Zagrałem za darmo w Test Drive Unlimited Solar Crown, abyście wy tego nie musieli robić
Stało się. Tytuł, który miał przywrócić blask legendarnej marce, wylądował właśnie w usłudze PS Plus Extra. Teoretycznie to świetna wiadomość - "za darmo to i ocet słodki", prawda?
Otóż nie tym razem. Jako zadeklarowany fan wirtualnego ścigania, który spędził setki godzin w Forza Horizon, dopieszczał każdy zakręt w Gran Turismo i przymykał oko na głupotki w luźniejszych odsłonach Need for Speed, muszę to powiedzieć głośno: obcowanie z nowym Test Drive to czysta katorga.
Pamiętam czasy pierwszego TDU. To była rewolucja - ogromna mapa, luksusowe salony samochodowe i poczucie, że naprawdę jesteśmy częścią elitarnego klubu. Solar Crown obiecywało powrót do tych korzeni w nowoczesnej oprawie. Niestety, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te obietnice. Po kilku godzinach spędzonych na ulicach wirtualnego Hongkongu mam ochotę przeprosić moją konsolę za to, co musiała renderować.
Jazda wanienką
Zacznijmy od fundamentu każdej wyścigówki - modelu jazdy. Na Steamie i Reddicie wylewają się oceany żółci na ten temat, i wiecie co? Każdy gram tej krytyki jest zasłużony. Samochody prowadzą się, jakby były wykonane z dykty wypełnionej helem, a jednocześnie ważyły dziesięć ton przy próbie wejścia w zakręt. Brak tu jakiejkolwiek finezji (realistycznych uślizgów itd.), którą znamy z konkurencji.
Jeśli lubicie widok z kokpitu, przygotujcie się na chorobę morską połączoną z furią. Ruchy kierownicy są kompletnie niezsynchronizowane z tym, co faktycznie dzieje się z autem (choć same kokpity pojazdów wyglądają pięknie, grafików akurat trzeba pochwalić!). Opóźnienie i nienaturalny zakres obrotu dłoni kierowcy wybijają z rytmu tak skutecznie, że po pięciu minutach przełączycie się na widok zza zderzaka, byle tylko nie patrzeć na tę animacyjną padakę (choć tam możliwe, że zauważycie dziwne animacje kół pojazdu, które podczas skręcania w prawo będą w pozycji na wprost albo skierowane w lewo).
Kolejnym gwoździem do trumny jest miasto. Hongkong w teorii brzmi jak marzenie - neony, wąskie uliczki, góry. W praktyce? To miasto duchów. Ruch uliczny jest tak znikomy, że momentami zastanawiałem się, czy nie trwa tam właśnie godzina policyjna. Brak tu życia, brak klimatu metropolii, a sam projekt mapy wydaje się pusty i pozbawiony duszy, którą tak bardzo zachwycało nas Oahu w pierwszej części.
A grafika? O mamo. Nawet w trybie "Quality" gra wygląda, jakby spóźniła się na premierę o dobre siedem lat. Tekstury są płaskie, oświetlenie potrafi płatać figle, a efekty cząsteczkowe przypominają czasy wczesnego PlayStation 4. Trudno uwierzyć, że w 2026 roku dostajemy produkt, który przy Forzy Horizon 5 wygląda jak ubogi krewny z prowincji.
Optymalizacja to osobny rozdział horroru. Gra potrafi "chrupnąć" w najmniej oczekiwanym momencie, a błędy techniczne sypią się jak z rękawa. Czytając opinie na Reddicie, widzę, że nie jestem osamotniony - gracze masowo zgłaszają problemy z połączeniem (tak, gra wymaga stałego bycia online!) i znikającym postępem. To po prostu produkt niedokończony, wydany w pośpiechu i bez pomysłu.
Plusy w gąszczu minusów
Czy są jakieś plusy? Oprócz wymienionych wyżej kokpitów próbowałem szukać kolejnych z lupą i... znalazłem, ale było to ciężkie. Po pierwsze, gra oferuje całkiem sporo trybów rozgrywki. Nie jest to może rewolucja, ale widać, że twórcy chcieli dać nam co robić między jednym a drugim frustrującym wyścigiem. Ilość aktywności na mapie jest przyzwoita, choć ich jakość pozostawia wiele do życzenia.
Najciekawszym elementem, który autentycznie przykuł moją uwagę, jest system kontraktów. Szczególnie te zadania, w których musimy przewieźć pasażera w sposób niezwykle przepisowy. W świecie, gdzie każda gra każe nam pędzić 300 km/h pod prąd, konieczność dbania o komfort VIP-a, w tym stanie na światłach czy nieprzekraczanie prędkości jest dziwnie odświeżające. To mały powiew tego dawnego stylu TDU, który stawiał na "lifestyle".
Niestety, ten jeden interesujący tryb to za mało, by uratować tonący statek. To tak, jakby chwalić płonący dom za to, że ma ładne firanki w jednym oknie. Cała reszta konstrukcji trzeszczy, dymi i grozi zawaleniem w każdej sekundzie. Kontrakty pokazują potencjał, który został koncertowo zmarnowany przez tragiczny silnik i brak dopracowania podstaw. No, jeszcze pochwalę, skoro byłem przy kokpitach, mnogość pojazdów popularnych marek.
Jako wielki fan motoryzacji czuję, że straciłem czas. Cenny czas na ogrywanie Test Drive Unlimited Solar Crown, które określam jako tragedia w kilku aktach. To gra, która nie wie, czym chce być - czy symulatorem luksusowego życia, czy zręcznościową wyścigówką. W efekcie nie jest dobra w żadnej z tych dziedzin
Jeśli macie PS Plus Extra, możecie oczywiście ściągnąć te kilkadziesiąt gigabajtów danych, ale ostrzegam: wasz dysk zasługuje na coś lepszego. Wasz czas tym bardziej. Lepiej wrócić do starego Gran Turismo albo po prostu pojeździć bez celu w Forzie. Tam przynajmniej czuć, że samochód ma koła, a nie płozy wysmarowane masłem.
Podsumowując, darmowy dostęp w abonamencie to jedyny sposób, w jaki ta gra może jeszcze egzystować, bo płacenie za nią pełnej ceny byłoby błędem, którego nie wybaczyłby wam żaden portfel. Jednocześnie to bolesna lekcja tego, jak nie robić powrotów wielkich marek
Przeczytaj również
Komentarze (9)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych