Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 17.12.2017
PUBG - pierwszy dzień na wyspie Erangel
1810V

PUBG - pierwszy dzień na wyspie Erangel

Podejście numer 3 - nie zostawaj w tyle!

Tym razem zamierzam wyskoczyć z samolotu bliżej centralnej części wyspy. Czekam odpowiednio długo i hop! Wszystko ładnie, pięknie, wypatruję sobie kompleks budynków na dole i kieruję się w jego stronę. Tym razem nurkuję na maksa i czekam do ostatniej chwili z otwarciem spadochronu. Ten zresztą w pewnym momencie otwiera się sam. Ale kątem oka widzę czaszę spadochronu innej osoby, i to dużo niżej! Cholera! Jak on to zrobił, że jest bliżej ziemi niż ja? Do tego kieruje się dokładnie w stronę tych samych zabudowań!

Szybka zmiana planu, zmieniam kierunek i ląduje obok małej szopy, niedaleko wspomnianego kompleksu. Co ja tam znajdę? Na szczęście jest! Pistolet i kilka nabojów! Bez szału, ale lepszy rydz niż nic. Co robić, iść w inną stronę czy próbować wbić się do budynków, w których jest ten drugi koleś? Wylądował sporo przede mną, na pewno ogołocił już kilka pomieszczeń i pewnikiem ma już arsenał. Mimo to próbuję. Po cichu zbliżam się od strony małej skarpy - nie powinien mnie od razu zauważyć. Widzę na środku jeden budynek z otwartymi do wewnątrz drzwiami - był tam. Zbliżam się do jego ściany, ale nie wchodzę do środka. Mógł stamtąd wybiec, ale mógł równie dobrze przygotować wewnątrz zasadzkę. Tak czy inaczej nie wiedział pewnie, że jestem w okolicy. Tam, w górze, ja dobrze go widziałem, on mnie pewnie nie, bo był poniżej.

Z lewej jest duży budynek z pozamykanymi drzwiami. Coś mi mówi (intuicja?), żeby tam się zbliżyć. Po cichu podchodzę do drzwi, kiedy nieco z prawej słyszę szczęk przełaowywanego magazynka. Zbliżam się do okna obok i widzę końcówkę lufy. To on! Chyba mnie jeszcze nie widzi, buszuje w ekwipunku. Wychylam się jeszcze bardziej i puszczam w jego stronę kilka strzałów. Jest zdezorientowany! To jeszcze parę, cały magazynek! Mam go! Mam go! Wchodzę do środka i zgarniam po nim łup. O mamo! Ale się facet obłowił! A ja miałem szczęście, że udało mi się go podejść. Zdobywam płaszcz, czapkę bejsbolówkę, bandaże, Tommy Guna, Shotguna, granaty i masę amunicji. To moje urodziny!

Oszołomiony tym tryumfem plądruję jeszcze pozostałe pomieszczenia i kolejny budynek... nie zważając na uciekający licznik. Biegnę dalej, natrafiam na kolejne budynki i znajduję tam zestaw medyczny, środki przeciwbólowe i lepszy plecak. Ale jestem gość! Nikt mi nie podskoczy z takim arsenałem! Tymczasem licznik strefy dawno dobił do zera. Nie przejmuję się - przy poprzednim podejściu po ograniczeniu strefy gry nic się nie działo, więc wykoncypowałem, że pewnie przy pierwszym takim "zawężeniu" nic się jeszcze nie dzieje, a życie zaczyna uciekać potem.

Nagle, widzę jak na mapie dogania mnie niebieski krąg! Cholera, to chyba nic dobrego nie wróży. Poprzednim razem jechałem buggym i krąg mnie pewnie nie dopędził. Teraz nie jest już tak różowo. Pędem rzucam się w stronę strzałki wskazującej kierunek strefy gry, tymczasem niebieski okrąg mnie mija i zaczynam tracić życie. Otwieram mapę na cały ekran, żeby zorientować się jak daleko jestem od strefy (sprytnie, że robię to dopiero teraz) i.... jestem załamany. Diabelnie daleko! Ale to nic, pędzę jak wariat. Mam mnóstwo medykamentów, poza tym może uda mi się gdzieś po drodze znaleźć jakiś pojazd. Niestety nic po drodze nie znajduję, a życie dalej ucieka. Biegnę tak na przełaj, nie zważając na osłony, gdy strefa zawęża się już po raz drugi. Życie ucieka tym razem coraz szybciej, a ja zużywam coraz więcej medykamentów. W plecaku jest ich już niewiele, a ja wciąż jestem daleko. Przede mną miasto Pochinki (ponoć osławione), które jest w... czerwonej strefie. To na pewno nic dobrego, ale wbijam tam jak wariat. Już rozumiem co oznacza czerwona strefa - nalot bombowy! Biegnę pomiędzy budynkami i eksplozjami i wciąż mam nadzieję na jakiś pojazd. Nic z tych rzeczy. Nie wiem czy to łut szczęścia, ale nie trafia mnie żadna bomba. Zostawiam za sobą Pochinki i biegnę dalej. Do niebieskiej strefy już niedaleko, ale ja już nie mam żadnych środków leczniczych, a życie niemiłosiernie ucieka...

Pędzę ile sił w nogach! Strefa już tuż tuż... Zdążę! Pasek życia został mi na centymetr. Jeszcze tylko chwila, za tym małym wzgórzem! Już prawie jestem. Zdążę! Życie na milimetr! Nie zdążę! Padam na twarz, jakieś 5 metrów od granicy strefy... Byłem 28, ale nie zabił mnie inny gracz, tylko moja własna pazerność i nieostrożność.

Czas ochłonąć

Ufff... na tę chwilę wystarczy. Dostałem porządną lekcję pokory. PUBG to bardo brzydka gra na XOne, ale trzeba przyznać, że zapewnia masę emocji! A Wy, dajcie znać w komentarzach, jakie akcje przeżyliście na wyspie Erangel.

Tagi: PlayerUnknown's Battlegrounds xbox one

Przejdź do strony