Helldivers x Gears of War. Czy naprawdę jesteśmy świadkami końca konsolowych wojen?

Helldivers x Gears of War. Czy naprawdę jesteśmy świadkami końca konsolowych wojen?

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 15:00

To co jeszcze 15 lat temu wydawało się wręcz niemożliwe, a każdy kto rzucał takim pomysłem był wyśmiewany niczym największy głupek, staje się powoli rzeczywistością. Gry PlayStation na Xboksie, gry Xboksa na PlayStation, a ekipa z Halo wita się z Helgastami.

Gdybyście cofnęli się dziś w czasie do 2010 roku i sami sobie powiedzieli, że za 15 lat będziemy mieli coś takiego jak crossover Killzone z Halo 3: ODST, popłakalibyście się chyba ze śmiechu. No bo kto to słyszał, aby w dobie PS3 i Xbox 360, ktoś głosił takie chore herezje. Że niby kończymy z ekskluzywnością? Że nie ma już rynkowej rywalizacji na najlepsze system-sellery?

Dalsza część tekstu pod wideo

Dożyliśmy jednak takiej branżowej rzeczywistości, że takie rzeczy już nikogo nie zaczynają dziwić. Granica została przekroczona i nie ma już odwrotu - to tylko kwestia czasu aż wszystkie aktualne kluczowe marki Sony trafią na Xboksa czy Nintendo, tak samo jak dzieje się to w przypadku Microsoftu. A Nintendo? To Nintendo i chwała im za to.

"Only on PlayStation"

Tak jak w wielu przypadkach, tak i w tym wszyscy dzielimy się co najmniej na dwa rodzaje osób - tych, którzy popierają całkowitą ekskluzywność i tych, których idea ta nigdy tak naprawdę nie zachwycała. Ja osobiście należę do tych pierwszych i momenty, w których mogliśmy zobaczyć każdy kolejny flagowy tytuł zmierzający na PS2, PS3, Xbox 360 czy nawet Nintendo Wii U, były dla mnie nieocenioną frajdą. W czasach, gdy każda platforma miała swój własny określony charakter, wszyscy wiedzieliśmy dlaczego powinniśmy sięgnąć po konkretną z nich. PlayStation było dla a'la filmowych hitów, różnorodnych mini-perełek oraz jRPG-ów, Xbox był domem epickich gier akcji i genialnych wyścigów, od których wręcz dymi czacha, zaś Nintendo oferowało niebywałe gry casualowe, których nie sposób nie kochać za kreatywność. 

Dziś ciężko już tak naprawdę określić czym różni się PlayStation od Xboksa i czym obie konsole wyróżniają się na tle pecetów. Jedynie Nintendo dalej pozostało sobą i jest ostoją dla gier rodzinnych, platformówek, jRPG-ów i intrygujących indyków. Konsolowe "wojny" były zatem, przynajmniej moim zdaniem, bardzo korzystne dla całej branży. Stymulowały rozwój, pobudzały kreatywność i poprzez rywalizację pokazywały, że nie każdy musi być taki sam, a nawet że nie może być taki sam, bo zginie w tłumie. Jeśli kupowało się konsolę, miało się w głowie pewne założenia. Na Xboksie pogram w Gearsy, Halo, Forzę, czy odpalę tańce na "kamerce" Kinect. Sięgając po PlayStation 3 miało się świadomość tego, że może start nie jest najlepszy, ale jak studia Sony zaserwują nam hity, to nawet pecetowcy będą zazdrościć takiej grafiki. Jeśli zaś ktoś naprawdę chciał pograć w coś z dziećmi, nie było lepszego wyboru niż sprzęt Nintendo.

Każda z branżowych konferencji też była unikalna i pełna swego rodzaju przechwałek. "Takie doświadczenia zobaczycie tylko u nas", "nasz sprzęt jest liderem innowacji", "nasza konsola otwiera nowe możliwości rozgrywki". Dziś gier, które autentycznie wykorzystując moc i bajery współczesnych konsol jest jak na lekarstwo i nie ma się co czarować, że sytuacja ta wróci do normy. Dlaczego?

When everybody plays, we all win?

Wchodzimy bowiem w czasy, w których wszystko ma być dla wszystkich i każdy sprzęt ma otrzymać każdą grę, niezależnie od tego przez kogo została stworzona. Oczywiście pewna forma ekskluzywności dalej jeszcze obowiązuje, ale nie miejcie złudzeń - PlayStation też pójdzie drogą Microsoftu, bowiem jak to się zwykło mawiać pecunia non olet, a gdy koszty gier sięgają setek milionów dolarów, producenci nie mają innej opcji jak otwarcie się na każde dodatkowe źródło dochodu. I szczerze powiedziawszy nie ma ich co za to winić - biznes to biznes i musi zarabiać, a że taki Spider-Man 2 musiał sprzedać się w kilkunastu milionach egzemplarzy, aby w ogóle wyjść "na zero", obecna sytuacja w branży wygląda jak wygląda. 

Reggie Fils-Aime powiedział kiedyś, że wystarczy mieć jeden hit, który sprzeda się w 30 mln egzemplarzy raz na generację, żeby biznes mógł dalej się kręcić. Jak to zatem osiągnąć w dobie Game Passa, PS Plus Extra, darmówek z Epica i promocji na gry sprzed 5 lat po 20 złotych? Dorzućmy do tego jeszcze takie gry jak Peak, Schedule I, R.E.P.O. czy Balatro, których koszt produkcji to promil budżetów AAA, a ich sprzedaż przebija wszystko co zrobił Microsoft i Sony przez ostatnie 5 lat. Branża się zmienia i czy nam się to podoba czy nie, mamy tylko dwa wyjścia z tego impasu. Pierwszym jest powrót do gier AA i czasów PS2, gdzie gra na 10 godzin godzin wypakowana była różnorodnymi pomysłami, prostymi mechanikami i aż tętniła charakterem. Innymi słowy, potrzebujemy znacznie więcej takich gier jak Astro Bot czy Donkey Kong Bananza, a mniej rozdmuchanych Horizonów, Spider-Manów czy paszkwili pokroju Halo Infinite. 

Jeśli branża wróci na taki tor, ekskluzywność może także powrócić i pozostać tam, gdzie moim zdaniem być powinna. Druga opcja to kurs na budżetową samozagładę dla producentów AAA, którzy prędzej czy później dojdą poziomu 500 milionów za gry, za które my będziemy płacić po 600 złotych. Osobiście obstawiam, że wszystko dalej pójdzie jednak w tę stronę, w którą idzie obecnie. Odpowiadając więc sobie na pytanie zadane w tytule, niestety muszę stwierdzić, że tak - jesteśmy świadkami końca konsolowej wojny. Wszystko dla wszystkich i wszystko na wszystkim + Nintendo. Ale czy to dobrze, że kończy się to w ten sposób?

The game is fun!

Już teraz gdy zanika taka twarda rywalizacja na gry na wyłączność, zaczynamy widzieć pewne tego skutki. Microsoft stracił werwę z czasów Xboksa 360, przez co od lata prawie żadna gra należąca do Xbox Game Studios nie przekroczyła 90% ocen na Metacritic, co udało się tylko Forzie Horizon i Microsoft Flight Simulator. Żadne Gearsy, Halo, czy jakiekolwiek inne IP wspierane przez "zielonych" nie pokazało nam przełomowej jakości i nie jest w stanie powalczyć o miano najlepszych z najlepszych. Dlaczego? Te gry nie muszą już być "wybitne", nie muszą być "rewolucyjne", mogą być jedynie dobre. Bo nawet jak ktoś nie kupi dla Gearsów czy Halo nowego Xboksa, kupi grę na PC, więc hajs się będzie zgadzał. Game Pass tak czy siak swoje zarobi, bo ludzie tak czy siak dalej będą go opłacać - tak jak Netfliksa czy Disney+, które giga hit mają obecnie raz na parę lat, a ich autorskie produkcje są po prostu "ok".

Gdy Microsoft na całego wojował z PlayStation 3, wypuszczano killer za killerem. Cała trylogia Gearsów, wszystkie Forzy Motorsport, praktycznie wszystkie odsłony Halo z czasów Xbox 360 przebiły próg 90% na Metacritic i rok w rok walczyły o miano najlepszej Gry Roku. To sprawiało, że Sony musiało wziąć się do roboty i po naprawdę słabych początkach PS3, firma zakasała rękawy do roboty i dostaliśmy potężne odpowiedzi - Killzone 2, Killzone 3, trylogia Uncharted, The Last of Us, God of War 3, Little Big Planet, Motorstorm: Pacific Rift, Journey, inFamous. Rywalizacja napędziła obie strony i dała nam jedne z najlepszych tytułów w dziejach.

W czasach PS4 i Xbox One, Sony chciało za wszelką cenę ugruntować swoją pozycję jako lidera i też starało się, aby dać nam prawdziwe system-sellery, bo wiedziało, że bez nich gracze pójdą po prostu tam, gdzie będzie taniej. A taniej jest z Game Passem i jeśli tak dalej pójdzie z rosnącymi cenami gier, abonamenty przejmą prym tak jak przejęły w branży filmowej. Dziś każda wielka firma poszukuje pieniędzy, dlatego Microsoft mniej przykładał się do gier, a bardziej do usług, zaś Sony chciało skręcić w gry-usługi, które generują chore ilości pieniędzy.

Z boku tego wszystkiego stoi Nintendo, które moim skromnym zdaniem będzie w przyszłości największym wygranym swojej obecnej polityki, która nie zmieniła się praktycznie od zawsze. Jeśli chcesz pograć w Mario, Zeldę, Pokemony, Kirby'ego, Donkey Konga, Splatoon, Smasha, czy Pikmin, musisz kupić konsolę Nintendo. I kropka. Gdyby Mario Kart wyszło teraz na PS5, Xboksa czy nawet PC, pewnie rzuciłoby się na tę markę parę milionów osób więcej, ale ucierpiałaby na tym sprzedaż samego Switcha 2 - bo po co mi kolejna konsola, skoro wszystko mogę mieć na pececie. Nintendo swojej polityki nie zmieni, bo w odróżnieniu od Sony czy Microsoftu, ojcowie sympatycznego hydraulika żyją praktycznie wyłącznie ze sprzedaży konsol i gier. 

Dlatego co by się nie działo, Nintendo nie może sobie pozwolić na utratę ekskluzywności, bo wtedy sprzedaż ich sprzętu straci sens, czyniąc z firmy kolejną Segę. Microsoft bez konsol przeżyje, bo zarabia pierdyliony na innych rzeczach, Sony z gorszą sprzedażą PlayStation i tak przeżyje, bo ma gałąź filmową, anime czy inne sprzęty elektroniczne. Jakie są tego wszystkiego efekty? 

PlayStation wydaje 1 duży tytuł rocznie, Microsoft sypie średniakami na lewo i prawo, a jak już coś im przypadkiem wyjdzie, to twórcy tego hitu uciekają gdzie się da. A Nintendo w ostatnie 5 lat co kwartał wyrzucało na rynek grę, dla której warto kupić Nintendo Switch, czy teraz Nintendo Switch 2.

Igor Chrzanowski Strona autora
Z grami związany jest praktycznie od czwartego roku życia, a jego sercem władają głównie konsole. Na PPE od listopada 2013 roku, a obecnie pracuje również jako game designer.

Czy gry powinny pozostać ekskluzywne dla jednej platformy

Zdecydowanie tak - to napędza innowacje i konkurencyjność
86%
Zdecydowanie nie - każdy powinien móc cieszyć się wszystkimi grami
86%
Pokaż wyniki Głosów: 86
cropper