
Hejt na Call of Duty: Black Ops 7 - Battlefield przywrócił dawną równowagę
Kolejny rok to kolejne Call of Duty. Studio Treyarch powraca w siódmej odsłonie podserii Black Ops z akcją w 2034 roku. Ekipa powraca również z futurystyczną otoczką, szczególnie popularną w serii po od 2012 roku. Call of Duty: Black Ops II łączyło fragmenty z przeszłości z przyszłością. Zdawało się, że Treyarch na dobre porzuciło futuryzm, skupiając się na historycznych konfliktach. Kreacja pomysłowych kampanii fabularnych stanowiła filar twórczości studia, dzięki czemu produkcje takie jak Word at War czy oryginalne Black Ops są uważane za najlepsze gry amerykańskiego zespołu. Firma nie ustaje w rozwoju serii i jest stałym wykonawcą kolejnych odsłon Call of Duty.
Call of Duty: Black Ops polubiłem za wszystko. Akcję ulokowano w latach wojny w Wietnamie, a historię przedstawiono z perspektywy Alexa Masona (Sam Worthington). Scenarzyści wykorzystali motywy z kinowych przebojów, tworząc wątki oparte na psychologii i konspiracjach z udziałem postaci historycznych. Treyarch przygotowało również angażujący tryb multiplayer, który przez kilka lat cieszył się dużym zainteresowaniem, a serwery wyłączono dopiero w zeszłym roku. Wydany po dwóch latach sequel zaczął eksperymentować z futyrystycznym uzbrojeniem wmontowywanym następnie do kolejnych gier franczyzy. Call of Duty: Black Ops 7 kontynuuje tamtą historię. Produkcja gry ruszyła jednocześnie z Black Ops 6, grze dokładającej omnimovement do bazowej mechaniki rozgrywki.
Twórcy gry mierzą się z hejtem na etapie promocji i to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się deweloperom. Przy poprzedniej odsłonie bawiłem się bardzo dobrze z uwagi na przemyślaną kampanię dla pojedynczego odbiorcy oraz historyczny kontekst. Studio nie zawiodło moich oczekiwań w kontekście mechanik. Aktualnie więcej czasu spędzam w boomer shooterach (Doom: The Dark Ages, remaster Hexena, futyrystyczny miks Ghostrunnera i Doom, czyli Metal Eden) i spodziewałem się uboższego modelu rozgrywki, lecz miło się zaskoczyłem dzięki implementacji omni-movementu. Call of Duty: Black Ops 7 jako gra próbuje wynieść serię na nowy poziom doświadczeń. Nie wszystkim spodobały się decyzje twórców z Treyarch i studia Raven Software.




Odważne decyzje
Serie produkowane fabrycznie (rok w rok) postrzegane są jako gry nastawione na implementację identycznych schematów, bez silenia się na rewolucje. Pierwszą, odważną decyzją jest brak możliwości wyboru poziomów trudności, od teraz będą one skalowane w zależności od liczby grających. W kampanii fabularnej weźmie udział nawet do czterech graczy, więc im liczniejsze grono, tym trudniejsza przeprawa. „Stworzyliśmy go zarówno dla graczy solo, jak i zespołów, więc nie możecie wybrać go samodzielnie wzorem z poprzednich gier” – tłumaczył dyrektor kreatywny, Miles Leslie. Call of Duty: Black Ops 7 zaprezentowano w trakcie Gamescom z bardzo mieszaną reakcją graczy. Komentujący pisali, że seria potrzebuje odpoczynku, a wielu graczy zdecydowało się na przedpremierowy zakup Battlefield 6, produkcji ze znacznie większym potencjałem w zakresie obranej technologii, trybów sieciowych i stylistyki. Wydaje się, że futurystyczny setting nie zawsze jest mile widziany, niestety, Activision (i teraz już właściciel marki, Microsoft) nie uczy się na błędach. Przytoczę sytuację z przeszłości, gdy ujawniono Call of Duty: Infinite Warfare, zalewane dislike’ami w YouTube, choć gra i tak się sprzedała (13.6 miliona egzemplarzy) i nie przeszkodził jej w tym nawet Battlefield 1.
Nietrudno zgadnąć, że Black Ops 7 bez problemu znajdzie masywną klientelę, bo to jedna z najbardziej rozpoznawalnych, współczesnych marek w gamingu. Fani seriii, nawet jeśli chwilę ponarzekają, to tytuł i tak kupią. Wiele osób traktuje kampanię fabularną raczej powierzchownie i skupia się na trybach rozgrywki wieloosobowej. Nie można odmówić jednak zespołowi z Treyarch kreatywnego podejście do składania kampanii. Akcja gry toczy się dziesięć lat po wydarzeniach z Call of Duty: Black Ops 2. Powraca specjalna jednostka, SEAL na czele z Davidem Masonem, bohaterem BO2 i synem protagonisty pierwszej gry tego cyklu. Treyarch znany jest z „psychologicznych” zagrywek stosowanych w kampaniach fabularnych i prawdopodobnie czeka nas powtórka z rozrywki. Powraca bowiem antagonista, Raul Menendez straszący świat bronią biologiczną, trującym gazem. Miles Leslie odniósł się do gry Batman: Arkham Knight (2015, Rocksteady) tłumacząc, że zespół inspirował się Strachem na Wróble i jego toksyną znaną z produkcji brytyjskiego dewelopera. Zmiany w Black Ops 7 idą znacznie dalej niż sama fabuła. Twórcy oferują rozgrywkę z etapem edngame'owym gdzie gracze mogą sprawdzić swoje umiętności w serii wyzwań za każdym razem otrzymując inne doświadczenie. Brzmi ciekawie, pytanie, czy sprawdzi się w praktyce.
Konkurencja nie śpi
Call of Duty: Black Ops 7 ma jednak poważną konkurencję: Battlefield 6. Nasze wrażenia z bety wskazują, że firma Electronic Arts wyhodowała w swoich studia prawdziwy hit, który sprawdzimy już tej jesieni. Na niekorzyść nowej gry Activision (i Microsfotu) przemawia setting. Futuryzm rzadko pasowało do serii, z dwoma wyjątkami: Black Ops 2 oraz Advanced Warfare, w których niedaleka przyszłość nie psuła pozytywnych wrażeń płynących z czystej rozgrywki. Battlefield 6 robi to, co niegdyś uczyniła trzecia gra franczyzy - wynosi jakość tej serii na nowy level. Silnik Frostbite nigdy nie działał lepiej, co potwierdza mniejsza ilość błędów w samej wersji beta. Za czasów promocji Batllefield 3 było ich o wiele, wiele więcej. Aktualna przewaga wizerunkowa Electronic Arts wynika z prostego podejścia: grę umieszczono w ramie współczesnego konfliktu i nafaszerowano porządną technologią, bez przesadnego kombinowania z wariantami rozgrywki, a gameplay po prostu wzbogacono o szczegóły. W przypadku gry Treyarch i Raven Software mowa o dużych zmianach w kampanii i trybach wieloosobowej rozgrywki, a nie wszyscy za tym przepadają. Nie brakuje opinii sugerujących, że nowa gra Activision pojawiła się o rok za wcześnie. EA wstrzymało się kilka lat z ujawnieniem nowego BF-a i jak widać, zadziałało. Może właśnie o to chodzi, o przywrócenie pewnego balansu i jawnej sugestii, że coroczne premiery przestały zdawać egzamin?
Przeczytaj również






Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych