Minecraft

Wróciłem po przerwie do Minecrafta! To niemal inna gra…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Minecraft to jedna z tych gier, o których wydaje się, że powiedziano już wszystko. Miliony sprzedanych kopii, lata obecności w popkulturze i status tytułu, który zna niemal każdy - nawet jeśli nigdy w niego nie grał. A jednak to też gra, do której wielu z nas wraca falami. Na chwilę, po coś konkretnego, a potem znów odkłada ją na półkę, przekonani, że już dobrze wiemy, co ma do zaoferowania.

Tyle że powrót po dłuższej przerwie potrafi zaskoczyć. Minecraft zmieniał się powoli, aktualizacja po aktualizacji, bez wielkich rewolucji, które rzucałyby się w oczy z dnia na dzień. Dopiero gdy wraca się po kilku latach, widać skalę tych zmian naprawdę wyraźnie. I wtedy pojawia się to dziwne wrażenie, że obcujemy z czymś znajomym, ale jednocześnie zupełnie nowym.

Dalsza część tekstu pod wideo

Długa historia…

Moja historia z Minecraftem zaczęła się naprawdę dawno temu - jeszcze w czasach, gdy mało kto przypuszczał, że z tej niepozornej, klockowej gry wyrośnie jeden z największych fenomenów w historii branży. Pamiętam alfę- to była gra, w której więcej sobie wyobrażałeś, niż faktycznie widziałeś na ekranie, a każdy nowy element potrafił wywołać autentyczną ekscytację. Wtedy Minecraft był bardziej obietnicą niż produktem.

Przez kolejne lata grałem w niego naprawdę dużo. Serwery ze znajomymi, samotne światy, budowle, które kończyły jako kilkutygodniowe projekty. Minecraft był czymś, do czego wracało się po szkole, po pracy, bez większego planu. Z czasem jednak, jak to bywa, przyszło zmęczenie materiału. Gra nie zniknęła z mojego życia całkowicie, ale zaczęła funkcjonować bardziej jako coś, do czego zagląda się okazjonalnie.

Przez długi czas wyglądało to zawsze podobnie. Instalowałem grę, odpalałem nowy świat, sprawdzałem nowości, budowałem bazę i po kilku wieczorach odkładałem Minecrafta z powrotem na półkę. Fajnie było zobaczyć, co się zmieniło, ale brakowało tego dawnego „ciągu”, który sprawiał, że chciało się wracać dzień po dniu. Gra była w porządku, momentami nawet bardzo dobra, ale już niekoniecznie wciągająca na dłużej.

I dopiero ostatni powrót wszystko zmienił. Wersja 1.21 wciągnęła mnie na dobre - nie na kilka sesji, nie z sentymentu, ale naprawdę. Gram regularnie, planuję kolejne rzeczy, wracam do świata z konkretnym celem. Minecraft znów stał się grą, która zajmuje głowę także wtedy, gdy akurat jej nie odpalam. I to chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo ta produkcja potrafi się zmieniać, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda dokładnie tak samo jak kilkanaście lat temu.

Szok

Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo Minecraft się rozrósł. Wracając po dłuższej przerwie, miałem wrażenie, że znam tę grę na wylot, a tymczasem co chwilę trafiałem na coś, co burzyło to przekonanie. Netheryt, nowe mechaniki, zmienione surowce - nagle to, co kiedyś było końcem drogi, stało się tylko jednym z etapów. I łatwo się w tym pogubić, bo Minecraft przestał być grą, którą da się „ogarnąć z pamięci”.

Ogromne wrażenie robią też jaskinie. Dawniej schodzenie pod ziemię było dość proste - ciasne korytarze, kopanie w dół i szybki powrót z rudami. Teraz podziemia potrafią wyglądać jak osobne biomy, z monumentalnymi przestrzeniami, przepaściami i strukturami, które sprawiają, że eksploracja staje się przygodą samą w sobie. Momentami czujesz się bardziej jak w grze eksploracyjnej niż w klasycznym survivalu.

Do tego dochodzi ilość nowych struktur i aktywności. Nowe wioski, ogromne ruiny, lochy, podwodne budowle, rzeczy, które kiedyś były rzadkością albo w ogóle nie istniały. Każda wyprawa w świat może skończyć się zupełnie inaczej, niż planowałeś. Idziesz po drewno, wracasz po godzinie z mapą, nowym przedmiotem i pomysłem na kolejny projekt. To przyjemne, ale też momentami przytłaczające.

Crafting to już zupełnie inna liga niż kiedyś. Ilość przedmiotów, wariantów skrzyń, systemów przechowywania, bloków użytkowych i dekoracyjnych potrafi przytłoczyć nawet kogoś, kto spędził w tej grze setki godzin. Trzeba się na nowo uczyć, sprawdzać receptury, eksperymentować. I choć na początku można się w tym wszystkim zgubić, to właśnie ta nadmiarowość sprawia, że Minecraft znów wciąga.

Podsumujmy…

Ten powrót do Minecrafta uświadomił mi, jak daleką drogę przeszła ta gra. To już nie jest ten sam, prosty sandbox z czasów alfy, w którym wszystko dało się szybko ogarnąć i zamknąć w kilku schematach. Dziś Minecraft to ogromny, gęsty od systemów świat, który wymaga czasu, cierpliwości i ponownego nauczenia się podstaw. I właśnie to sprawia, że powrót po latach potrafi być jednocześnie ekscytujący i lekko przytłaczający.

Ale im dłużej w nim siedzę, tym bardziej doceniam tę ewolucję. Minecraft nie próbował na siłę wymyślać się od nowa - po prostu rósł, warstwa po warstwie, aż stał się grą, w której naprawdę można zniknąć na długie tygodnie. I choć łatwo się w nim zgubić, to jest to ten dobry rodzaj zagubienia, który prowadzi do kolejnych odkryć. Po latach przerw znów czuję, że to gra, do której chce się wracać - nie z sentymentu, ale z autentycznej ciekawości.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Minecraft.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper