Wyzwanie dla fanów The Office. Zobacz część serialu i zgarnij 3800 zł

The Office jest nieśmiertelne. Mogę wracać, a cały czas bawi

Kajetan Węsierski | 19.03, 15:00

Choć bardzo się od siebie różnimy i wszyscy jesteśmy pod wieloma względami inni, to każdy z nas ma taką rzecz, która nas łączy. I prawdopodobnie może być to na przykład chęć powrotów do dawnych dzieł popkultury, które niegdyś nas bawiły, a po upływie lat… Są w stanie robić to nadal. Nie mam żadnych wątpliwości, Drodzy Czytelnicy, że większość z Was jest w stanie od razu wpaść na jakieś dzieło tego typu. 

Ja mam ich nawet kilka - pojawiają się w kontekście książek, ulubionych gier wideo, najlepiej wspominanych seriali, niesamowicie emocjonujących filmów, czy choćby hobbystycznych czynności, które mogę odłożyć na długi czas, a potem wrócić do nich i znów bawić się znakomicie. To po prostu elementy naszego życia, które nigdy się nie znudzą - niczym ulubione danie, które można wcinać każdego dnia. 

Dla mnie jednym z takich dzieł kultury rozrywkowej jest amerykańska wersja serialu „The Office”. Ta sama, która była wrotami do dużej kariery Johna Krasińskiego czy Stevena Carella. Produkcja, która przez dziewięć sezonów przed laty dostarczała nam tak wyśmienicie skrojonego humoru, iż nawet po najgorszym dniu w szkole (w moim przypadku była to wtedy szkoła) potrafił on podnieść na duchu i wywołać napady śmiechu! 

Co to jest The Office? 

Aby lepiej zrozumieć „The Office”, warto zacząć od początku. I już na wstępie trzeba wspomnieć, że amerykańska wersja nie jest oryginalną, jak wielu może się wydawać. Przed nią pojawiła się brytyjska, która również ma swoich fanów, choć… Ja do nich nie należę. W obu przypadkach rodzaj humoru jest podobny i nieco żenujący, choć o ile w przypadku Dunder Mifflin wywołuje to śmiech, to w Wernham Hogg politowanie (choć nie zawsze, Gervais jest kapitalny). 

Wracając - nie ma przypadku w tym, iż dostaliśmy aż dziewięć sezonów, a przez cały okres transmitowania (2005 - 2013) produkcja utrzymała się na szczycie i świetnie wypadała w słupkach oglądalności. Gdy coś przez niemal dekadę nie nudzi widzów, to musi być doskonałe. A nawet gorsze epizody nie są w stanie wtedy zmazać zamiłowania do całego wykreowanego przez utalentowanych pisarzy świata. 

Pod względem fabularnym mamy tam natomiast do czynienia z… Tytułowym biurem - a raczej życiem, które toczy się w nim swoim tempem. Akcja rozgrywa się w głównej mierze w Scranton, w Pensylwanii. Tam mieści się wspominany wcześniej oddział firmy papierniczej Dunder Mifflin, którego bohaterów mamy przyjemność poznawać. A jest to prawdziwa mieszanka charakterów, która niekiedy potrafi prowadzić do naprawdę wybuchowych połączeń. 

A jeśli już przy samych charakterach jesteśmy - są one jedną z najmocniejszych stron produkcji. Właściwie trudno tam wytypować postać „nijaką”. Dosłownie każda ma swoistą głębię, konkretne problemy, własne potrzeby i życie (zarówno zawodowe, jak i prywatne). Nie ma bohaterów, którzy są, by być. Wszyscy coś znoszą, a najlepszym dowodem jest fakt, iż praktycznie względem każdej możemy mieć jakieś emocje i odczucia. Lubić Jima i nie przepadać za Andym. Dla przykładu oczywiście ;). 

Mogę wracać, wracać i wracać…

Ostatnio ponownie wróciłem do obcowania z serialem i zauważyłem, że choć od ostatniego maratonu nie minęło wcale wiele miesięcy, to ja dalej świetnie bawię się przy każdym odcinku. Relacje między postaciami wciąż elektryzują, sposób prowadzenia firmy przez Michaela to niezła bomba emocji, a wstępniaki nieustannie sprawiają, że trudno wyłączyć odcinek, zanim nie obejrzy się go do końca. 

I czasem sam się zastanawiam, z czego wynika to, że choć wszystko poszło do przodu, ja wciąż odnajduję tam tak wybitne pokłady humoru. Cóż - może ma to związek z tym, że wiele odcinków oraz podłoży pod żarty by już dziś nie przeszło? Pewne kwestie po prostu dużo mocniej uwrażliwiają dziś społeczeństwo. A umówmy się - Ricky Gervais nie ma w swoim słowniku czegoś takiego jak „granice humoru”. Potrafi się śmiać absolutnie ze wszystkiego. 

Może więc to po prostu fakt, iż obecnie nie mogę liczyć na komedie aktorskie żartujące z tak szerokiej gamy rzeczy? Spektrum jest naprawdę okazałe, a twórcy ugodzili chyba w każdy możliwy stereotyp, religię, pochodzenie czy miejsce zamieszkania. I ma to swój urok - przynajmniej dopóki nie traktujemy tego jako bezpośrednią ofensywę wymierzoną w nas. Bo nie oszukujmy się - wcale nią nie jest. 

Wiecie - to trochę jak z serialem „Przyjaciele” czy wieloma innymi sitcomami z przełomu wieków. Dziś prawdopodobnie nie przeszłyby w swojej formie, albo przynajmniej musiałyby zostać ostro zmienione. A obmyte z tego hadcore’u, do którego niekiedy dochodzi, nie byłyby tak samo dobre. Przynajmniej dla mnie - ta bezprecedensowość i głupkowate żarty zwyczajnie mnie relaksują. A niekiedy zmuszają nawet do refleksji… 

Reasumując…

Jeśli mogę jakość podsumować ten tekst to… Po prostu polecam dać temu serialowi szansę. Choć początkowo może się okazać, że „nie kliknie” między Wami i bohaterami, a same odcinki będą bardziej żenowały, niż bawiły, to wciąż warto poczekać. Dajcie szansę przynajmniej pierwszemu sezonowi, a później będzie już tylko lepiej (przynajmniej do siódmego sezonu) - zaufajcie mi. 

Koniec końców wiem jednak, że to nie serial dla każdego. Wszak mamy różne poczucie humoru i bawią nas często żarty z dwóch różnych biegunów. Co więcej, jestem przekonany, że dla wielu osób, które nie obcowały z tym wcześniej, niektóre „kawały” mogą okazać się za mocne. W końcu obecnie wyczulenie na śmianie się ze stereotypów czy poważnych problemów spotyka się często z dezaprobatą. Takie jest jednak założenie tego serialu. I ja je kupuję. Polecam mocno

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper