniki, co pozwalało na bezpośrednie przenoszenie ruchów ramion i dłoni animatora do maszyny. Odpowiedzialny za poruszanie robota Tim Blaney udzielił mu także głosu podczas realizacji poszczególnych ujęć. Początkowo planowano zatrudnić do dubbingu Robina Williamsa, ale ostatecznie stwierdzono, że głos Blaneya idealnie pasuje do roli – postanowiono więc zostawić go w oryginalnej wersji filmu. O trudnościach w koordynowaniu robota świadczy choćby wyjątkowo skomplikowana scena tańca Numeru 5 do słynnej sekwencji Johna Travolty z „Gorączki sobotniej nocy”, wyreżyserowanej zresztą przez samego Badhama. Reżyser zdecydował się na jej zainscenizowanie po rozmowie z jednym z producentów, bez wcześniejszej konsultacji z ekipą zajmującą się ruchami maszyny.
Mając już obsadzoną główną rolę, można było zająć się kompletowaniem ról pozostałych bohaterów – sprzymierzeńców lub antagonistów Johnny’ego 5. Newtona Crosby’ego zagrał Steve Guttenberg. Wówczas niezwykle popularny aktor komediowy, znany przede wszystkim z kreacji w „Akademii Policyjnej”. Kojarzony z sympatycznymi bohaterami, idealnie pasował do wygładzonej, familijnej produkcji. Z kolei w Stephanie Speck wcieliła się ostatecznie Ally Sheedy, znana wówczas głównie z „Klubu winowajców” Johna Hughesa, która współpracowała z Badhamem już na planie „Gier wojennych”. O ile jednak Guttenberg, dzięki „Krótkiemu spięciu”, zyskał jeszcze większą rozpoznawalność, o tyle Sheedy w późniejszych latach miała pecha do kiepskich ról, co przyniosło jej aż trzy nominacje do niesławnych Złotych Malin.
Jeszcze większe kontrowersje i oskarżenia o whitewashing wywołało rzecz jasna obsadzenie Fishera Stevensa, który miał jednak po prostu ogromnego pecha. Początkowo miał zagrać zwykłego Amerykanina, ale szybko stwierdzono, że brak dystynktywnej cechy jego postaci może się okazać wielkim problemem w obrazie pomyślanym od początku jako komedia. Za sprawą seansu „Gliniarza z Beverly Hills” - głównie epizodu Bronsona Pinchota – Badham postanowił zatrudnić właśnie tego aktora, nadając jego postaci oryginalny charakter i ciekawą dynamikę w duecie z Newtonem Crosbym.
Gdy jednak Pinchot zrezygnował z roli, wybierając pracę nad sitcomem „Perfect Strangers”, Stevensa zatrudniono ponownie – tym razem jako asystenta Crosby’ego o indyjskim pochodzeniu, Bena Jabituyę. By przygotować się do niej, Stevens wyjechał do Indii na pięć tygodni. Z powierzonego mu zadania wywiązał się na tyle dobrze, że część widowni rozpoznała w nim indyjskiego artystę Jaaveda Jaaferiego, a sam zainteresowany wkrótce zdementował te plotki w mediach. W późniejszej przyjacielskiej rozmowie z komikiem Azizem Ansarim Stevens przyznał, że dziś z pewnością nie przyjąłby tej roli. Sam Badham wyznał zresztą, że gdyby od początku pomyślał tę postać jako Hindusa, dołożyłby wszelkich starań, by zatrudnić aktora o hinduskich korzeniach.
Zarówno kontrowersje wokół wspomnianej postaci, jak i raczej chłodne przyjęcie krytyków nie przeszkodziły „Krótkiemu spięciu” w osiągnięciu sporego sukcesu w box office, bo tak niewątpliwie należy nazwać ponad 40 milionów wpływów z biletów kinowych oraz ogromną popularność na rynku VHS. Obraz Badhama dał początek nie tylko krótkiej filmowej serii, która w ostatnich latach miała się doczekać trzeciej części, ale również stał się podstawą chwalonej gry komputerowej, przygotowanej na Commodore 64, ZX Spectrum i Amstrad CPC. Do dziś pozostaje żywy w pamięci osób urodzonych w ostatnich dekadach XX. wieku, choć - o dziwo - obecnie nie da się go obejrzeć na żadnym dostępnym w Polsce serwisie streamingowym.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych