Upadek Królestwa jest niesamowity. Wikingowie: Valhalla rzucą topór twórcom The Last Kingdom?

Upadek Królestwa jest niesamowity. Wikingowie: Walhalla rzucą topór twórcom The Last Kingdom?

Mateusz Wróbel | 26.01, 22:00

Fani produkcji skupiających się na skandynawskich wojownikach mają powody do radości. Już niebawem na Netfliksie pojawi się mocno wyczekiwany spin-off serialu Wikingowie - Wikingowie: Valhalla - a w międzyczasie możemy szykować się na kolejny, finałowy sezon Upadku Królestwa.

O fenomenie Upadku Królestwa słyszałem na przestrzeni ostatnich lat bardzo często. Tak naprawdę chciałem zapoznać się z nim od dłuższego czasu, ale przez wzgląd na to, że historia przedstawiająca ekspedycje Ragnara Lodbroka, a następnie jego niezbyt zapadających w pamięć synów wciąż trwała, odpuściłem oglądanie aż do momentu zakończenia Wikingów.

Jak wiadomo, scenarzyści w obu produkcjach podeszli do tematu ważnych bohaterów w różny sposób, więc mieszanie poszczególnych wątków byłoby złą decyzją. Książkowym przykładem jest chociażby postać Ubby, który w Wikingach wygląda na chłopca szukającego nowych przygód, a w Upadku Królestwa przedstawiono go jako - dosłownie - wielkiego wojownika, z którym każdy się liczy. Takich przykładów jest multum.

Upadek Królestwa - chcę więcej!

Finalnie Upadek Królestwa odhaczyłem dopiero w poprzednim tygodniu. Kolejne odcinki, ba, nawet i sezony, połykałem bez jakiejkolwiek popity i nie mogłem wyjść z podziwu, jak świetna jest to produkcja. Kieruję się nawet ku stwierdzeniu, że pierwszy sezon The Last Kingdom jest ciekawszy pod wieloma względami niż razem wzięte epizody z czwartego, piątego i szóstego sezonu Wikingów. 

Niestety, ale trzy ostatnie sezony (ten czwarty można było jeszcze jakąś przełknąć, bo motyw zemsty na królach Anglii jako tako mógł się podobać) Wikingów wołały o pomstę do nieba i nawet przymykając oczy na parę nieścisłości w scenariuszu, ciężko było czerpać jakąkolwiek przyjemność z oglądania przygód Ubby, Hvitserka, Sigurda i Ivara. Może dlatego, że ich ojciec zawiesił poprzeczkę zbyt wysoko, a oni trzymali się non stop w jego cieniu. A może dlatego, że sporo wątków było niepotrzebnie przegadanych robiąc z tego niemałą telenowelę, w której poprowadzenie wątków wielu postaci było nieprzemyślane? Na to każdy widz znajdzie odpowiedź. 

Upadek Królestwa wyróżniał się już od pierwszych chwil tym, że na ekranie ciągle coś się dzieje. Jeśli bohaterowie wpadli na pomysł najechania na fortecę wroga w drugim odcinku, to w tym samym albo maksymalnie kolejnym epizodzie wykonywali swój plan. Przez wszystkie cztery, opublikowane do tej pory sezony nie ma kompletnie miejsca na jakąkolwiek nudę czy niepotrzebne dialogi - jest bardzo konkretnie, a dobrze wykreowane postacie tylko zachęcają do siedzenia przez telewizorem i rozpoczynania kolejnych odcinków. Nie należę do "nocnych marków", ale zasiadając do The Last Kingdom o 22, bardzo często kończyłem seans nawet o 3 czy 4 nad ranem. 

Wikingowie: Valhalla rzucą topór The Last Kingdom?

Przygoda Uhtreda z Bebbanburga jest pełna intryg i cieszę się, że czwarty sezon nie jest tym ostatnim. Od dłuższego czasu trwają już prace nad finałowym, piątym sezonem, na który czekam z ogromną niecierpliwością. Scenarzyści nie boją się uśmiercać ważnych charakterów, cały czas gwarantują brutalne, przepełnione krwią starcia i nawet tydzień po odhaczeniu czwartego sezonu wciąż zastanawiam się, jak zakończy się pełna zwrotów akcji historia sasko-duńskiego wojownika.

W międzyczasie można wiele usłyszeć o Wikingowie: Valhalla, który ma być spin-offem przedstawiającym świat skandynawskich wojów po wydarzeniach znanych z Wikingów. Producenci ukażą historię obracającą się wokół zakończenia epoki wikingów i spróbują zadać widzom pytanie: czy Ragnar Lodbrok naprawdę był taki wspaniały, jak o nim mówiono w Wikingach?

Sequel skupi się na najsłynniejszych duńskich wojownikach, którzy żyli na początku XI wieku. Głównych bohaterów ma być łącznie czterech, a mowa tutaj dokładnie o Leifie Erikssonie, Freydis Eiriksdottir, Haraldzie III Srogim oraz Wilhelmie Zdobywcy. Są oni przesiąknięci starymi, pogańskimi wierzeniami i chcą napisać nową historię, która będzie w przyszłości na ustach wszystkich wikingów. Czy im się to uda?

Patrząc na pierwsze materiały - będzie bardzo ciężko. Ponownie nie zabraknie intryg i niesamowicie wymagających bitew, ponieważ Anglicy nie oddadzą swojego terytorium tak łatwo. Ponadto, czy w razie wygrania znowu nie zabraknie podziałów między skandynawskimi wojami? Jak wiadomo, nordyccy wojownicy zawsze chcą zabrać jak największy kawałek tortu dla siebie, więc pokój między rozmaitymi oddziałami legendarnych wikingów również nie jest pewny.

Pewne jest natomiast to, że producenci spin-offu muszą zaserwować nam naprawdę dobre show. W przypadku porażki istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że finałowy sezon Upadku Królestwa, mający zadebiutować jeszcze w pierwszej połowie 2022 roku, powiesi poprzeczkę na tyle wysoko, że Netflix może nie chcieć nawet kontynuować Wikingowie: Valhalla. A wedle zapowiedzi, przygoda ta ma zostać rozłożona na trzy sezony, więc jej ewentualne niedomknięcie byłoby dość bolesne. Platforma nie ma wyrzutów sumienia przed kasowaniem niedokończonych pod względem fabuły historii, więc wszystko jest możliwe.