Warhammer 40,000 Space Marine 2 wyciska ostatnie soki z PS5. Tutaj potrzeba PS6

Warhammer 40,000 Space Marine 2 wyciska ostatnie soki z PS5. Tutaj potrzeba PS6

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00

Kiedy ryk silnika miecza łańcuchowego zagłusza wrzaski tysięcy Tyranidów, a ekran zalewa fala szkarłatu, trudno nie poczuć prymitywnej satysfakcji. Warhammer 40,000: Space Marine 2 to produkcja, która nie bierze jeńców - ani w sferze fabularnej, ani tym bardziej technicznej. Gra studia Saber Interactive stała się swoistym testem wytrzymałości dla konsol obecnej generacji, w tym PS5 od Sony, wyciskając z niej absolutnie ostatnie poty i pokazując, gdzie leży granica możliwości obecnej generacji.

Trzeba to przyznać otwarcie: to jedna z najlepszych gier akcji ostatnich lat, oferująca kompletne doświadczenie zarówno w trybie single-player, jak i multiplayer. Kampania fabularna to epicka odyseja porucznika Tytusa, który powraca, by w imieniu Imperatora oczyścić galaktykę z biotycznej plagi. Z kolei tryby sieciowe - od kooperacyjnych Operacji po starcia PvP - sprawiają, że zabawa nie kończy się po napisach końcowych, oferując dziesiątki godzin solidnej, brutalnej młócki.

Dalsza część tekstu pod wideo

Sama historia, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się prosta jak budowa boltera, jest zaskakująco angażująca. Nie jest to skomplikowany traktat filozoficzny, ale bardzo solidna, gatunkowa opowieść o lojalności, zdradzie i przetrwaniu w obliczu absolutnej zagłady. Fabuła jest idealnie skrojona pod „rozwałkę” - motywuje nas do parcia naprzód i sprawia, że każda kolejna fala wrogów ma swoje uzasadnienie w szerszym konflikcie.

Najlepszą wiadomością dla abonentów jest fakt, że obecnie Space Marine 2 jest dostępny w usłudze PS Plus Extra. To idealny moment, by nadrobić ten tytuł i poznać losy Ultramarines bez ponoszenia pełnych kosztów zakupu. W dobie gier za 300 złotych, obecność tak mocnego tytułu w subskrypcji to prawdziwa gratka, zwłaszcza że dostajemy produkt, który mimo swej prostoty, wynagradza każdą minutę spędzoną przed telewizorem niesamowitą satysfakcją z walki.

Krwawa łaźnia pod znakiem miecza i ognia

Space Marine
resize icon

Mechanika starć to serce tej gry i jest ona po prostu fenomenalna. Walka jest niesamowicie krwista - krew tryska na pancerze, ściany i ziemię, tworząc makabryczne pejzaże bitewne. Kiedy nasz Marine wbija miecz łańcuchowy w korpus wroga, czujemy każdą sekundę tej animacji. Setki przeciwników wpadają pod nasze ostrze, a my, niczym bóg wojny w futurystycznym wydaniu, dosłownie szatkujemy ich na kawałki, czując potęgę każdej egzekucji.

To, co wyróżnia tę produkcję, to sposób zachowania wrogów. Dzięki autorskiemu silnikowi „Swarm Engine”, Tyranidzi nie są tylko bezmyślnymi teksturami. Wspinają się po sobie, tworzą żywe mosty, otaczają nas i reagują na każdy nasz ruch z przerażającą precyzją. Ta dokładność hordy sprawia, że bitwy wyglądają jak żywcem wyjęte z wysokobudżetowego filmu, ale to właśnie ten realizm tłumu staje się gwoździem do trumny dla wydajności konsoli.

Standardowe PS5 w trybie wydajności po prostu ledwo zipie. Choć gra celuje w 60 klatek na sekundę, rzeczywistość bywa brutalna dla sprzętu. Podczas największych starć, gdy na ekranie znajdują się setki jednostek, a system fizyki musi obliczać trajektorię każdego pocisku i rozprysk krwi, płynność leci na łeb, na szyję. Testy wydajnościowe pokazują, że spadki z bezpiecznych 60 na niskie wartości rzędu 35-40 klatek są chlebem powszednim.

Mimo tych technicznych turbulencji, w Space Marine 2 wciąż da się grać i czerpać z tego ogromną przyjemność. Spadki płynności są odczuwalne, ale „mięsistość” rozgrywki i tempo akcji sprawiają, że często o nich zapominamy w ferworze walki. To jedna z tych produkcji, gdzie chaos na ekranie jest tak duży, że lekka utrata klatek staje się niemal integralną częścią filmowego doświadczenia oblężonej planety.

Dlaczego potrzebujemy PlayStation 6?

PS6 Canis / Sony
resize icon

Z perspektywy gracza, przygoda z Tytusem to świetna odskocznia od współczesnych tytułów przeładowanych zagadkami środowiskowymi, elementami RPG na siłę czy nudnymi dialogami. Tutaj cel jest jasny: masz broń, masz pancerz i masz zabić wszystko, co nie jest człowiekiem. To czysta, destylatowa rozrywka, której w dzisiejszym przemyśle growym często brakuje, a która pozwala po prostu „wyłączyć mózg” i cieszyć się spektaklem.

Jednak z drugiej strony, Space Marine 2 jest bolesnym dowodem na to, że projektowanie walk z setkami inteligentnych wrogów to coś, do czego PS5 jest już po prostu za słabe. Konsola Sony, choć potężna, osiągnęła swój sufit możliwości przy przetwarzaniu tak ogromnej liczby niezależnych obiektów z zachowaniem stabilnego klatkażu. Ograniczenia procesora stają się tu barierą, której nie przeskoczy nawet najlepsza optymalizacja.

To jasny sygnał dla Sony i deweloperów: branża jest gotowa na nową jakość akcji. Tego typu „akcyjniaki”, które stawiają na skalę bitew godną kinowych superprodukcji, powinny być standardem, ale w pełnej płynności doczekamy się ich zapewne dopiero na PlayStation 6. Potrzebujemy mocy obliczeniowej, która pozwoli silnikom takim jak Swarm Engine rozwinąć skrzydła bez kompromisów w rozdzielczości czy liczbie klatek na sekundę.

Podsumowując, Warhammer 40,000: Space Marine 2 to gra wybitna w swoim gatunku, która daje mnóstwo frajdy, mimo że zmusza nasze konsole do heroicznego wysiłku. Prosta, ale angażująca fabuła, dostępność w PS Plus Extra i niespotykana brutalność sprawiają, że to pozycja obowiązkowa. Jednocześnie gra stanowi ważny komentarz techniczny - PS5 dało nam przedsmak wielkich bitew, ale to następna generacja pozwoli nam w nich w pełni „płynnie” uczestniczyć.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Warhammer 40,000: Space Marine 2.

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper