Wystarczył krótki gameplay, aby rozpalić wszystkich fanów Mass Effecta. To jest to, na co czekamy od 10 lat!
Prawie dziesięć lat. Tyle czasu minęło, odkąd fani kosmicznych oper z gatunku RPG po raz ostatni poczuli ten specyficzny dreszcz emocji związany z odkrywaniem nieznanych rubieży galaktyki za sprawą Mass Effect Andromedy. Choć branża próbowała nas karmić różnymi substytutami, brakowało tego jednego, konkretnego pierwiastka, który sprawił, że pokochaliśmy przygody komandora Sheparda czy rodzeństwa Ryderów.
Aż do teraz. Wystarczyło zaledwie dwuminutowe nagranie z EXODUS, by cały internet zaczął skandować: „Wreszcie!”.
Ostatni pokaz gameplayu z EXODUS to był prawdziwy nokaut. To nie był kolejny wyreżyserowany zwiastun CGI, ale surowy, pełen energii fragment gry, który niezwykle mocno przypomina Mass Effect. Pierwsza zaprezentowana lokacja i dynamika walki to dla mnie idealne połączenie taktycznego ciężaru Mass Effect 3 z niesamowitą mobilnością znaną z Andromedy.
I bądźmy tu szczerzy - co by nie mówić o fabularnych mankamentach Andromedy, starcia tam były niezwykle miodne, pełne kombinacji mocy i dynamiki, której EXODUS zdaje się mieć w nadmiarze.
Co więcej, Archetype Entertainment doskonale rozumie nostalgię graczy. Powrót klasycznego systemu osłon oraz charakterystycznego koła broni to jak powrót do domu po bardzo długiej podróży. To są te małe detale, które budują poczucie znajomości i komfortu u weteranów gatunku. Widząc, jak Jun Aslan (nasz protagonista) wydaje polecenia towarzyszom, czuje się tę starą, dobrą chemię zespołu, której tak bardzo nam brakowało.
Miejscówki, które zapierają dech
Druga zaprezentowana miejscówka to już totalne „sztosiwo”. Widok rozpościerający się z wieży na planecie Lidon zapiera dech w piersiach, budując skalę, o której marzy każdy fan science fiction. Ale to moment wejścia do tajemniczego, starożytnego pomieszczenia na Khonsu zrobił na mnie największe wrażenie. Nawet dźwięk wchodzenia w interakcję z otoczeniem wydaje się żywcem wyciągnięty z trylogii BioWare. To nie jest przypadek - to świadome uderzenie w struny, które w nas, fanach, wciąż rezonują. Oj, jestem po tym pokazie bardzo mocno na TAK.
Trzeba sobie jasno powiedzieć: od premiery Mass Effect: Andromeda nie mieliśmy prawdziwego, pełnokrwistego „Mass Effecta”. Oczywiście, nowa odsłona oficjalnej serii od BioWare powstaje, ale bądźmy realistami - do jej premiery pozostały minimum dwa, a może i trzy lata ciszy. W międzyczasie dostaliśmy co prawda gigantycznego Starfielda, a także nadchodzi wielkimi krokami The Expanse: Osiris Reborn, ale te gry, choć świetne, nie uderzają w te same tony. Brakuje im tej specyficznej filmowości i skupienia na relacjach z załogą, które EXODUS stawia w samym centrum.
Kim jest Traveler?
Dzięki najnowszemu dziennikowi deweloperskiemu potwierdzono, że w EXODUS wcielimy się w Juna Aslana - zbieracza złomu, który staje się „Travelerem” i ostatnią linią obrony ludzkości przed tajemniczymi Niebiańskimi. To klasyczny motyw od zera do bohatera, osadzony w fascynującym świecie, gdzie ludzkość od 40 tysięcy lat błąka się w gromadzie Centauri. Archetype Entertainment obiecuje nam eksplorację miejsc takich jak orbitalne sanktuaria Khonsu czy gigantyczne wieże Lyonesse.
Gameplay pokazał nam Juna w akcji u boku towarzyszy - Toma i Elise. To właśnie walka na obrzeżach Lyonesse udowodniła, że współpraca będzie kluczowa. Kiedy Elise odpala swoją salwę rakiet, gracz ma czuć jej potęgę. Tutaj nic nie przychodzi łatwo, a przetrwanie zależy od zgrania całego oddziału. Twórcy kładą ogromny nacisk na to, byśmy czuli, że nasi towarzysze to nie tylko boty z bronią, ale postacie, na których możemy polegać.
Systemy, które dają nadzieję
Wspomniany wcześniej system railclaw przypominający hak ma być fundamentem eksploracji. To narzędzie pozwoli Junowi na szybkie przemieszczanie się po wrogim terenie i zdobywanie przewagi wysokości. To właśnie takie mechaniki sprawiają, że eksploracja w EXODUS ma mieć swój własny, unikalny rytm. Czasem warto się zatrzymać, by podziwiać architekturę Niebiańskich, a czasem trzeba pędzić przed siebie, by uniknąć zagrożenia.
Jednak to, co najbardziej jara fanów RPG, to obietnica głębokich systemów. Archetype Entertainment potwierdziło, że w 2026 roku zobaczymy znacznie więcej detali dotyczących drzewek umiejętności, buildów postaci oraz ekwipunku. Ale sercem gry mają być relacje. Rozmowy, budowanie więzi i romanse - to wszystko powróci w formie, o której marzyliśmy. To właśnie te elementy sprawiają, że fani sci-fi RPG jarają się niesamowicie, bo EXODUS nie próbuje być symulatorem wszystkiego, ale skupia się na tym, co najważniejsze dla emocji gracza.
Dylatacja czasu - as w rękawie
Unikalnym elementem EXODUS ma być wpływ dylatacji czasu na nasze wybory. To mechanika, której brakowało nawet w najlepszych odsłonach Mass Effecta. Nasze decyzje będą kształtować wszechświat na przestrzeni lat, a nawet wieków, co dodaje ciężaru każdemu podjętemu działaniu. Jak nasze wybory wpłyną na Lidon, nasz dom, do którego wracamy między misjami? To pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero z padem w dłoni.
Deweloperzy zapowiedzieli już ambitną mapę drogową na najbliższe miesiące. Do wczesnego lata będziemy otrzymywać krótkie klipy pokazujące walkę i interakcje, a latem czeka nas wielki pokaz ciągłego gameplayu. Zobaczymy wtedy pełne misje, dialogi i konsekwencje wyborów. Po tym czasie przyjdzie pora na „Deep Dive”, czyli szczegółowe prezentacje towarzyszy, systemu romansów oraz hubu gry - Persepolis.
Premiera zaplanowana na początek 2027 roku wydaje się odległa, ale po tym, co zobaczyliśmy w marcu, czekanie będzie znacznie łatwiejsze. EXODUS to obecnie najjaśniejsza gwiazda na niebie fanów space opery. Archetype Entertainment, w którym pracują weterani z BioWare, udowadnia, że doskonale wie, jakiego „duchowego następcę” potrzebujemy. Wystarczyły dwie minuty, byśmy uwierzyli, że legenda może powrócić - nawet jeśli pod inną nazwą.
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych