PC-towcy znowu płaczą. Może czas na konsolę, zamiast kupować kartę graficzną za cenę nerki?

PC-towcy znowu płaczą. Może czas na konsolę, zamiast kupować kartę graficzną za cenę nerki?

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 11:45

Kolejna wielka premiera, kolejny festiwal narzekań na forach i kolejna łatka „Day One”, która waży więcej niż sama gra dekadę temu. Posiadacze komputerów osobistych znów przeżywają deja vu. Wyposażeni w karty graficzne o wartości używanego samochodu, patrzą z niedowierzaniem na wskaźnik klatek na sekundę, który szoruje po dnie.

W tym samym czasie ich koledzy z „gorszego sortu” - gracze konsolowi - po prostu włączają grę i bawią się w najlepsze. Czy w erze niedbałych portów i absurdalnych cen podzespołów, upieranie się przy „PC Master Race” nie stało się przypadkiem formą kosztownego masochizmu?

Dalsza część tekstu pod wideo

PC
resize icon

PC Master Race w zderzeniu z rzeczywistością portfela

Jeszcze dekadę temu narracja była prosta i klarowna. Inwestujesz w komputer stacjonarny, płacisz „podatek od nowości” przy zakupie sprzętu, ale w zamian otrzymujesz jakość nieosiągalną dla zamkniętych pudełek pod telewizorem. Była to uczciwa transakcja - wysoki próg wejścia w zamian za 60 klatek, natywne 4K i tekstury, na których można było policzyć pory na skórze głównego bohatera. Dziś jednak ta umowa społeczna między producentami hardware’u, deweloperami gier a graczami została zerwana, a właściwie - brutalnie zdeptana. Żyjemy w rzeczywistości, w której karta graficzna z najwyższej półki - powiedzmy, popularna seria RTX 4080 czy 4090 - kosztuje tyle, co solidne wakacje dla całej rodziny. Mówimy o kwotach rzędu od 3 do nawet 8-10 tysięcy złotych za sam jeden podzespół. Logika podpowiada, że za taką cenę klient powinien otrzymać produkt premium, doświadczenie absolutnie bezkompromisowe. Tymczasem rzeczywistość premierowa ostatnich lat - od The Last of Us Part I, przez Star Wars Jedi: Survivor, aż po głośne premiery tego roku - to policzek wymierzony w twarz entuzjastów.

Posiadacz blaszaka stał się nieoficjalnym beta-testerem. Wydając fortunę na sprzęt, kupuje sobie prawo do frustracji. To paradoks, który trudno wytłumaczyć osobie postronnej - jak to możliwe, że maszyna o mocy obliczeniowej „małej elektrowni” dławi się przy generowaniu obrazu, z którym radzi sobie konsola za 2500 złotych? Problemem przestała być surowa moc, a stała się nim optymalizacja, a raczej jej brak. Producenci kart graficznych (wspierani przez deweloperów) wpadli w pułapkę własnych technologii. Zamiast optymalizować kod gry, twórcy coraz częściej wychodzą z założenia: „ a niech sobie włączą DLSS lub FSR”. Techniki skalowania obrazu, które miały być ratunkiem dla słabszych sprzętów, stały się protezą dla leniwych programistów. W efekcie, kupując GPU za cenę nerki, nie kupujemy już wydajności „brute force”, ale jedynie bilet wstępu do zabawy suwakami w menu, próbując znaleźć złoty środek, aby gra w ogóle działała płynnie. Mit o wyższości PC kruszeje w momencie, gdy orientujemy się, że najczęściej graną „grą” na Steamie staje się „Shader Compilation Simulator”, a my spędzamy więcej czasu na forach technicznych, szukając rozwiązania problemu przycięć (stutteringu), niż na faktycznej rozgrywce.

PS5 i Xbox Series X
resize icon

Architektura lenistwa, czyli dlaczego konsola wygrywa spokojem

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest bolesna dla ego pececiarzy, ale technologicznie oczywista. Ekosystem PC to chaos. Tysiące kombinacji procesorów, płyt głównych, pamięci RAM i sterowników. Optymalizacja pod tak zróżnicowane środowisko wymaga czasu i pieniędzy - zasobów, których współczesny gamedev, poganiany przez akcjonariuszy, zwyczajnie nie posiada. W tym bałaganie konsola jawi się jako oaza stabilności. PlayStation 5 czy Xbox Series X to zamknięte, stałe architektury. Deweloper wie dokładnie, ile ma pamięci do dyspozycji, jak działa procesor i jak zarządzać przepływem danych z dysku SSD. To sprawia, że priorytetem optymalizacyjnym zawsze, ale to zawsze będą konsole. To tam sprzedaje się najwięcej kopii gier AAA, to tam jest masowy klient. Wersja na PC jest często traktowana jako port, robiony na kolanie przez zewnętrzny zespół, byle zdążyć na premierę.

Warto też spojrzeć prawdzie w oczy w kwestii wizualnej. Argument o „graficznej przepaści” między PC a konsolami w obecnej generacji jest znacznie słabszy niż kiedyś. Owszem, na stopklatkach, przy 400-krotnym powiększeniu, widać, że cienie na PC są bardziej miękkie, a odbicia w kałuży nieco wyraźniejsze dzięki pełnemu Ray Tracingowi. Ale w ruchu? Gdy siedzisz na kanapie, dwa metry od telewizora OLED z dobrym HDR? Różnice zacierają się błyskawicznie. Konsole nowej generacji oferują standardy, które dla 90% populacji są w pełni wystarczające. Tryby wydajności (Performance Mode) celujące w 60 klatek na sekundę stały się standardem. Może i rozdzielczość dynamicznie spada, może techniki rekonstrukcji obrazu są agresywne, ale efekt końcowy jest spójny. Gra działa. Nie wyrzuca do pulpitu z błędem sterownika, nie zacina się przy każdym obrocie kamery, bo „doczytuje shadery”. Użytkownik konsoli płaci za coś, co w dzisiejszym zabieganym świecie jest walutą cenniejszą niż teraflopy - płaci za święty spokój (a koniec końców nie zawsze go i tak otrzymuje). Kupując grę na płycie lub cyfrowo na konsolę, kupujesz pewność (a przynajmniej znacznie wyższe prawdopodobieństwo), że produkt został przetestowany dokładnie na tym sprzęcie, który posiadasz. To luksus, którego posiadacz RTX 4090 paradoksalnie nie ma.

PS5  vs. PC
resize icon

Zmiana priorytetów - od walki o klatki do walki o wolny czas

Ostatnim, być może najważniejszym aspektem tej debaty, jest psychologia i zmieniający się styl życia graczy. Pokolenie, które wychowało się na składaniu własnych komputerów, podkręcaniu procesorów i wojnach na forach internetowych, dorosło. Mamy pracę, rodziny, kredyty i - co kluczowe - drastycznie mniej czasu wolnego. Kiedy po 8 lub 10 godzinach pracy siadasz przed ekranem, ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest walka z materią nieożywioną. Nie chcesz spędzić pierwszych 40 minut na aktualizacji sterowników, edycji plików .ini, bo deweloper zapomniał dodać opcji wyłączenia aberracji chromatycznej, czy restartowaniu komputera, bo nakładka systemowa gryzie się z antywirusem. Chcesz nacisnąć przycisk na padzie i w ciągu 15 sekund być w świecie gry (dzięki funkcjom takim jak Quick Resume na Xboksie czy błyskawiczne wczytywanie na PS5).

Komputer PC, ze swoją wielozadaniowością, jest wspaniałym narzędziem do pracy, twórczości i gier e-sportowych (gdzie optymalizacja jest zazwyczaj wzorowa). Jednak w sferze gier AAA, nastawionych na fabułę i immersję, staje się coraz bardziej uciążliwy. Wyścig zbrojeń stracił sens, gdy okazało się, że meta to nie „kto ma lepszy sprzęt”, ale „kto ma mniej problemów z grą”. PC-towcy często wpadają w pułapkę perfekcjonizmu - włączają licznik FPS w rogu ekranu i zamiast chłonąć atmosferę świata przedstawionego, analizują wykres frametime'u. Każde chrupnięcie animacji psuje im humor, bo przecież „zapłaciłem, wymagam”. Konsolowiec? Często nawet nie wie, że gra zgubiła dwie klatki, bo systemy wygładzania ruchu w telewizorze i sama percepcja grają na jego korzyść. To po prostu większy spokój dla duszy. Odcięcie się od technicznego zaplecza pozwala wrócić do korzeni gamingu - do czystej zabawy, a nie benchmarkowania własnego portfela. Może więc zamiast wylewać łzy w komentarzach pod kolejną recenzją techniczną na YouTube i grozić deweloperom, warto schować dumę do kieszeni, sprzedać kartę graficzną póki jest coś warta i kupić to małe, plastikowe pudełko? Zostanie nam sporo gotówki na gry, a i nerwy będą w znacznie lepszym stanie.

PC - konsole
resize icon

Podsumowanie

Wojna platformowa od 2024 roku i kolejnych latach nie toczy się już o to, gdzie grafika jest ładniejsza, bo ten wyścig PC wygrał walkowerem dzięki surowej mocy. Wojna toczy się o to, gdzie czas i komfort użytkownika jest bardziej szanowane. Obecna sytuacja na rynku portów PC to patologia, która normalizuje wydawanie nieskończonych produktów i przerzucanie odpowiedzialności za wydajność na portfel klienta. Dopóki gracze PC będą akceptować ten stan rzeczy, kupując pre-ordery i karty graficzne w cenie „samochodów”, nic się nie zmieni. Konsola, ze wszystkimi swoimi ograniczeniami, oferuje dziś produkt kompletny i przewidywalny. W świecie cyfrowego chaosu, ten „spokój duszy” i pewność działania „out of the box” stają się ostatecznym argumentem, którego nie przebije nawet najwyższa rozdzielczość i najostrzejsze tekstury. Czasem mniej znaczy po prostu lepiej - a na pewno spokojniej.

Łukasz Musialik Strona autora
Pasjonat gier od samego dzieciństwa, kiedy to swoją pierwszą konsolę dostał od rodziców. Od tamtej pory zafascynowany grami i ich światem, ponieważ jako dorosły uważa, że to nie tylko rozrywka, ale także sztuka, która może nas uczyć, inspirować i poruszać emocje. Nieustannie poszerza swoją wiedzę i doświadczenie w dziedzinie gier i konsol, aby móc dostarczać innym jak najbardziej wartościowe treści.
cropper