Ponad TYSIĄC odcinków i dalej ekscytuje? Tylko jedna seria to potrafi...
Normalnie taka liczba powinna działać jak ostrzeżenie. Ponad tysiąc odcinków brzmi przecież bardziej jak wyrok niż zachęta - jak coś, przy czym nawet najwierniejsi fani powinni w pewnym momencie opaść z sił. A jednak istnieje seria, która robi z tego atut. Zamiast zmęczenia daje poczucie skali - takie wrażenie, że uczestniczy się w czymś naprawdę wielkim.
Najdziwniejsze jest to, że to wcale nie działa wyłącznie sentymentem. Tu wciąż potrafi wrócić to charakterystyczne napięcie przed kolejnym odcinkiem, to myślenie o następnej wyspie, następnym starciu, następnym wielkim momencie, który znowu przypomni, dlaczego człowiek tak długo się tego trzyma. Przy takiej długości to właściwie nie powinno już być możliwe. A jednak jedna seria wciąż robi to z zadziwiającą łatwością.
One Piece…
To dziś pełnoprawny kolos popkultury, który od lat idzie naprzód z uporem godnym samego Luffy’ego. Seria wystartowała jeszcze pod koniec lat 90. i do dziś nie powiedziała ostatniego słowa, co samo w sobie brzmi jak coś niemal absurdalnego. W normalnych warunkach tak długa historia dawno zamieniłaby się w tło, w coś oglądanego bardziej z przyzwyczajenia niż z realnych emocji. A tutaj wciąż mówimy o produkcji, która potrafi rozpalać dyskusje, wywoływać hype i regularnie dostarczać momenty, o których mówi cały fandom.
Na poziomie samej konstrukcji to przecież bardzo prosta opowieść o przygodzie, marzeniach i drodze ku czemuś większemu. Luffy zbiera załogę, płynie dalej, trafia na nowe wyspy, poznaje kolejnych sojuszników i przeciwników, a świat z każdym kolejnym etapem robi się coraz szerszy. Tyle że ta prostota jest tylko pozorna, bo pod spodem siedzi gigantyczna układanka - polityka świata, dawne tajemnice, wielkie konflikty i masa postaci, które nie istnieją wyłącznie po to, żeby odbębnić swoją scenę i zniknąć.
Najbardziej imponujące jest chyba to, że anime wciąż ma poczucie ruchu. Jasne, po drodze bywało różnie, tempo czasem siadało, nie każdy fragment był równie mocny, ale nawet wtedy trudno było odnieść wrażenie, że ta historia naprawdę stanęła w miejscu. Cały czas jest w niej obietnica czegoś większego - kolejnego odkrycia, kolejnej konfrontacji, kolejnego momentu, który nagle przypomina, jak ogromną drogę przeszli bohaterowie i jak wiele jeszcze przed nimi.
Czemu to działa?
Przede wszystkim dlatego, że One Piece od samego początku świetnie rozumie, czym ma być. To nie jest historia, która wstydzi się własnej “przygodowości” ani nie próbuje na siłę udawać czegoś chłodniejszego, bardziej cynicznego czy „poważniejszego”. Ona bierze emocje na klatę - śmiech, wzruszenie, przesadę, absurd i heroizm - a potem miesza to wszystko w sposób, który w dziwny sposób po prostu trafia.
Druga sprawa to bohaterowie. Bez nich ta seria dawno by się rozsypała pod ciężarem własnej długości. Tymczasem załoga Słomkowych to jedna z tych grup, do których naprawdę chce się wracać. Każdy ma swój charakter, swoje marzenie, swoją energię i co najważniejsze - każdy naprawdę czuje się potrzebny. Dzięki temu nawet po setkach odcinków nie ma wrażenia, że ogląda się tylko wielką machinę fabularną. Ogląda się ludzi, z którymi zwyczajnie chce się dalej płynąć.
Działa też sam świat, bo ma skalę, jakiej mnóstwo dłuższych serii może tylko pozazdrościć. W One Piece kolejne wyspy nie są tylko nowymi planszami do odwiedzenia. One mają własny klimat, własne problemy, własną historię i poczucie, że istnieją także poza kadrem. Dzięki temu każda nowa saga daje realne wrażenie wejścia do czegoś świeżego, a nie tylko przestawienia dekoracji w tej samej opowieści. To sprawia, że ponad tysiąc odcinków nie brzmi jak pusty rekord, tylko jak przestrzeń faktycznie czymś wypełniona.
No i wreszcie jest jeszcze ta najważniejsza rzecz - One Piece wciąż potrafi nagradzać cierpliwość. Wątki rzucone dawno temu wracają, tajemnice dojrzewają latami, a wielkie momenty naprawdę czują się na ekranie jak coś wypracowanego, a nie wrzuconego dla szybkiego efektu. To sprawia, że nawet po tak długim czasie człowiek nadal ma w sobie to bardzo przyjemne poczucie, że ogląda historię, która dokądś zmierza. I chyba właśnie dlatego ta seria nadal ekscytuje - bo mimo całego swojego rozmachu wciąż nie straciła serca.
Oglądajcie!
W tym tkwi największa siła One Piece - że przy tak absurdalnej skali wciąż nie sprawia wrażenia serii, która leci tylko siłą rozpędu. Jasne, można wskazać słabsze fragmenty, można narzekać na tempo w niektórych momentach, ale pod tym wszystkim nadal działa coś znacznie ważniejszego. Działa ciekawość, działa przywiązanie do bohaterów i działa to bardzo przyjemne poczucie, że ta przygoda wciąż ma przed sobą coś naprawdę wielkiego.
Bo kiedy seria po ponad tysiącu odcinków nadal potrafi wywołać ekscytację przed kolejnym rozdziałem, to znaczy, że nie mówimy już o zwykłej popularności. Mówimy o czymś znacznie trudniejszym do osiągnięcia - o długowieczności, która nie zabija emocji. I właśnie dlatego tak mało tytułów może wejść na ten poziom. A jeszcze mniej potrafi się na nim utrzymać.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych