Wielkanoc? Porozmawiajmy o Waszych ulubionych easter eggach!
W popkulturze mało jest rzeczy równie wdzięcznych jak dobrze ukryty smaczek. Taki, który nie wpływa na główną historię, nie jest obowiązkowy, a mimo to potrafi wywołać duży uśmiech na twarzy. Bywa, ze to drobny żart rzucony w tle, a kiedy indziej sprytne nawiązanie do innej gry, filmu lub wcześniejszej części. Umówmy się, Drodzy Czytelnicy, easter eggi od lat mają w sobie coś wyjątkowo przyjemnego.
A skoro mamy Wielkanoc, trudno o lepszy moment, żeby pogadać właśnie o nich. O tych małych odkryciach, które zostają z nami na długo. Bo każdy ma chyba ulubiony easter egg, który od razu docenił i który błyskawicznie wywołał uśmiech na twarzy. Zacznijmy jednak od początku - czym właściwie owe są!
Pisanki?
Easter eggi w grach to - najprościej ujmując - ukryte smaczki, żarty, odniesienia albo sekrety, których odkrycie nie jest konieczne do ukończenia gry, ale potrafi dać sporo satysfakcji. Jak wspomniałem wcześniej, czasem mają formę zabawnej scenki schowanej gdzieś na uboczu, czasem są nawiązaniem do innej marki, twórców albo starszej części serii. Zdarza się też, że przybierają postać całych ukrytych pomieszczeń, nietypowych dialogów czy przedmiotów, które istnieją tylko po to, by gracz poczuł, że odkrył coś specjalnego.
Ich rola od dawna wykracza poza prosty żart. Easter eggi budują więź między twórcami a odbiorcą, bo pokazują, że w świecie gry jest miejsce na drobne mrugnięcie okiem, dodatkową warstwę znaczeń albo nagrodę za ciekawość. To właśnie dlatego tak dobrze pasują do medium interaktywnego - zachęcają do eksploracji, sprawdzania rzeczy „na wszelki wypadek” i szukania czegoś więcej niż tylko głównej ścieżki. Dobrze ukryty smaczek potrafi sprawić, że gra wydaje się bogatsza i bardziej „żywa”.
Dość ciekawą historię ma natomiast sama nazwa. Przyjęło się, że w kontekście gier zaczęto jej używać po ukrytej wiadomości w grze Adventure na Atari 2600 z końca lat 70., gdzie twórca umieścił sekretne pomieszczenie z własnym podpisem. Był to w pewnym sensie bunt przeciw czasom, w których autorzy gier często pozostawali anonimowi. Z biegiem lat easter eggi przestały być tylko ukrytymi podpisami czy psikusami i stały się stałym elementem projektowania - drobną tradycją, która do dziś daje graczom mnóstwo frajdy.
Moje ulubione przykłady
Dla mnie absolutnym królem takich zabaw jest seria Grand Theft Auto, bo mało która marka tak dobrze rozumie, że otwarty świat powinien czasem po prostu być dziwny. W tych grach zawsze było coś “więcej” - jakiś absurdalny billboard, podejrzany napis, rozmowa w radiu, miejsce, które niby nic nie znaczy, a jednak każe się zatrzymać na chwilę dłużej. Rockstar od dawna bawi się tym, że gracz nigdy nie ma pełnej pewności, czy właśnie trafił na głupi żart, satyrę, czy może na coś, co ktoś naprawdę ukrył z myślą o najbardziej dociekliwych.
I najlepsze jest to, że w GTA te smaczki nigdy nie wyglądają jak ozdoba doklejona na koniec produkcji. One są częścią charakteru tych światów. GTA IV potrafiło wrzucić makabryczny sekret do miejsca, które z pozoru wyglądało jak zwykła satyra USA, a GTA V rozkręciło to jeszcze mocniej, zamieniając część mapy w plac zabaw dla teorii, dziwnych odkryć i internetowych śledztw.
Bardzo lubię też to, jak robił to Dziki Gon, bo tam wszystko działa bardziej z uśmiechem i wyczuciem. CD Projekt RED nie próbował co chwilę szturchać gracza w bok łokciem i krzyczeć: „patrz, nawiązujemy do XYZ!”. Ekipa wrzucała do świata coś a’la małe mrugnięcia okiem - do baśni, popkultury, innych gier, czasem do własnej historii - ale robił to tak, że te rzeczy nie wybijały z klimatu.
No i jest jeszcze seria Batman: Arkham, bo tam ukryte smaczki bardzo często miały smak (hehe) czegoś większego niż zwykła ciekawostka. Rocksteady świetnie rozumiało, że fan Batmana nie szuka tylko sekretnego pokoju czy zabawnego plakatu, ale też tropów, zapowiedzi i poczucia, że to uniwersum żyje szerzej niż pokazuje główna fabuła. Właśnie dlatego tyle osób do dziś pamięta te wszystkie poukrywane nawiązania do kolejnych złoczyńców, przyszłych wydarzeń i elementów świata DC.
A jak u Was?
Dlatego easter eggi wciąż mają w sobie tyle uroku. Nie są najważniejszą częścią gry, nie decydują o jej jakości wprost, a mimo to bardzo często zostają w pamięci na dłużej niż niejeden główny quest czy obowiązkowa cutscenka. To takie małe dowody na to, że twórcy chcieli zostawić w swoim świecie coś więcej - drobny ślad, żart albo sekret dla tych, którzy lubią zajrzeć trochę głębiej.
T jest w nich najlepsze, że każdy pamięta trochę inne. Jedni wolą wielkie, głośne sekrety rozsiane po mapie, inni bardziej cenią subtelne odniesienia schowane w dialogach czy tle. Dlatego tym razem naprawdę chętnie oddałbym głos Wam - jakie easter eggi wspominacie najlepiej i które gry Waszym zdaniem bawią się tym najciekawiej?
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych