Zapomniana komedia braci Coen z gwiazdorską obsadą. Niebywale, co robił Brad Pitt
Kapitalny box office, plejada gwiazd, błyskotliwe dialogi i kilka scen, które przynajmniej w USA zyskały status kultowych. A jednak to nie wystarczyło, aby o “Tajne przez poufne” dyskutować wystarczająco często.
Dokonania braci Coen stanowią niesamowity zbiór pokracznych opowieści, w których (najczęściej) komedia miesza się z kryminałem, a dramat idzie pod ramię z groteską. “Barton Fink”, “Big Lebowski”, a nade wszystko “Fargo” zdefiniowały jeden z najbardziej charakterystycznych stylów filmografii przełomu wieków, a także doprowadziły Coenów do miejsca, w którym można było pracować nad “To nie jest kraj dla starych ludzi”. Nad filmem wymykającym się wcześniejszym produkcjom duetu, nad filmem znacznie mniej frywolnym, ale też najbardziej docenionym. “To nie jest kraj…” sięgnęło po cztery Oscary, trzy BAFTA i dwa Złote Globy. A zaraz po tym Coenowie wrócili do swoich korzeni.
Prace nad “Tajne przez poufne” ruszyły już w trakcie tworzenia dzieła z Javierem Bardemem. Coenowie, pierwszy raz od 2001 roku, sami napisali scenariusz. Efektem dziwaczna opowieść szpiegowska, którą, jak to w przypadku większości ich filmów, miała unieść obsada wygłaszająca brawurowe dialogi. Coenowie wymarzyli sobie skład marzeń i ich pragnienie zostało spełnione. Doszło wprawdzie do zmiany na stołku operatora - Rogera Deakinsa zastąpił mniej nagradzany Emmanuel Lubezki - ale to akurat przysłużyło się produkcji z 2008 roku. Lubezki, znany z wykorzystywania światła naturalnego, pomógł wyeksponować blask gwiazd zalewających ekran. A tych, jako się rzekło, nie brakowało.
Przed wyruszeniem w drogę…
“Tajne przez poufne” zdecydowanie nie należy do tych filmów, które z marszu trafiają do głowy, gdy zastanawiasz się nad produkcjami z najmocniejszą obsadą. Później jednak patrzysz na listę płac i zastanawiasz się, jakim cudem duetowi udało się dopiąć budżet, a także dopasować do siebie obładowane grafiki. Z tym pierwszym był mniejszy problem, film pochłonął nieco ponad 18 milionów dolarów, a zwrócił się z kilkukrotną przebitką. Pomogły nazwiska reżyserów, świeżo wyróżnionych na największej z filmowych scen, ale też aktorów.
Przez półtorej godziny ekran dzielą George Clooney, Frances McDormand, Brad Pitt, John Malkovich i Tilda Swinton. Na drugim planie jest rewelacyjny Richard Jenkins. Na trzeci wepchnięto J.K Simmonsa. Jeśli chodzi o głównych aktorów, to cztery z pięciu ról napisano z myślą o głównych wykonawcach. Jedynie Swinton dołączyła do obsady na późniejszym etapie. Być może to tłumaczy, dlaczego jej postać jest jedyną, która nie stanowi zniekształconego wyobrażenia o danym odtwórcy.
Pitt gra absolutnego debila, sam aktor był podobno zaskoczony skalą głupoty bohatera. Clooney również nie grzeszy intelektem, ale stwarza pozory amanta, a jednocześnie konstruuje potężną maszynę do seksu w swojej piwnicy. McDormand goni wyłącznie za własnym pięknem. Malkovich zaś pragnienie uznania, jest przy tym agresywnym, porywczym i wulgarnym agentem CIA. Całą tę zgraję wrzucono w ciąg nieprawdopodobnych zdarzeń - intensywnych tym bardziej, że nikt nie potrafi uwierzyć w zaistniałą sytuację.
Trudna sztuka zabawiania
To nie jest standardowa komedia. Próżno szukać stereotypowych gagów, nie ma też slapsticku. Dominuje humor słowny, który opiera się na niuansach wynikających z dialogów wypluwanych z prędkością karabinu. Coenowie zastosowali ten zabieg już w “Fargo”, co przyniosło Oscara dla McDormand. W “Tajne przez poufne” ta rewelacyjna aktorka powtarza sprawdzoną metodę, ale nie kreuje zdecydowanie najzabawniejszej postaci. To miano należy raczej do Pitta, będącego notorycznie w ruchu, notorycznie coś żującego, notorycznie przegrywającego z pozornie słabszymi. Niebywałe, co Pitt robił na ekranie.
Amerykanin wciela się w Chada (imię zdecydowanie nieprzypadkowe), przyjaciela Lindy (McDormand) i pracownika siłowni, którą zarządza Ted (Jenkins). Razem z Lindą znajdują płytę zawierającą, jak im się wydaje, tajne informacje amerykańskiego rządu. W rzeczywistości są to wspomnienia pogrążonego w kryzysie Osborne’a (Malkovich). Agent CIA stracił pracę, ale traci też żonę - Katie (Swinton) wdaje się w romans z Harrym (Clooney). Harry i Katie się jednak nie dogadują, co popycha mężczyznę w stronę Lindy, uporczywie poszukującej pieniędzy na operacje plastyczne, które mają uczynić z niej lepszą wersję siebie, swoistą wizytówkę siłowni. Linda i Chad, chcąc wyłudzić pieniądze od Osborne’a, niespodziewanie przecinają ścieżki Katie i Harry’ego, co doprowadza do tragedii. Dramat dopada nawet poczciwego Ted - ten kocha naturalną wersję Lindy i jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Dosłownie.
Z tej plątaniny wykwitł bardzo składny scenariusz. To opowieść o bohaterach zainteresowanych niemal wyłącznie swoim losem. Wyjątkiem Ted, który faktycznie chce pomóc Lindzie. Reszta wykonuje szereg czynności w oparciu o własne zyski. Szczególnie bezwzględna okazuje się Linda, co znakomicie puentuje scena zamykająca z udziałem Simmonsa. Okazuje się w niej, że operacje plastyczne są dla Lindy znacznie ważniejsze niż ludzkie życie. I to nie jedno. Jednocześnie wszystkie postacie “Tajne przez poufne” są zdecydowanie za głupie, aby ten cel osiągnąć. Jeśli im się udaje, to nie dzięki podjętym działaniom, ale wbrew nim.
Bohaterom trudno kibicować, lecz też trudno dewaluować. Z perwersyjną przyjemnością obserwujemy, jak w ich głowach rodzą się pomysły nie do uwierzenia i jak te pomysły wcielane są w życie. To obraz rzeczywistości, w której wszystkie głupie, a jednocześnie w jakiś sposób wpływowe osoby z waszego otoczenia wchodzą sobie w paradę. Trudno się nie uśmiechać, chociaż pozornie nie dzieje się nic wyjątkowo zabawnego.
Czego się nauczyliśmy?
“Tajne przez poufne” to projekt bardzo udany. Wypalił finansowo oraz artystycznie. Coenowie pogodzili gigantyczne nazwiska i zadbali o to, aby każdy miał swój czas ekranowy. Pozostali przy życiu bohaterowie mają wyjątkowe łuki fabularne, czego najlepszym przykładem Osborne Malkovicha. W pierwszej scenie neguje problemy alkoholowe oraz mentalne, a kończy… no cóż, sami sprawdźcie.
Każda scena wnosi wartość do tej krótkiej opowieści, a potoki słów mają znaczenie. Film zyskuje też przy kolejnym seansie, gdy łatwiej wychwycić zabiegi zastosowane przez reżyserów i aktorów. Wszystko się spina, a jednak “Tajne przez poufne” nie jest wymieniane w gronie największych hitów Coenów. Niesłusznie, o czym warto przekonać się na własnej skórze. Być może dzięki temu się czegoś dzisiaj nauczycie.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych