Koniec prywatności przed ekranem. Sony, Microsoft i platformy streamingowe wiedzą o nas więcej niż my sami

Koniec prywatności przed ekranem. Sony, Microsoft i platformy streamingowe wiedzą o nas więcej niż my sami

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 10:00

George Orwell w swoim słynnym „Roku 1984” wyobrażał sobie brutalną dyktaturę, w której Wielki Brat śledzi każdy nasz ruch za pomocą przymusowo instalowanych teleekranów. Pisarz pomylił się jednak w jednym, kluczowym aspekcie. 

Nie przewidział, że za te teleekrany zapłacimy sami krocie w elektromarketach, postawimy je dumnie w salonach, a na koniec jeszcze opłacimy gamingowe abonamenty i subskrypcje VOD za możliwość bycia podglądanym. Przez lata branża gier wideo oraz giganci streamingu tacy jak Netflix, HBO Max czy Amazon Prime Video sprzedawali nam iluzję intymnej ucieczki od rzeczywistości. Przekonywano nas, że wieczór z padem lub serialem to nasza prywatna strefa komfortu. Dziś ta maska ostatecznie opadła. Technologiczni giganci stojący za naszą cyfrową rozrywką wiedzą o nas wszystko. Co gorsza, przestali to przed nami ukrywać, bezczelnie wpisując totalną inwigilację w zawiłe regulaminy, których żaden użytkownik nigdy nie czyta.

Dalsza część tekstu pod wideo

PS Plus vs. Xbox Game Pass
resize icon

Telemetria i przewijanie, czyli koniec prywatnego seansu

Pamiętacie czasy, gdy kupowało się kartridż, płytę z grą albo wypożyczało film na DVD i po prostu cieszyło się rozrywką offline? Bez konieczności zakładania kont i permanentnego połączenia z serwerami. Dzisiaj nawet gry dla pojedynczego gracza wymuszają bycie online, a platformy streamingowe w całości opierają się na chmurze. Po co? Odpowiedzią jest telemetria. Giganci tacy jak Sony, EA, ale też Netflix czy Amazon, otwarcie przyznają, że zasysają z naszych urządzeń gigabajty danych.

W grach śledzą, w które rejony wirtualnej mapy zaglądasz i jak szybko naciskasz przyciski. Na platformach VOD analizują, w której minucie pauzujesz odcinek, jakie sceny przewijasz, a przy jakich podgłaśniasz dźwięk. Wiedzą, po jakim czasie porzucasz serial i co sprawia, że o 2:00 w nocy klikasz „następny odcinek”. Wydawcy tłumaczą, że robią to „dla naszego dobra”, aby optymalizować usługi. Prawda jest jednak znacznie bardziej mroczna. Nasze cyfrowe nawyki to darmowy surowiec. Kiedy po ciężkim dniu pracy chcemy odpalić grę albo obejrzeć „The Boys" na Prime Video, bez wahania przeklikujemy stustronicowe zgody. Big Tech nie musi wykradać naszych tajemnic, ponieważ sami oddajemy im klucze, wciskając „X" na padzie lub „Play" na pilocie.

PlayStation Midnight Black
resize icon

Pady, gogle i Smart TV, czyli szpiedzy w salonie

Inwigilacja dawno już wyszła poza sam kod gry czy interfejs aplikacji Netflixa. Nasz domowy sprzęt do rozrywki zamienił się w złotą klatkę, naszpikowaną sensorami. Spójrzmy na nowoczesne Smart TV, na których odpalasz wieczorem HBO Max. Większość z nich ma wbudowane mikrofony w pilotach, które nasłuchują komend głosowych, analizując przy okazji cały nasz salon. W świecie wirtualnej rzeczywistości jest jeszcze gorzej.

Nowoczesne gogle VR nie tylko mapują dokładny układ naszych mieszkań, ale śledzą ruch gałek ocznych i rozszerzanie się źrenic w reakcji na bodźce. Pady od najnowszych konsol, takie jak DualSense do PlayStation 5, mają domyślnie wbudowane i włączone mikrofony. Z kolei gracze pecetowi masowo instalują oprogramowanie anti-cheat działające na poziomie jądra systemu, dając korporacjom absolutny dostęp do każdego pliku na dysku. Zgodziliśmy się na to, aby urządzenia w naszym salonie nieustannie nas monitorowały, w zamian za ostrzejszy obraz, szybsze ładowanie serialu i brak oszustów w meczach sieciowych.

 Netflix, Disney+, Prime Video, SkyShowtime, HBO Max i Apple TV w kwietniu. Jakie filmy i seriale zobaczymy?
resize icon

Algorytm, który manipuluje twoimi emocjami

Najbardziej zatrważające nie jest to, ile danych o nas zebrano, ale do czego nowoczesna inwigilacja potrafi je wykorzystać. Skończyło się proste dobieranie graczy czy polecanie losowych filmów. Dzisiaj rynkiem rządzą patentowane systemy analizujące naszą psychikę w czasie rzeczywistym. W grach wieloosobowych algorytmy dobierania graczy wiedzą, że jesteś sfrustrowany porażkami, więc wrzucą cię do łatwiejszego meczu, aby wyzwolić dopaminę i zatrzymać przed ekranem. W świecie streamingu działa to równie agresywnie.

Netflix posuwa się do generowania spersonalizowanych miniatur filmów i seriali, bazując na twoim profilu psychologicznym. I jeśli ich algorytm uzna, że lubisz romanse, pokaże ci na plakacie filmu akcji poboczny wątek miłosny, byle tylko zmusić cię do kliknięcia. Algorytmy doskonale wiedzą, w jakich momentach jesteśmy najbardziej podatni na manipulację. Przestaliśmy być widzami i graczami zanurzonymi w wirtualnych światach. Staliśmy się w pełni przewidywalnymi mechanizmami, których emocjonalne przyciski są bezlitośnie wykorzystywane przez sztuczną inteligencję.

Netflix logo
resize icon

Zostaliśmy zmonetyzowani i rozebrani do naga

Podsumowując, żyjemy w czasach, w których stare porzekadło „jeśli nie płacisz za produkt, sam jesteś produktem” okazało się dla branży rozrywkowej zbyt mało zyskowne. Dzisiaj płacimy za najdroższe telewizory i konsole, kupujemy gry za astronomiczne 350 złotych, opłacamy co miesiąc po kilka subskrypcji VOD, a i tak na samym końcu pozostajemy towarem, z którego bezlitośnie wysysa się dane. Technologiczni giganci obdarli nas z prywatności i nie widzą już potrzeby, aby ukrywać się za fasadą troski o nasze wrażenia z seansu czy rozgrywki.

Wiedzą, że jesteśmy od ich ekosystemów całkowicie uzależnieni, bo bez ich serwerów nasze cyfrowe biblioteki gier i seriali po prostu wyparują. Walka o anonimowość przed ekranem została przegrana walkowerem w starciu z wygodą. Pozostaje nam jednak coś równie ważnego i jest to świadomość. Musimy przestać być naiwnymi konsumentami, którzy wierzą, że gigantyczne korporacje zależy na naszej dobrej zabawie. Skoro Big Tech nie ukrywa już, że śledzi nasz każdy ruch padem i pilotem, my również nie udawajmy, że to tylko niewinna rozrywka. Tylko rozumiejąc zasady tej brutalnej gry, możemy dawkować sobie cyfrowe emocje i pamiętać, że po drugiej stronie światłowodu nie ma magii kina ani pasji gamingu, a tylko doskonale zaprogramowany biznes.

Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper