Gamescom 2025: Graliśmy w God Save Birmingham. Realizm średniowiecznego piekła

Gamescom 2025: Graliśmy w God Save Birmingham. Realizm średniowiecznego piekła

Monika Pawlikowska | Dzisiaj, 19:00

God Save Birmingham to gra survivalowa, która stawia na bezkompromisowy realizm średniowiecznego piekła i ma oddawać historyczny układ tej angielskiej osady. Budzimy się w zapyziałym grodzie, gdzie zamiast sąsiadów otaczają nas gnijące ciała zombie.

Jeśli spodziewacie się brukowanych ulic i świecowych latarni to zapomnijcie. Birmingham w tej produkcji nie jest dekoracyjną pocztówką, lecz błotnistym, brudnym bagnem, gdzie na ulicach pełno gnijącej słomy, a wszędzie czai się cuchnący chaos. Nie ma tu wygodnych chodników, są za to rozmokła ziemia, błoto, kałuże i nieporządek, który wali po oczach i ma w sobie więcej autentyczności niż setki innych gier ładnie polakierowanych na „średniowiecze”.

Dalsza część tekstu pod wideo

Głównym orężem jest prosty sprzęt: widły, łopaty, stare miecze i kije. To naprawdę czuć w każdej animacji i w każdej walce z przeciwnikiem – starcia są brutalne, nierówne i trochę chaotyczne, tak jakbyś próbowała wyłuskać sobie chwilę bezpieczeństwa w świecie, który chce cię zjeść na śniadanie. Niestety, walka jest też powtarzalna i momentami nużąca. Animacje są niedoskonałe, nieco kanciaste, przez co mniej przypominają hollywoodzki taniec, a bardziej walkę dwóch wycieńczonych ludzi, próbujących nie umrzeć z zimna, głodu i uderzeń motyką.

Dej wody

God Save the Birmingam
resize icon

Mechanika gry nie ułatwia życia. Musisz planować każdy ruch - tu nie wystarczy biegać na oślep. Jeden nieostrożny krok i lądujesz z wycieńczenia dupskiem w błocie, a nad tobą pochylają się zielone zęby nieumarłego. Zarządzanie zasobami to istny dramat: woda, jedzenie, odpoczynek - to nie tylko dodatki, ale brutalna codzienność, zmuszająca do trudnych wyborów, które nieraz przyprawią cię o zgrzytanie zębami. I nie - to nie jest symulacja dla fanów casualowego grania. Tu każdy posiłek i każdy łyk wody mają znaczenie.

Eksplorujesz średniowieczne Birmingham, które w wersji demo pełne jest zamkniętych furtek, ciasnych podwórek, rozrzedzonych wiosek i niekończących się kałuż. Open world ma potencjał, ale to świat bardziej klaustrofobiczny niż bezkresny. Z jednej strony - spory, z drugiej - przez swoje błotniste grzęzawiska i śmiercionośne zaułki nieustannie przypomina pułapkę, z której chce się uciec, ale nie ma dokąd.

Nie wiem, czy kiedykolwiek było wam dane przejść się przez grząskie błoto, które klei się do butów, a wy sapiąc pod nosem, znów musicie odwiedzić to samo miejsce, ryzykując spotkanie z hordą zombie. Ta gra świetnie to oddaje i nawet jeśli dla niektórych będzie to powód do narzekań na monotonię, ja dostrzegam tu sporo prawdziwej atmosfery, której brakuje innym produkcjom.

Orka na ugorze

God Save the Birmingam
resize icon

God Save Birmingham nie próbuje być lekkie, szybkie ani łatwe - to kawał survivalu z krwi i błota, dość wiernie oddający szorstkie realia średniowiecza, choć wciąż daleki od ideału pod względem dynamiki i płynności rozgrywki. Jeśli lubicie powolne, wymagające gry, gdzie każda sekunda to walka o życie  to coś dla was. Jeśli nie cierpicie frustrującej toporności i braku błyskawicznych akcji możecie to sobie odpuścić i sięgnąć po coś innego.

Mnie osobiście gra momentami irytowała, zwłaszcza toporna fizyka walki i ograniczony obszar eksploracji, ale wspólnym mianownikiem jest tu szacunek dla detalu: błoto, brud, słoma i proste narzędzia zrobione są jak należy, bez lania wody i efektów specjalnych, które często odbierają klimat podobnym produkcjom. To zdecydowanie tytuł dla cierpliwych, miłośników powolnego survivalu i średniowiecznych realiów bez lukru, gdzie uratują cię nie miecze, lecz przede wszystkim spryt i zimna krew. A jeśli wolicie błysk i speed — no cóż, może lepiej zostać przy kubku herbaty i Netflixie.

Monika Pawlikowska Strona autora
Nieuleczalna optymistka z ADHD. Fanka Quentina Tarantino, Monty Pythona i growych gadżetów. Kocha strzelanie nie tylko wirtualne, ale i w życiu prywatnym. Gra we wszystko, w czym jucha pryska na prawo i lewo. Kiedyś uzależniona od multi, obecnie na przymusowym odwyku. Nikt nie jest idealny, sama też się za taką nie uważa. Każdy ma prawo do własnego zdania - szanuje je, ale też oczekuje szacunku od innych. 
cropper