Dramy klikają się lepiej niż gry. Słów kilka o patologii FOMO

Dramy klikają się lepiej niż gry. Słów kilka o patologii FOMO

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 10:00

​Kiedyś, logując się na serwery lub wchodząc na fora internetowe, rozmawialiśmy o ukrytych poziomach, trudnych bossach i niesamowitych zwrotach akcji. Dziś głównym tematem dyskusji na Discordzie rzadko jest rewolucyjna mechanika nowej gry. Zamiast tego pochłaniają nas internetowe telenowele, jak np. kto kogo obraził, kto został zbanowany i kto nagrał wideo demaskujące dawnego przyjaciela.

Mamy dostęp do najbardziej zaawansowanych technologicznie i najpiękniejszych gier w historii ludzkości, a mimo to wolimy patrzeć, jak ludzie kłócą się w internecie. Dlaczego dramy klikają się dziś o niebo lepiej niż same gry? Odpowiedź kryje się w bezlitosnej matematyce algorytmów oraz w naszym własnym, paraliżującym strachu przed wypadnięciem z obiegu - zjawisku, które psychologia ochrzciła mianem FOMO.

Dalsza część tekstu pod wideo

Life of Strange
resize icon

Prawda, która sprawia ból

Zacznijmy od brutalnej prawdy o dzisiejszym internecie. Ekonomia uwagi nie promuje już jakości, lecz skrajne emocje. Przez lata krajobraz mediów gamingowych - na YouTube, Twitchu czy TikToku - przeszedł potężną transformację. Czysty „gaming”, czyli po prostu granie w gry i czerpanie z tego radości, zaczął ustępować miejsca kategoriom takim jak „Just Chatting” (po prostu rozmawiam) oraz kanałom typu „commentary”, których głównym paliwem są konflikty. Dlaczego tak się dzieje? Algorytmy platform społecznościowych są ślepe na moralność, bo ich jedynym celem jest zatrzymanie użytkownika przed ekranem jak najdłużej. A nic tak nie przykuwa naszej uwagi jak oburzenie, skandal i podglądactwo.

Kiedy na rynku pojawia się świetna gra, wideo z jej recenzją może zdobyć umiarkowaną popularność, opierając się na merytorycznej analizie. Kiedy jednak znany twórca publikuje miniaturkę z zapłakaną twarzą i wielkim napisem „MOJA ODPOWIEDŹ”, licznik wyświetleń eksploduje w miliony. Konflikt jest prymitywny, zrozumiały dla każdego i nie wymaga od widza znajomości skomplikowanych mechanik gry. Odwołuje się do naszych najstarszych instynktów plemiennych - chęci wskazania wroga i kibicowania „naszym”. Twórcy internetowi szybko zorientowali się, że nie opłaca im się spędzać stu godzin na masterowaniu nowej produkcji, skoro mogą włączyć kamerę na godzinę, skomentować potknięcie innego streamera i zarobić na tym trzykrotnie więcej. Drama stała się najtańszym i najbardziej kalorycznym fast-foodem dzisiejszego internetu.

Helldivers 2
resize icon

Szukając winnego

Problem jednak nie leży tylko po stronie twórców i algorytmów, ale w nas samych - odbiorcach, którzy zostali zainfekowani wirusem FOMO (Fear Of Missing Out), czyli lękiem przed pominięciem. W kontekście internetowych dram, FOMO przybiera postać prawdziwej patologii. Nie śledzimy kolejnych afer dlatego, że wnoszą one jakąkolwiek wartość do naszego życia. Śledzimy je, ponieważ stanowią one dzisiejszą walutę społeczną. Jeśli rano odpalasz TikToka lub platformę X (dawniej Twitter) i widzisz hashtag z pseudonimem streamera, czujesz irracjonalny niepokój. „Co się stało? Muszę wiedzieć, bo inaczej nie zrozumiem memów. Nie będę miał o czym pisać ze znajomymi”.

Brak wiedzy o najnowszej inbie oznacza społeczne wykluczenie z internetowej bańki. FOMO zmusza nas do oglądania 40-minutowych filmów o ludziach, których często nawet nie lubimy, tylko po to, by być „na bieżąco”. To błędne koło, które wyczerpuje nas psychicznie. Stajemy się biernymi konsumentami negatywnych emocji, wciąganymi w toksyczne narracje, z których po kilku dniach i tak nic nie wynika, bo uwaga tłumu błyskawicznie przenosi się na kolejny skandal. FOMO sprawia, że tracimy kontrolę nad własnym wolnym czasem, oddając go w ręce ludzi, którzy zarabiają na naszym niepokoju. Zamiast relaksować się po ciężkim dniu z padem w dłoni, scrollujemy z napięciem i oczekiwaniem na kolejne oświadczenia i sprostowania.

Call of Duty Black Ops 7
resize icon

Skupmy się na tym co ważne

Największą ofiarą tej patologicznej zmiany priorytetów jest sama branża gier wideo i zrzeszona wokół niej społeczność. Twórcy gier - programiści, graficy, scenarzyści - poświęcają pięć, a czasem osiem lat życia i setki milionów dolarów na stworzenie wirtualnego arcydzieła. Budują niesamowite światy, piszą angażujące historie i komponują piękną muzykę. A jednak, w tygodniu premiery ich dzieła, najważniejszym newsem w „gamingowym” internecie potrafi być to, że dwóch influencerów pokłóciło się o wpływy z reklam. Gry stały się jedynie tłem, pretekstem do budowania osobistych marek i generowania kontrowersji.

Ta sytuacja rodzi frustrację u osób, które chcą po prostu dzielić się swoją pasją do wirtualnej rozrywki. Ponadto, ciągłe karmienie się dramami sprawia, że społeczność graczy staje się coraz bardziej cyniczna, agresywna i podzielona. Przestajemy oceniać gry przez pryzmat radości, jaką dają, a zaczynamy doszukiwać się w nich powodów do kolejnych konfliktów, bojkotów i krucjat. Wirtualne światy, które z założenia miały być ucieczką od problemów codzienności, zostały zainfekowane najgorszymi cechami mediów plotkarskich. Zgubiliśmy gdzieś po drodze to, co najważniejsze - czystą frajdę z samej rozgrywki.

FOMO
resize icon

I tak na koniec

Popularność dram w świecie gier nie jest przypadkiem - to precyzyjnie zaprojektowany mechanizm biznesowy, który żeruje na naszych najniższych instynktach i potęguje lęk przed byciem pominiętym. FOMO stało się cichą chorobą dzisiejszych społeczności internetowych, kradnąc nasz czas, energię i radość z naszego hobby. Warto jednak pamiętać, że pilot do tej rzeczywistości wciąż trzymamy w swoich rękach.

Być może najwyższy czas świadomie wypisać się z tego wyścigu po plotki. Odtrutką na FOMO jest JOMO (Joy Of Missing Out) - radość z tego, że coś nas omija. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli nie obejrzysz kolejnego filmu demaskującego jakiegoś streamera i nie zrozumiesz najnowszego mema. Zamiast tracić czas na cudze kłótnie, wyłącz powiadomienia, wycisz toksyczne słowa kluczowe i po prostu odpal ulubioną grę. Czasem największym aktem buntu w dzisiejszym internecie jest wylogowanie się z dramy i powrót do tego, co naprawdę sprawia nam przyjemność.

Źródło: Opracowanie własne
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper