Horrory japonia

Nie tylko The Ring. 10 azjatyckich horrorów, które trzeba obejrzeć

Dawid Ilnicki | 06.03, 16:00

Na przełomie wieków sporą popularnością zaczęły cieszyć się azjatyckie horrory, które były prawdziwym powiewem świeżości dla gatunku. Nie tylko zaproponowały one kompletnie nowe ujęcie starych tematów, ale również w zupełnie inny sposób podchodziły do straszenia, a ich remake’i często potwierdzały, że styl - zwłaszcza japońskich - twórców był właściwie niepodrabialny. 

Pojęcie “horroru azjatyckiego” było popularne jeszcze na początku XXI wieku, dziś już jednak wydaje się nie mieć większego sensu. Trudno bowiem traktować zbiorczo filmy pochodzące z różnych krajów, często reprezentujące zupełnie inne podgatunki kina grozy. To, co łączy większość z tych tytułów to jednak specyficznie budowana atmosfera niepokoju, wcale nie nadużywająca ulubionego chwytu zachodnich twórców, czyli jumpscare'ów, a raczej budująca klimat poprzez obraz i muzykę. Warstwa audio również jest tu wykorzystywana w zupełnie inny sposób niż choćby w produkcjach amerykańskich, paradoksalnie często dając wybrzmieć ciszy, budującej narastający niepokój.

Wybrałem dziesięć mniej znanych lub nieco zapomnianych filmów, które zdecydowanie warto obejrzeć, po raz pierwszy albo już kolejny. Na tej liście są zarówno obrazy, które robiły prawdziwą furorę na początku XXI wieku, jak i mniej znane. Niektóre w interesujący sposób podchodzą do znanych tropów popkulturowych, jak choćby kino zombie, inne twórczo przetwarzają całe formuły filmowe, dobrze znane na Zachodzie, dodając do nich lokalny koloryt. 

Puls

Premiera jednego z najbardziej znanych filmów Kiyoshiego Kurosawy przypadła na okres coraz większej ekspansji Internetu. Dziś oczywiście może już być odbierana zupełnie inaczej, kilkanaście lat temu budziła jednak dużo większy niepokój. Oto bowiem mamy tu do czynienia z grupką ludzi otrzymujących dziwne wiadomości w sieci, którzy następnie znikają w tajemniczych okolicznościach. Twórcy wykorzystują tu jednak jeden z motywów kina grozy przede wszystkim, by pokazać rzeczywistość współczesnych, przeludnionych miast, w których największym problemem ludzi jest często samotność.

Opowieść o dwóch siostrach

Coraz popularniejszy podgatunek horrorów psychologicznych ma całkiem niezłego przedstawiciela także w kinie koreańskim. Mowa tu oczywiście o filmie Kima Jee-Woona z 2003 roku, zainspirowanym pewną lokalną legendą, pochodzącą jeszcze z czasów ery Joseon (od końcówki XIV wieku aż po XIX w.). Dziwne rzeczy zaczynają się dziać w pewnym domu, po tym jak wracają do niego dwie siostry, które po śmierci swojej matki długo pozostawały w szpitalu psychiatrycznym. Atutem jest tu zarówno mocno skomplikowana fabuła, jak i atmosfera grozy,  tworzona głównie przez znakomite zdjęcia. 

Shutter - Widmo

Banjong Pisanthanakun powrócił w zeszłym roku, z całkiem udanym “Medium”, które eksplorowało dobrze znany motyw opętania. Największym dziełem tego twórcy był jednak, mający swoją premierę w 2004 roku, zrealizowany do spółki z Parkpoomem Wongpoomem, “Shutter - Widmo”, który okazał się wielkim sukcesem, a już cztery lata później na rynku pojawił się amerykański remake. Scenariusz wykorzystuje motyw nieumyślnie spowodowanego wypadku, który prześladuje ich sprawców w najbardziej nieoczekiwany sposób.

Dark Water

Cztery lata po sequelu do “Ringu” Hideo Nakata zajął się podobnym, ale już niezwiązanym z jego największym hitem projektem. Główną bohaterką jest tu walcząca w sądzie, o prawo do wychowywania córki, rozwódka, wprowadzająca się do starego bloku, w którym od początku zaczynają ją niepokoić plamy wody na ścianie. Wkrótce okazuje się, że to mieszkanie ma tajemniczą przeszłość. Kolejny film Nakaty straszy trochę inaczej niż poprzednie, ale wszystkie cechuje gęsta i mroczna atmosfera, która od początku udziela się widzowi.

Lament

Znakomity horror koreański, którego głównym bohaterem jest pewien safandułowaty policjant, zajmujący się śledztwem na temat serii morderstw popełnionych w małym miasteczku, a także tajemniczej choroby, która się tam szerzy. Obraz Na Hoon-jina niezwykle zgrabnie miesza gatunki, bywa bowiem zarówno detektywistycznym thrillerem, jak i komedią, ale na pierwszy plan wysuwa się horror, a to ze względu na umiejętnie budowaną, zarówno za sprawą obrazu, jak i muzyki, atmosferę grozy, jak również kapitalne zakończenie. 

Oko

Mający swą premierę w 2002 roku tajski film braci Pang to chyba najbardziej znana produkcja, którą zrealizowali. Już sześć lat później doczekała się ona amerykańskiego remake’u, w którym zagrała m.in. Jessica Alba, a wcześniej powstały dwa kolejne sequele. Bohaterką obrazu jest młoda kobieta, która po przeszczepie rogówki zaczyna dostrzegać nietypowe rzeczy. Niektórzy mogą być zniesmaczeni głównym wątkiem, ale jest to motyw wykorzystywany wielokrotnie, a znany już choćby z “Rąk Orlaca” z 1924 roku. Duet reżyserów potrafi zaś budować napięcie i wcale nie dziwi, że film ten okazał się tak wielkim sukcesem. 

Jednym cięciem

Nie obejdzie się tu oczywiście bez komedio-horroru, który tym razem jest również obrazem o robieniu filmu. Bohaterami tego dzieła są bowiem członkowie ekipy, tworzącej kolejną, mało znaczącą produkcję o zombie, których w pewnym momencie zaskakuje coś czego w ogóle się nie spodziewali. A w sumie powinni! Produkcja w reżyserii Shinichiro Uedy to niezwykle sprawnie zrealizowana satyra na rynek filmowy, będąca swoistym filmem w filmie, w dodatku nakręcona za śmieszne pieniądze, około 25 tysięcy dolarów.

Noroi

Ta japońska produkcja łączy cechy horroru i mockumentu, który pojawia się w późniejszej twórczości reżyserskiej Kojiego Shiraishi. Bohaterem jest tu nieustraszony tropiciel zjawisk paranormalnych, pojawiający się we wszystkich miejscach, gdzie może się dziać coś dziwnego. Razu pewnego natrafia na zupełnie niestandardową sprawę zniknięcia kilkorga ludzi, powiązanych wyłącznie przez martwe gołębie i jedno, tajemnicze słowo. Film z 2005 roku jest przez wielu uznawany za najlepszą produkcję typu found footage, zrealizowaną w XXI wieku.

Macabre

Trochę gore. Indonezyjczyk Timo Tjahjanto znany jest przede wszystkim z wyjątkowo okrutnego widowiska akcji “Przychodzi po nas noc”, w którym zagrali Joe Taslim i Iko Uwais. Wcześniej jednak nakręcił film, który przez wielu nazywany jest azjatycką odpowiedzią na “Teksańską masakrę piłą mechaniczną”. Podobnie bowiem jak tam i tu bohaterami jest grupka przyjaciół, która nawet nie przeczuwa w co się wpakowała, gdy postanawia odprowadzić dziewczynkę do jej chatki w lesie. Produkcję docenić powinni przede wszystkim amatorzy krwawych opowieści, który tym razem dostaną ją w egzotycznej scenerii. 

Three… Extremes

Antologie kina grozy to dość popularna formuła i nadal realizuje się ich całkiem sporo. Niektóre z nich są całkiem niezłe (“Southbound”), inne trącą kompletną amatorszczyzną. Na szczęście z tym drugim przypadkiem nie może być mowy, gdy mówimy o tej produkcji. Mamy tu bowiem do czynienia z trzema obrazami, zrealizowanymi przez uznanych twórców: Fruit Chana, Park Chan-Wooka i Takashiego Miike. Wszystkie są dobre, ale szczególną uwagę należy zwrócić na “Pierożki”, które w tym samym roku miały swoją premierę w wersji pełnometrażowej i dziś są uznawane za jeden z najoryginalniejszych filmów w tym gatunku XXI wieku.

cropper