Yakuza spadnie na dno? Oto inne serie zabite przez wydawców

Yakuza spadnie na dno? Oto inne serie zabite przez wydawców

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 14:08

Wielu światowych wydawców nie rozumie współczesnej branży gier wideo i zamiast próbować dostosować swoje portfolio do nowych czasów, decydują się żerować na nostalgii lub całkowicie forsować swoje krawaciarskie wizje projektów. 

W naszej branży było już wiele projektów i serii, które zapowiadały się naprawdę genialnie, były miejscami nawet na samym szczycie, a dziś należą już tylko do wielkiego grona kultowych IP odesłanych na niezasłużoną emeryturę. Teraz okazuje się, że być może w niedalekiej przyszłości dołączy do nich także i Yakuza, znana także jako Like a Dragon, albowiem Yakuza Kiwami 3, to naprawdę tragiczny kapiszon - jak na standardy serii oczywiście.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dziś zatem postanowiłem przyjrzeć się 10 seriom, które z różnych przyczyn zostały zapomniane przez deweloperów i długo czekały, bądź nadal czekają, na pełnoprawny, rasowy powrót do świata żywych. Będzie parę głośnych przykładów, parę mniej znanych, ale generalnie wiecie o co chodzi - zapraszam do dyskusji na temat tego, które IP powinny pozostać wskrzeszone. 

Crash & Spyro

Na początek lecimy z najważniejszym dla mnie duetem czyli kultowym jamrajem i fioletowym smoczkiem, których przez Activision i Vivendi spotkał naprawdę kiepski los. Po Crash Twinsanity no i ewentualnie Crash Tag Team Racing, wszystko co wyszło spod marki Crash było absolutnym syfem, który nie miał nic wspólnego z marką Naughty Dog poza samą nazwą. Spyro zaś przekształciło się w beat em'upa, tylko po to aby potem skończyć jako jedna z setek postaci w marce Skylanders. Teraz obie serie nieco odżyły, choć wciąż ich los stoi pod znakiem zapytania. Nie wiadomo bowiem, co tam włodarzom Microsoftu strzeli do głowy.

Rayman

Ostatni pełnoprawny nowy Rayman ukazał się w 2013 roku i nie dość, że miał być tytułem na wyłączność na Wii U, to jeszcze w świetny sposób rozwijał art-style z Rayman Origins. Legends to doskonała gra, która jednak była wałkowana już na wszystkich platformach zbyt wiele razy. Wydane na mobilki mniejsze gierki korzystające z silnika UbiArt są dziś po prostu dosłownie nie grywalne, a samemu Ubi nie chce się zaktualizować do współczesnych wersji Androida i iOS-a. Oby jednak powrót marki jaki nam obiecano w 2025 roku, nie zaczął się od Rayman Legends Remake. 

Splinter Cell

Pozostając trochę w temacie Ubisoftu, nie można zapomnieć o tragicznym losie Sama Fishera, który to od 2013 roku tułał się po marnych gościnnych występach w Wildlands czy innych popierdółkach francuskiego wydawcy, samemu nie otrzymując żadnej nowej gry od Splinter Cell: Blacklist z 2013 roku. Pomimo zapowiedzi jego powrotu, w temacie dalej cisza, a skasowane przez Ubisoft gry mogły wielokrotnie okazać się jakimiś wersjami przygód kultowego agenta. Wracaj do nas Sam... Skoro Snake mógł, to ty też!

Burnout

Burnout był niegdyś jedną z najlepszych serii zręcznościowych wyścigów na rynku, a coraz to kolejne i lepsze odsłony sprawiały, że w 2008 roku gra Burnout Paradise po prostu wyprzedziła swoje czasy. Potem dostaliśmy Burnout Crash! i... Electronic Arts ubiło cykl, który zrobił z Criterion Games studio światowej sławy. Niestety remaster rajskich wyścigów nie spełnił raczej oczekiwań EA, dlatego nie ma co już nawet marzyć o powrocie serii do dawnej świetności. A szkoda, bo to nadal kozackie IP.

Medal of Honor

Moje ukochane Medal of Honor także spotkał przykry los, albowiem gdy EA zapragnęło rywalizować z Call of Duty na poletku współczesnych konfliktów, wiadomym było, że nie jest w stanie wygrać tej wojny. Medal of Honor oraz sequel Warfighter to absolutne paździerze pod prawie każdym kątem, a wydany jakiś czas temu VR-owy tytuł potwierdził tylko, że nikomu na tym IP już nie zależy. A szkoda, bo z miłą chęcią zobaczyłbym II Wojnę Światową, albo jakiś inny "stary" konflikt w medalowym wydaniu.

inFamous

Sony miało świetną markę, która w dobie superbohaterów sprawdziłaby się równie dobrze co Spider-Man i Wolverine, ale niestety Sucker Punch zostało oddelegowane do innych zadań, a inFamous nie zyskało żadnej "drugiej szansy". Każda odsłona, od "jedynki" aż po First Light była fantastyczna i pokazywała, że moc PS3 oraz PS4 pozwala na przygotowanie cudownych epickich światów. 

Tenchu

Tenchu było w czasach pierwszego PlayStation jedną z najbardziej imponujących gier jakie widziałem, a w kolejnych swoich odsłonach na PlayStation 2, stopniowo powoli zapominano co czyni tę serię tak wyjątkową. Dziś prawa do IP trzyma podobno From Software, więc mogłoby na spokojnie zrzucić swoje Soulsowe kajdany i dać nam coś, czego pragniemy od dobrych prawie dwóch dekad. 

F.E.A.R. 

Nie było w czasach PlayStation 3 i Xbox 360 produkcji z lepszym AI przeciwników. Nie tylko planowali jak nas zaatakować, ale także wykorzystywali otoczenie na swoją korzyść, tworząc barykady, flankując czy zapędzając nas w kozi róg. Niestety po trzech genialnych odsłonach, ekipa Monolith nie miała za bardzo pomysłu na kolejne przygody, a samo Warner Bros. nie kwapiło się do kontynuowania marki. I tak już chyba zostanie. 

Saints Row

Saints Row nigdy nie było idealne, ale było naprawdę fajnym, solidnym rywalem dla marki Grand Theft Auto. Lata mijały, a kolejne odsłony poruszały się po równi pochyłej, oferując bardzo ciekawe, aczkolwiek nierówne doświadczenie. Reboot serii padł ofiarą "krawaciarstwa" i co tu dużo mówić, nikt już raczej nie zaufa tej serii, zwłaszcza jeśli będzie tworzona pod wodzą jej obecnych włodarzy. 

Duke Nukem

Po 14 latach w produkcji, Duke Nukem Forever okazało się strasznym gniotem, który jednak znalazł na tyle dużo sympatyków, że historia samej postaci się tu nie zakończyła. Nasz rozrabiaka zawitał w Bulletstorm Full Clip Edition i następnie zniknął niestety na dobre. Wiele osób dalej marzy o powrocie "księcia" do łask i radosnego rozwalania świńskich ryjów w akompaniamencie rockowej muzyki. Może doczekamy się kiedyś jego kolejnych przygód. 

Igor Chrzanowski Strona autora
cropper