Głos, spojrzenie i Ezekiel 25:17. 5 ról Samuela L. Jacksona, które zdefiniowały nowoczesne kino
Samuel L. Jackson to nie tylko aktor. To instytucja, marka i popkulturowy żywioł, którego nie da się zamknąć w jednej szufladce. Kiedy myślimy o nim, przed oczami staje nam zazwyczaj obraz człowieka pewnego siebie, głośnego, rzucającego przekleństwami z taką gracją, jakby recytował poezję, i posiadającego ten unikalny rodzaj charyzmy, który Amerykanie określają mianem "cool".
Jest jednym z najbardziej kasowych aktorów w historii kina - filmy z jego udziałem zarobiły miliardy dolarów, a on sam stał się twarzą zarówno niszowego kina niezależnego, jak i największych blockbusterów Marvela czy Gwiezdnych Wojen. Jednak sprowadzanie go wyłącznie do roli Nicka Fury'ego z przepaską na oku czy mistrza Jedi z fioletowym mieczem byłoby krzywdzące. Jackson to przede wszystkim wybitny aktor dramatyczny, który potrafi zdominować ekran jednym spojrzeniem. Choć jego filmografia liczy grubo ponad setkę pozycji, a on sam zdaje się nigdy nie brać urlopu, to właśnie kilka konkretnych kreacji zapewniło mu nieśmiertelność. Oto subiektywny, choć poparty faktami i historią kina, przegląd pięciu najlepszych ról w karierze Samuela L. Jacksona - ról, w których nie tylko zagrał, ale którymi wręcz zawłaszczył sobie wyobraźnię widzów na całym świecie.
Quentin Tarantino i narodziny proroka zbrodni
Nie da się mówić o fenomenie Samuela L. Jacksona bez wspomnienia nazwiska Quentina Tarantino. To właśnie ta współpraca stała się kamieniem węgielnym jego kariery i przyniosła mu role, które do dziś są uznawane za absolutne arcydzieła aktorstwa. Na szczycie tej listy bezapelacyjnie znajduje się Jules Winnfield z kultowego "Pulp Fiction" (1994). To rola, która zdefiniowała Jacksona na dekady. Jules nie jest zwykłym płatnym zabójcą. To filozof w garniturze, człowiek przechodzący duchową transformację między jednym a drugim wystrzałem z pistoletu. Sposób, w jaki Jackson wygłasza słynny monolog stylizowany na biblijny wers z Księgi Ezechiela 25:17, przeszedł do historii. W jego interpretacji te słowa są przerażające, a jednocześnie hipnotyzujące. Jackson potrafił w tej roli połączyć brutalność z niezwykłym ciepłem i humorem. Scena w barze, w której "nawraca" rabusia (Tim Roth), oddając mu portfel, to mistrzostwo kontroli napięcia. Jules jest groźny, ale jest też, w dziwny sposób, sprawiedliwy. Ta rola przyniosła mu nominację do Oscara i ugruntowała jego pozycję w Hollywood jako aktora, który potrafi "ukraść" film każdemu, nawet jeśli na planie towarzyszy mu John Travolta czy Bruce Willis.
Drugą stroną tego samego medalu jest postać Ordella Robbiego z filmu "Jackie Brown" (1997). Wielu krytyków uważa, że to właśnie w tym, nieco mniej popularnym filmie Tarantino, Jackson wzbił się na wyżyny swoich umiejętności. Ordell to przeciwieństwo Julesa. O ile Jules miał kodeks honorowy, Ordell jest ucieleśnieniem zła, które jest banalne, a przez to jeszcze bardziej przerażające. To handlarz bronią, który zabija swoich wspólników bez mrugnięcia okiem, a jednocześnie jest postacią niezwykle gadatliwą, próżną i na swój sposób... zabawną. Jackson z długimi włosami i kozią bródką stworzył postać, która budzi odrazę, ale od której nie można oderwać wzroku. Jego Ordell jest manipulującym narcyzem, który myśli, że jest najmądrzejszy w pokoju, dopóki nie trafia na godną przeciwniczkę. Rola ta pokazuje, jak doskonale Jackson czuje rytm dialogów Tarantino. Nikt inny nie potrafi sprawić, by długie rozmowy o niczym brzmiały tak groźnie. W "Jackie Brown" Jackson udowadnia, że nie musi krzyczeć, by budzić strach - wystarczy mu cichy, lodowaty uśmiech i błysk w oku, który sugeruje, że za chwilę wydarzy się coś strasznego.
Złamany człowiek i zdrajca rasy
Choć Jackson kojarzony jest z rolami twardzieli, jego talent błyszczy najjaśniej, gdy wychodzi poza ten schemat i gra postacie fizycznie słabe lub moralnie odrażające w sposób nieoczywisty. Doskonałym przykładem jest rola Elijah Price’a, znanego również jako Mr. Glass, w filmie M. Night Shyamalana "Niezniszczalny" (2000). To kreacja o 180 stopni inna od Julesa Winnfielda. Price to człowiek o kościach kruchych jak szkło, żyjący w ciągłym bólu, fizycznie bezbronny. Jackson musiał tutaj zrezygnować ze swojej fizycznej ekspresji, z gwałtownych ruchów i krzyku. Zamiast tego zbudował postać na wyciszeniu, intelektualnym chłodzie i obsesji. Jego Mr. Glass to postać tragiczna, która w komiksach szuka sensu własnego istnienia i uzasadnienia dla swojego cierpienia. Jackson gra tu oczami i głosem, tworząc postać, która jest jednocześnie wzruszająca i przerażająca w swoim fanatyzmie. To jedna z najbardziej niedocenianych ról w jego karierze, która udowadnia, że potrafi on być mistrzem subtelności. Chemia między nim a Brucem Willisem (z którym spotkał się wcześniej w "Szklanej Pułapce 3" i "Pulp Fiction") jest tutaj inna, oparta na kontraście między siłą fizyczną a siłą umysłu.
Na drugim biegunie moralnym znajduje się rola, która przez wielu uważana jest za najodważniejszą w jego karierze - Stephen w "Django" (2012) Quentina Tarantino. Zagranie czarnoskórego niewolnika, który jest jednocześnie najbardziej zagorzałym obrońcą niewolnictwa i okrutnym zarządcą w domu plantatora, wymagało nie lada odwagi. Stephen w interpretacji Jacksona to postać rodem z szekspirowskiego koszmaru. Jest to stary, schorowany człowiek, który nienawidzi własnej rasy i jest bezgranicznie lojalny wobec swojego pana, Calvina Candie (Leonardo DiCaprio). Jackson nie boi się tutaj być odrażający. Jego Stephen jest przebiegły, inteligentny i to on, a nie Candie, okazuje się prawdziwym czarnym charakterem filmu. Aktor nadał tej postaci cechy groteskowe, ale nigdy nie popadł w parodię. To studium zinstytucjonalizowanej nienawiści i tego, jak system potrafi złamać człowieka tak bardzo, że staje się on swoim własnym oprawcą. Wielu aktorów odrzuciło by tę rolę ze strachu przed kontrowersjami, ale Jackson wszedł w nią z pełnym zaangażowaniem, tworząc jednego z najbardziej znienawidzonych, a zarazem najlepiej zagranych antagonistów w historii kina XXI wieku.
Teatr jednego aktora
Zestawienie zamyka rola, która w pewnym sensie sumuje wszystko to, co w Samuelu L. Jacksonie najlepsze - charyzmę, inteligencję, grozę i umiejętność prowadzenia narracji. Mowa o Majorze Marquisie Warrenie w "Nienawistnej ósemce" (2015). W tym klaustrofobicznym westernie, który bardziej przypomina sztukę teatralną niż klasyczny film akcji, Jackson gra postać wzorowaną na detektywach z powieści Agathy Christie, ale w wersji brutalnej i bezkompromisowej. Jest on osią, wokół której kręci się cała intryga. Pośród gwiazdorskiej obsady (Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh) to właśnie Warren jest tym, który rozdaje karty. Jego postać jest pełna sprzeczności - to bohater wojenny, ale i sadysta; ofiara rasizmu, która nauczyła się wykorzystywać uprzedzenia innych jako broń.
Scena, w której Warren opowiada generałowi Smithersowi o losie jego syna, jest majstersztykiem aktorskim. Jackson buduje napięcie powoli, delektując się każdym słowem, manipulując emocjami przeciwnika i widzów. To rola, która wymagała od niego obecności na ekranie przez niemal trzy godziny i utrzymania uwagi widza samą siłą osobowości. W "Nienawistnej ósemce" widzimy Jacksona dojrzałego, pewnego swoich umiejętności, bawiącego się swoim wizerunkiem, a jednocześnie dostarczającego kreację niezwykle precyzyjną. Major Warren to postać, której nie da się lubić, ale której trzeba oddać szacunek - dokładnie tak, jak samemu Jacksonowi za tę rolę. To kwintesencja jego stylu: jest głośno, jest brutalnie, ale pod tą powierzchnią kryje się precyzyjnie skonstruowana psychologia postaci, która napędza całą fabułę filmu.
Podsumowanie
Samuel L. Jackson to fenomen, który wymyka się prostym ocenom. Choć mógłby odcinać kupony od swojej sławy, grając wciąż tę samą postać twardziela z pistoletem, jego "Top 5" udowadnia coś zupełnie innego. Od uduchowionego gangstera w "Pulp Fiction", przez przerażająco ludzkiego handlarza bronią w "Jackie Brown", kruchego geniusza zła w "Niezniszczalnym", aż po zdrajcę w "Django" i bezwzględnego łowcę nagród w "Nienawistnej ósemce" - każda z tych ról pokazuje inną twarz aktora.
Łączy je jedno - niesamowita intensywność i prawda, którą Jackson wnosi na ekran. Nawet jeśli film jest fikcją, emocje, które wzbudza Jackson - czy to śmiech, strach czy obrzydzenie - są jak najbardziej prawdziwe. To aktor, który ciężką pracą zasłużył na miano legendy, a wymienione powyżej filmy są najlepszym dowodem na to, że Samuel L. Jackson to nie tylko "ten gość od Avengersów", ale jeden z najwybitniejszych artystów swojego pokolenia.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych