Minuta ciszy (2022)

Minuta Ciszy – wywiad z Adamem Bobikiem. „Potrafiliśmy przegrać w Fifę całą noc”

Piotrek Kamiński | 17.09, 08:00

Trzeci odcinek „Minuty ciszy” jest już dostępny na Canal+ online, a my rozmawiamy z Adamem Bobikiem, czyli serialowym Nutą. Trochę o serialu, trochę o tym jak to jest zaczynać swoją przygodę z aktorstwem, a trochę o graniu w gry do białego rana, bo przecież spanie jest dla cieniasów. Miłej lektury.

Piotrek Kamiński: Mam wrażenie, że często się ostatnio widujemy. Wizyta na planie „The Office PL”, premiera „Samca Alfa”, dzisiaj. Wydaje mi się, czy Adam Bobik mocno się ostatnio rozpędza zawodowo?

Adam Bobik: Ciężko nazwać to „ostatnio”. Wiadomo, że premiera to jedno, ale nagrywa się wcześniej, ale tak, dzięki bogu mam tej pracy tyle, że mi wystarczy.

PK: Najbliższa premiera, dziewiątego września, to „Minuta Ciszy”, serial Canal+. Kogo tam grasz?

AB: Gram „Nutę”...

PK: Jakiś związek z „Vabank”?

AB: (Chwila zastanowienia) Tak! Gram na pewnym instrumencie, który też w Vabank występuje, ale nie będę mówił jakim, niech widzowie sami zobaczą. Określam postać Nuty sloganem „zwykły chłopak”. Mam respekt przed takimi rolami, ponieważ trzeba je zagrać zwyczajnie, ale jednocześnie postarać się, żeby to nie była płaska postać, żeby miała swój charakter. Nuta pracuje w zakładzie pogrzebowym Jacka Wiecznego (postać Piotra Roguckiego – przyp. red.) już jakiś czas, więc jest oswojony z tą charakterystyczną atmosferą i klimatem tego zawodu.

PK: „Minuta Ciszy” jest serialem komediowym, ale to też dramat...

AB: Wszystko! Komedia, dramat, a nawet thriller. To miks gatunków i jednocześnie miks emocji.

PK: Zwiastun pokazuje, że w serialu będą działy się rzeczy kompletnie absurdalne, bawiące nas nie ze względu na swój komediowy potencjał, ale ponieważ aż trudno nam uwierzyć, że coś takiego może faktycznie się dziać, choć zdecydowanie tego typu sytuacje również potrafią mieć miejsce. Przytrafiały ci się jakieś takie szaleństwa w życiu, coś z czego można by zrobić ciekawy film?

AB: Mam przyjaciela, który dużo w życiu przeszedł – Łotrek, pozdrawiam ciebie – i nawet napisaliśmy scenariusz na bazie jego życia. Dużo się w tym jego życiu działo, rzeczy dla większości kompletnie niewiarygodnych... A w „Minucie Ciszy”, mimo że jest dużo absurdalnych sytuacji, wydarzenia pozostają wiarygodne. Nie wychodzi tanie heheszkowanie, tylko niedorzeczna, gęsta, ale wiarygodna historia, w czym zasługa Jacka (Lusińskiego – przyp. red.), reżysera, że udało mu się ten balans osiągnąć i utrzymać.

PK: A ten wasz scenariusz leży i czeka na swoją kolej?

AB: To było pisane z siedem lat temu, kiedy jeszcze prawie w ogóle nie działałem zawodowo, stawiałem może pierwsze kroki. Zawsze ma człowiek wtedy taką ambicję, że zrobi coś sam. Uważam, że to fajny scenariusz, zatytułowaliśmy go „Heroina Blues” i myślę, że mógłby się kiedyś spodobać widzom. Na razie tyle, że jest napisany. Każdy z nas ruszył do przodu zawodowo i scenariusz musiał zostać odłożony na półkę.

Synek i Nuta

PK: Lubisz grać role komediowe, czy jakoś tak przypadkiem akurat takie ci się teraz trafiają?

AB: Powiem ci, że sam jestem zdziwiony, bo ze swoim emploi nigdy nie podejrzewałem, że będę mógł bawić widzów, a jakoś tak właśnie się dzieje. Czy lubię? Zagrać tak, żeby kogoś rozbawić nie jest łatwo, to wiadomo nie od dziś. Czasem wychodzi mi to lepiej, czasem gorzej...

PK: W „The Office PL” szybko stałeś się jedną z ulubionych postaci wśród widzów. Bardzo swojską, w naszym klimacie. A jaki w takim razie typ roli najbardziej by cię interesował, jeśli nie komediowa?

AB: To częste pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Nie mam w głowie czegoś takiego, że chciałbym zagrać szefa mafii, policjanta-alkoholika, który rozbija mafię, albo żołnierza. Zawsze liczę na to, że jak zaczynam czytać scenariusz, to porwie mnie on jako całość. Bo jeśli mam dobry scenariusz to będę usatysfakcjonowany swoją rolą, jaka by nie była. Grunt to dobry scenariusz, a nie jedynie postać (chociaż też dobrze, żeby nie była byle jaka!).

PK: To może w drugą stronę, rola, przy której wiesz, że spaliłbyś się ze wstydu, którą miałbyś problem udźwignąć?

AB: Może nie tak, że spaliłbym się ze wstydu, ale mam faktycznie swoje granice i nie wziąłbym udziału w projekcie, który naruszałby wartości, które osobiście wyznaję. Nie byłbym w stanie skupić się na pracy, gdybym czuł taki wewnętrzny konflikt. Ale spalił ze wstydu? No nie wiem, gram w końcu w „The Office PL” (śmiech). Trochę tam pajacuję.

PK: Więc mówisz, że „Minuta Ciszy” mieści się w tych twoich granicach? Bo tam też dzieją się dosyć dzikie rzeczy. Myślisz, że tak wygląda to i w prawdziwym świecie?

AB: Na pewno. Ten serial fajnie właśnie pokazuje, że jak to mówi Wieczny: „business is business” i nieważne, czy ktoś sprzedaje deski podłogowe, kafelki, czy piece, konkurencja jest wszędzie, czasem nieczysta. Często wewnętrznie przypisujemy tego rodzajowi usług, jak te pogrzebowe, jakiś taki majestat, ale tak nie jest. To po prostu praca. W każdym razie na pewno dla tych ludzi, którzy ją wykonują.

PK: Pogrzeby to mimo wszystko jednak dosyć trudny temat. Zdarzały się sceny, które ciężko ci było kręcić?

AB: Przy każdym projekcie mam pewne trudności, ale to bardziej trudności natury aktorskiej, wiesz, żeby odtworzyć coś najlepiej jak potrafię, wiarygodnie. Dyskutuje się z reżyserem, czy idziemy w lewo, czy w prawo z czymś. Ale to na każdym planie. Natomiast tematycznie takich trudności nie było. Jestem już na tyle dużym chłopcem, że zdaję sobie sprawę, że to są tylko fantomy, albo czasami prawdziwi – ale żywi – ludzie leżący przede mną. Nie miałem przy nich oporów.

W trakcie uroczystości pogrzebowych

PK: Chyba dużo ostatnio grasz w serialach. Masz przy takim grafiku jeszcze czas na jakieś inne swoje pasje?

AB: Mam o tyle szczęście, że to właśnie ten zawód od dziecka był moim marzeniem, moją pasją. Nie zbieram znaczków (chociaż kiedyś zbierałem), a jeśli chodzi o życie prywatne, to mam czas na wszystko – czasami nawet trochę za dużo i nie wiem co z nim zrobić. Myślę sobie wtedy, że ale bym sobie pojechał na plan! (śmiech)

PK: Pograć sobie z kolegami i koleżankami z planu w „5 sekund” ...

AB: No właśnie! Nawet na planie jest czasami trochę tego czasu.

PK: A grasz czasami na konsoli albo komputerze, albo może kiedyś grałeś?

AB: Kiedyś bardzo dużo. Dosyć późno dostałem pierwszy komputer, składak ze Stadionu Dziesięciolecia. Pierwsze moje gry to była „Fifa”, chyba 98, „Need for Speed 3” i „Heroes 3”. Łoiłem w nie non stop. Później tylko dochodziły kolejne tytuły, zaczęła się walka z mamą, chowanie się z graniem. Zanim poszedłem na aktorstwo studiowałem w Warszawie wychowanie fizyczne i pamiętam, że dużo grałem w „Football Managera”, który pokazywał między innymi twój stopień uzależnienia. Masakra. Później weszły konsole. Mieszkaliśmy w pięciu z kolegami – w sensie ja koczowałem u nich, oni mieszkali – jeden miał projektor i graliśmy w Fifę 16, bodajże. Nazwaliśmy to „Turniejem Mistrza Mistrzów”. Potrafiliśmy przegrać całą noc. W końcu stwierdziliśmy, że musimy chyba połamać tę płytę, żeby się od niej uwolnić.

PK: A dzisiaj?

AB: Dzisiaj już nie. Porozjeżdżaliśmy się po świecie, wyrośliśmy z tego trochę.

PK: Dzisiaj mógłbyś zająć się grami zawodowo. W końcu praktycznie każda duża gra fabularna dostaje polską wersję. Nie myślałeś, żeby spróbować swoich sił w dubbingu, użyczyć swojego głosu w jakiejś grze?

AB: Z chęcią bym to zrobił, ale wiesz, to nie działa tak, że sobie o czymś pomyślę i to się dzieje.

PK: Musisz sobie to zwizualizować, jak jeden taki kiedyś. Może ktoś nas akurat przeczyta...

AB: Jakby ktoś przeczytał naszą rozmowę i chciał skorzystać z mojego głosu to ja mu go bardzo chętnie użyczę.

PK: Więc co czeka Adama Bobika w najbliższej przyszłości? Masz już nagrane jakieś kolejne projekty?

AB: Coś tam się dzieje. Wrzesień, październik, listopad – będę się trochę pojawiał. Nie są to ogromne role, ale fajne, ciekawe, również śmieszne. Jeden serial, a w perspektywie pół roku również film fabularny, ale na razie nie mogę jeszcze zdradzić żadnych szczegółów.

PK: W takim razie życzę powodzenia i może następnym razem porozmawiamy o tym tajnym projekcie!

AB: Dzięki!

cropper