SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 12.03.2018
Nieznajomi: Ofiarowanie – recenzja filmu. Strachy na lachy
1143V

Nieznajomi: Ofiarowanie – recenzja filmu. Strachy na lachy

Dziesięć lat minęło od Nieznajomych w reżyserii Bryana Bertino. Jako że Hollywood ma coraz większe problemy, by wymyślać oryginalne historie, postanowiono że warto ten film nakręcić jeszcze raz. Trochę rzeczy pozmieniano i w ten sposób powstała produkcja Johannesa Robertsa (którego zapamiętałem z powodu beznadziejnego horroru Po tamtej stronie drzwi) Nieznajomi: Ofiarowanie.

Punkt wyjścia jest w zasadzie taki sam jak we wspomnianym pierwowzorze. Małżeństwo (tym razem z dwójką dzieci) przyjeżdża na opustoszały kemping. Szybko okaże się jednak, że nie są sami, gdyż polować na nich zaczną trzej zamaskowani napastnicy.

Nie byłem fanem Nieznajomych, nie zostanę też zwolennikiem Nieznajomych: Ofiarowanie. Przyznać jednak muszę, że wersję, która obecnie jest wyświetlana w kinach oglądało mi się nieco lepiej. Do jej głównych zalet zaliczyłbym fakt, iż jest to krótki i utrzymany w bardzo dobrym tempie film. Akcja zaczyna się praktycznie od razu, bez wielkiego wstępu i jest sprawnie opowiedziana, przez co seans zdecydowanie mi się nie dłużył. Ofiarowanie ma też całkiem niezły klimat, budowany przede wszystkim przez scenografię: myślę, że nawet gdybym od dawna mieszkał na tym kempingu i akurat nikogo by na nim nie było, to bałbym się samotnie spacerować po nocy. Tym dziwniejsze wydaje mi się to, że film tylko momentami trzymał mnie w napięciu i na fotelu podskoczyłem ledwie kilka razy. Wygląda na to, że trzeba mieć większe reżyserskie umiejętności, by naprawdę przestraszyć widza. Tym niemniej docenić należy też bardzo fajną, dobrze komponującą się ze stroną wizualną ścieżkę dźwiękową. Odpowiednio dobrana piosenka może znacznie ulepszyć nawet najbardziej standardową scenę akcji. Za to spory plus dla twórców.

Nawet najlepiej nakręcone sceny nie będą jednak działać, jeśli widz nie dostanie powodu, dla którego ma przejmować się tym, co dzieje się na ekranie. By było to możliwe, potrzebni są sensowni bohaterowie. A tego Nieznajomi: Ofiarowanie nie dostarczają. O postaciach nie wiadomo bowiem nic, wygląda na to, że twórcy po raz kolejny uznali, że wystarczy, iż wiadomo, że to rodzina, co ma stanowić wystarczający powód do kibicowania. Niestety, tak to nie działa. Film Robertsa nie ma w sobie nic, dzięki czemu nie miałbym poczucia straconego czasu. Nie mam nawet pewności, czy sam reżyser wiedział, po co chce opowiedzieć tę historię. Zero emocji, zero przemyśleń, zero czegokolwiek. Na dodatek postacie te robią niekiedy tak głupie rzeczy, że aż głowa boli. Rozumiem, że znaleźli się w kryzysowej sytuacji, więc mogą mieć problemy z logicznym myśleniem, są jednak jakieś granice.

Nieznajomi: Ofiarowanie są zatem filmem, który można ewentualnie obejrzeć po ciężkim dniu pracy i to też raczej z braku lepszych opcji. Zasnąć nie zaśniecie, ale po wyjściu z kina raczej nie będziecie też specjalnie pamiętać, co się w tej produkcji działo. Wiadomo jednak, że co jakiś czas każdy potrzebuje tego typu filmu.

PS Na koniec dodam jeszcze, że nie do końca wiem, skąd w polskim tytule wzięło się słowo Ofiarowanie, które sugeruje trochę, że historia będzie w jakiś sposób związana z czymś na kształt porąbanego kultu i składania ofiar. Nic z tych rzeczy.

Tagi: film nieznajomi: ofiarowanie recenzja

Werdykt
  • + Jest krótki i ma dobre tempo;
  • + Kilka razy można podskoczyć na fotelu;
  • + Ścieżka dźwiękowa
  • - Beznadziejni bohaterowie;
  • - W związku z tym brak emocji, bo niby czemu widza ma to cokolwiek obchodzić;
  • - Kilka głupot;
  • - Mimo wspomnianych kilku scen ogólny brak napięcia
5.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Nieznajomi: Ofiarowanie stanowi idealny przykład filmu, który można obejrzeć wieczorem po pracy i od razu zapomnieć.

Miesięcznik PSX Extreme