Huawei P50 Pro - test smartfona. To telefon dla bardzo świadomych użytkowników

Huawei P50 Pro potrafi zachwycić, jednak ma też sporo wad, o których musicie wiedzieć

Maciej Zabłocki | 26.01, 12:00

W końcu nadszedł ten moment i doczekaliśmy się premiery długo wyczekiwanego modelu Huawei P50 Pro. Flagowej propozycji chińskiego przedsiębiorstwa, którą zapowiedziano przeszło pół roku temu. Telefon dopiero teraz trafia na rynek. Do naszej redakcji przyjechał jakiś czas temu i mogliśmy go sprawdzić zarówno w codziennym użytkowaniu, jak i klasycznych benchmarkach. Zapraszam na test. 

Muszę przyznać, że od pewnego czasu zastanawiałem się nad delikatnym odświeżeniem formuły naszych testów. Głównie dlatego, że w dobie tak potężnych smartfonów, jakie lądują dziś na rynku, dużo większe znaczenie ma komfort użytkowania niż syntetyczna wydajność, której poświęcałem wcześniej sporo czasu. Co prawda, nie zamierzam z tego rezygnować, ale planuję opisywać więcej doświadczeń związanych z wykorzystywaniem testowanych słuchawek. W przypadku Huawei P50 Pro mam bardzo dużo do powiedzenia. Jest to bowiem smartfon przeznaczony wyłącznie dla świadomych użytkowników, którzy w pełni zaakceptują jego wady, a jednocześnie zakochają się w przepięknym ekranie i doprawdy znakomitym zestawie aparatów. Testowany dziś model to zdecydowanie najwyższa półka. Flagowca wyceniono na ponad 5000 zł, ale w momencie pisania tego testu nieznane są jeszcze oficjalne, polskie ceny. Spodziewam się jednak, że będzie drogo, a to z kolei oznacza, że opłacalność Huawei P50 Pro mocno spada. Zaczniemy klasycznie, od suchych liczb. 

Specyfikacja techniczna Huawei P50 Pro:

  • Ekran: OLED 6,6”, 2700 x 1228 pikseli, 450 ppi, 120 Hz, HDR10+, 1,07 mld kolorów (10-bit)
  • Procesor: ośmiordzeniowy Qualcomm Snapdragon 888, 7 nm, max. 2,84 GHz
  • SO: Android 11 (z wykorzystaniem Huawei Mobile Services 2.0 i EMUI 12)
  • GPU: Adreno 660
  • RAM: 8 GB
  • Pamięć: 256 GB
  • Bateria: 4360 mAh
  • Wymiary: 72,8 x 158,8 x 8,5 mm
  • Waga: 195 g
  • Aparat tył: 50MP F/1.8, 13MP F/2.2, 64MP F/3.5 i 40MP F/1.6
  • Aparat przód: 13MP F/2.4
  • Porty i funkcje: 4G LTE, Wi-Fi 802.11 ax, Bluetooth 5.2, A-GPS, Akcelerometr, żyroskop, czujnik grawitacji, czujnik geomagnetyczny, czytnik linii papilarnych, USB typu C, NFC

Jak widzicie, specyfikacja w dobie najnowszej generacji procesorów Qualcomm Snapdragon 8 Gen 1 wcale nie jest zachwycająca. Do tego 8 GB pamięci RAM to dziś standard. Niezbyt pojemna bateria i brak wsparcia dla 5G mogą rozczarowywać, ale duże znaczenie ma wspaniały, 120 Hz ekran i niesamowity komplet aparatów. Obiektywy potrafią zdziałać cuda w mobilnej fotografii, chociaż do zdjęć trzeba się odpowiednio przyłożyć, ale przejdziemy do tego nieco dalej. Szkoda, że smartfon nie wykorzystuje najnowszych, dostępnych technologii, bo aż prosi się o to, by flagowiec Huawei oferował absolutnie wszystko co najlepsze. 

Wygląd i wykonanie tego telefonu to jego bardzo mocna strona

Początkowo wcale nie byłem przekonany do tych dwóch wielkich, czarnych kółek zdobiących wyspę z aparatami. Kojarzyły mi się trochę z kuchenką elektryczną, ale po zobaczeniu ich na żywo i z każdej perspektywy, wcale nie wyglądają tak odpychająco. Wręcz przeciwnie, po kilku dniach użytkowania mocno się z tym projektem polubiłem. Ma w sobie sporo ekstrawagancji, ale też elegancji, szczególnie w kolorze czarnym ze złotymi dodatkami. Huawei P50 Pro kupicie poza tym w odmianie różowej, białej i złotej, którą mieliśmy w redakcji. Po chwyceniu w dłoń tego telefonu, w pierwszym odruchu wyczuwalna jest wysoka jakość zastosowanych materiałów. Mimo braku pokrowca, a także błyszczącego tyłu, świetnie leży w dłoni. Nie wyślizguje się z niej, a dobrze wyprofilowane i cienkie ramki znacząco poprawiają chwyt. Wykonano je z aluminium, natomiast tył i przód urządzenia pokryto wytrzymałym szkłem. Zaokrąglone krawędzie ekranu podkreślają jego piękno, bo 6,6" wyświetlacz robi tutaj prawdziwą furorę. 

Wypełnia niemal całą powierzchnię przedniego panelu, a inżynierowie z każdej strony wepchnęli symetryczne ramki, co bardzo mi się podoba. Niewielki, 13 MPIX aparat do selfie ukryto w centralnym, górnym punkcie wyświetlacza. Ten potrafi dostarczyć 1,07 mld kolorów, nieskończony kontrast, cudowne, głębokie czernie i 120 Hz częstotliwość odświeżania. Do tego wspiera 300 Hz czułość dotyku i oferuje 450 PPI, dzięki czemu nie dostrzeżemy żadnych, pojedynczych pikseli. Rozdzielczość zmienia się dynamicznie (chyba, że ustawimy inaczej), ale przeważnie dobija do 2700x1228p, co przy tej przekątnej gwarantuje wysoką czytelność i przejrzystość. To właśnie ekran zachwyca nas w drugiej kolejności, zaraz po samym designie. Trzecim istotnym elementem jest doprawdy niewielka waga - tylko 195g, której nie czuć aż tak w dłoniach - to telefon wyraźnie lżejszy od swoich konkurentów. Pod względem wykonania nie mogę mu niczego zarzucić. Może oprócz tego, że okrutnie się palcuje, ale złoty kolor bardzo do mnie przemawia. Boczne przyciski (regulacja głośności i włącznik) chodzą miękko, ale pewnie, chociaż są bardzo cienkie. Umieszczono je wyłącznie na prawej krawędzi smartfona. Na dole znajdziecie maskownicę głośnika i wejście USB-C 3.1 oraz slot na kartę SIM. Uprzedzając pytania, zabrakło wsparcia dla microSD.

Co ważne, Huawei P50 Pro sprzedawany jest w zestawie z 66W ładowarką oraz fabrycznie naklejaną folią ochronną na ekranie. Pod nim znajdziecie czytnik linii papilarnych, który działa bezproblemowo i błyskawicznie. Chińska firma od wielu lat dostarcza na rynek smartfony, które mogą się podobać, ale bohater niniejszego testu podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. Patrząc na ten smartfon, porównując go także do najnowszego iPhone'a 13 Pro czy Samsunga Galaxy S21 Ultra muszę przyznać, że to Huawei P50 Pro w ogólnym rozrachunku podoba mi się najbardziej. Może to kwestia tych nietypowych aparatów, a może cudownego wyświetlacza, bo ten jest doprawdy zjawiskowy i to na nim koncentrujemy wzrok zaraz po odblokowaniu telefonu.

Komfort użytkowania od pierwszych minut jest warunkowany tym, czego oczekujemy

No właśnie, chwytając ten telefon do ręki trudno nie krzyknąć "wow", jak to zrobiła moja narzeczona czy brat, który wpadł na kawkę. To wszystko zasługa 10-bitowego panelu OLED i jego zaokrąglonych krawędzi. Myślę, że Huawei znalazło atrakcyjny, złoty środek pomiędzy wielkością, a użytecznością. Dzięki temu, że wyświetlacz ma przekątną 6,6" i zajmuje sporo ponad 90% przedniego panelu, telefon nie jest przesadnie duży. W porównaniu do Galaxy S21 Ultra jest blisko 1 cm niższy, nieco szczuplejszy, a przy tym zgrabniejszy. To informacja, która z pewnością ucieszy miłośników wyraźnie mniejszych słuchawek. Jednak w moim przekonaniu, odbiór P50 Pro uzależniony będzie w dużej mierze od tego, w jaki sposób korzystamy z telefonu i czego tak naprawdę oczekujemy. Gdy tylko wypakujemy z pudełka świeży model od Huawei, musimy liczyć się z tym, że po chwili będzie tu zainstalowane mnóstwo przeróżnych aplikacji. 

Spójrzcie tylko, jak wygląda ekran główny. Na starcie dostajecie repozytorium aplikacji o nazwie AppGallery, do tego wymienne motywy, przejście do sklepu "My Huawei", wyszukiwarkę Petal zastępującą poniekąd Google Play, centrum gier, książki, muzykę, filmy, zdrowie, znakomite mapy Petal, ustawienia i galerię. A to nie koniec, bo na górze jest także pasek od wyszukiwarki Petal, a na dole standardowa opcja dzwonienia, wysłania SMS, wejścia do internetu czy zrobienia zdjęcia. To wszystko wepchnięto już na pierwszym ekranie, więc osoby niezaznajomione z systemem operacyjnym od Huawei mogą początkowo stracić rachubę. Niestety, przeskakując do ekranu obok wygląda to jeszcze gorzej. Tam aplikacji jest zdecydowanie więcej, w dodatku podzielonych na foldery takie jak narzędzia, biznes, rozrywka, styl życia czy gry. Musicie sobie to wszystko obejrzeć i na spokojnie ocenić, które z tych programów faktycznie Wam się przydadzą. Mnie to zaburza świetną estetykę wykonania, ale duże możliwości personalizacji nieco odciągają od tego aplikacyjnego bałaganu. Dostępnych, predefiniowanych motywów jest kilka. Możemy również w niewielkim stopniu zmienić wygląd i ułożenie ikon, a także zapoznać się z bogatym zbiorem tapet. 

Niektórym być może będzie brakowało wsparcia dla 5G, które dzisiaj uważam za standard, lecz wcale nie konieczność. Miałem z tą siecią trochę problemów podczas korzystania z iPhone'a. Nie osiąga też w Polsce jakichś spektakularnych prędkości, a często zdarzało mi się, że stare, poczciwe LTE wypadało lepiej i bardziej stabilnie. Możecie za to wskoczyć z testowanym P50 Pro do wanny albo pod prysznic, bo spełnia wymagania certyfikatu IP68. Nie ma diody powiadomień na korzyść zawsze włączonego wyświetlacza (o ile taką funkcję zaznaczymy w menu). Podczas korzystania z telefonu nie doświadczyłem żadnych mikroprzycięć czy zwolnień, nawet w trakcie przeglądania feedu wiadomości umieszczonego w karcie po lewej stronie. System operacyjny chodzi niezwykle płynnie i bardzo stabilnie, chociaż zdarzają się problemy z funkcjonowaniem niektórych aplikacji. Zanim jednak do tego przejdziemy - Huawei dalej bazuje na Androidzie 11, co oznacza, że czysto teoretycznie powinien być zgodny z dowolną aplikacją dostępną w sklepie Google Play. Nie wszystko jednak działa prawidłowo. Problematyczne jest także połączenie z komputerem PC, które wymaga od nas skorzystania z aplikacji HiSuite i szeregu aktualizacja, a także przełączania dodatkowych ustawień bezpośrednio w telefonie. Zdjęcia czy dane możemy zgrywać tylko w taki sposób, a to niepotrzebnie wydłuża cały proces (samo kopiowanie też nie działa za szybko). 

Brak dostępu do Google da się obejść i działa to całkiem nieźle

Niektóre z aplikacji, których nie możemy pobrać nawet za pomocą APK, da się zainstalować na smartfonach Huawei za sprawą kopiowania zawartości innego telefonu. Gorzej wygląda sytuacja z dostępem do usług Google, ale na to także znaleziono rozwiązanie. Możemy albo korzystać z poczty GMail czy YouTube za pomocą przeglądarki, albo zainstalować wirtualną maszynę Gspace, tworzącą dedykowany pokój z gotowymi do zainstalowania aplikacjami od Amerykanów. Działa to zaskakująco sprawnie w przypadku YouTube czy poczty, chociaż irytuje za sprawą wszędobylskich reklam. Można się ich pozbyć za określoną opłatą (ponad 7 zł na miesiąc, 45 zł na rok albo 75 zł, gdy chcemy je skasować permanentnie) co znacznie poprawi komfort użytkowania, bo podczas otwierania poczty czy choćby wejścia do map Google dość często wyskoczy nam jakiś baner, który możemy zamknąć dopiero po kilku sekundach. Nie jest to doskonałe rozwiązanie, bo wspomniane wcześniej mapy na Huawei P50 Pro nie mogły się załadować i po chwili wywalało je do głównego menu telefonu. Nie wiem, co może być przyczyną, ale w tym wypadku nie ma czego żałować, bo mapy Petal są równie dobre, albo nawet lepsze. 

Przeglądarkowy YouTube ma kilka ograniczeń, w tym brak możliwości ustawienia go na pełny ekran w pozycji poziomej czy niezbyt atrakcyjny wygląd. Aplikacja YouTube włączona wirtualnie przez Gspace działa równie szybko i sprawnie, co natywna, nie generując przy tym żadnych dodatkowych problemów. Podobnie jest z pocztą Gmail. Możecie w taki sposób zainstalować też "pełnoprawnego" Facebooka i Messengera, lecz te akurat funkcjonują prawidłowo, gdy pobierzemy je z poziomu AppGallery. Wyszukiwarka Petal często podpowiada nam, co możemy jeszcze ściągnąć i dlaczego. Warto z niej skorzystać (jest także zbiorem codziennej porcji newsów ze świata), ale co istotne - nie brakuje dla Huawei bogatego przekroju aplikacji bankowych, rozrywkowych czy usługowych, a z każdym kolejnym miesiącem znacznie ich przybywa. To bardzo mnie cieszy, bo potężna konkurencja jest zawsze w cenie, a Chińczycy chcieliby się całkowicie odciąć od Androida, bazując już całkowicie na swoim autorskim HarmonyOS. Pracują także nad autorską implementacją technologii 5G - tej bowiem brakuje w testowanym dziś P50 Pro ze względu na nieprzychylne regulacje prawne Amerykańskiego rządu.  

Jak natomiast sprawdza się w codziennym użytkowaniu? Gdyby nie okazjonalne problemy z instalacją aplikacji, byłoby bardzo dobrze. Dla przykładu, chcąc wczoraj włączyć 3D Marka musiałem go ostatecznie ściągnąć przez stronę ze zbiorem APK, bo wyszukiwarka Petal po prostu wariowała przy próbie pobrania i ostatecznie nie wyświetlała kompletnie nic. Jeśli wszystko działa prawidłowo, to trudno się nie zachwycać płynnością działania i eleganckim wyglądem nakładki na system operacyjny. Szczególnie ładnie wypada belka z podręcznym menu, wysuwana po przejechaniu palcem w dół od prawej, górnej strony. Gdy wykonamy ten ruch z lewej części ekranu, wtedy zobaczymy najnowsze powiadomienia. Chińczycy mają w rękawach kilka asów, ale wykorzystują je powoli, bardzo systematycznie, a przecież Huawei P50 Pro mógłby śmiało konkurować z najlepszymi w dziedzinie czasu pracy na baterii. Wbudowane ogniwo o pojemności 4360 mAh nie jest może tak duże, jak choćby w Samsungu Galaxy S21 Ultra (5000 mAh), ale w zupełności wystarcza do tego, by telefon przeżył cały dzień pracy. Po kilku godzinach testów, benchmarków syntetycznych i korzystania z P50 Pro w bardzo intensywny sposób, zrzuciłem tylko nieco ponad 30% energii. Wynik ogólny to ponad 8h SoT, a to górna półka wśród telefonów. 

Równie dobrze, co w przypadku baterii, wypadają głośniki stereo. Graja donośnie i czysto, zaskakując swoim brzmieniem, chociaż nie są tak spektakularne, jak mogłaby sugerować strona internetowa producenta. Rozmowy głośnomówiące są czyste, a niektórych treści aż przyjemnie posłuchać. Pod względem czysto użytkowym Huawei P50 Pro jest zatem smartfonem dobrze zrównoważonym, chociaż trzeba zaakceptować pewne jego mankamenty, szczególnie na poziomie oprogramowania. Nie zmienia to faktu, że dzięki 66W ładowarce z zestawu naładujemy telefon od 1 do 100% w nieco ponad 30 minut, a P50 Pro wspiera też 50W ładowanie bezprzewodowe. 

Wyniki w testach syntetycznych i wydajność w grach

Oczywiście nie mogło zabraknąć testów w klasycznym zestawie benchmarków. Testowany smartfon oferuje ciekawy system oszczędzania wydajności (co za tym idzie, baterii), ale gdy odpalimy maksymalną moc, wtedy Snapdragon 888 potrafi pozytywnie zaskoczyć. Do tego stopnia, że telefon wskazał dwa kompletnie różne wyniki w dwóch trybach. Przy oszczędzaniu - 687557 punktów, a przy najwyższej wydajności - 798597 jednostek. To ponad 110 tysięcy więcej, więc liczba z całą pewnością niebagatelna. W Geekbenchu 5 smartfon wypadł bardzo korzystnie, wykręcając 838 dla jednego rdzenia i 3053 dla wielordzeniowości. Androbench, czyli popularny test szybkości wbudowanej pamięci dla użytkownika wskazał aż 1819 MB/s przy odczycie i 764 MB/s przy zapisie, a to jedne z najwyższych wartości na rynku. Po rezultaty w tak znanych benchmarkach jak 3DMark czy GFXBench odsyłam Was do galerii. W testowanym Huawei P50 Pro dobrze wypada też karta sieciowa, która wspiera WiFi 6 i jasno komunikuje to podczas połączenia. 

Tak wielka moc gwarantuje nam również brak jakichkolwiek problemów z graniem. Smartfon nagrzewa się do 41,5 stopnia w okolicach obiektywów, ale nie są to wartości uciążliwe. Dzięki bardzo wysokiej czułości ekranu, telefon reaguje natychmiast na nasze polecenia, co przekłada się oczywiście na komfort zabawy. Nie ma tu co prawda żadnego wyjątku względem ostatnich słuchawek z Androidem, a dodatkowo musicie wiedzieć, że np. GTA San Andreas nie chce się w ogóle włączyć, ale wybierając inne produkcje możecie liczyć na dużo dobrego. Granie na takim ekranie to sama przyjemność, chociaż nie ukrywam - zaokrąglone krawędzie rzadko, ale jednak, potrafiły nie reagować na polecenia zamknięcia jakiejś reklamy z krzyżykiem umieszczonym w rogu. 

Zdjęcia to najwyższa możliwa półka, szczególnie selfie czy fotografie nocne

Przejdźmy do ostatniej części niniejszego testu, czyli jakości robionych zdjęć. Jak mogliście już dowiedzieć się ze specyfikacji, w modelu Huawei P50 Pro znajdziecie dostęp do czterech obiektywów z tyłu zwanych zbiorczo Huawei True-Form Dual Matrix oraz oczka do robienia selfie, które potrafi uchwycić zdjęcie z kątem szerokim do 100 stopni. Zestaw podstawowy zawiera 50 MPIX oczko główne z przesłoną F/1.8, wspomagane przez 13 MPIX obiektyw ultraszerokokątny z przesłoną F/2.2, z dodatkiem 64 MPIX teleobiektywu (F/3,5) oraz 40 MPIX aparatu monochromatycznego (F/1.6). Same wartości robią duże wrażenie, ale specyfikacja techniczna to jedno, a jak aparaty wypadają w praktyce? Patrząc na zdjęcia, które wykonałem, muszę przyznać, że z Huawei P50 Pro można się bawić bez końca.

Nie dość, że ustawień jest od groma i żeby się z nimi zapoznać, trzeba poświęcić wiele godzin, to możemy jeszcze skorzystać z dedykowanych filtrów, które w locie poprawią wygląd naszych fotografii. Nie brakuje trybu "Pro" dla bardziej wymagających użytkowników. Co do jakości - po prostu spójrzcie do galerii. Chociaż pogoda o tej porze roku nie sprzyja, to można łatwo zauważyć, jak ostre i przejrzyste są wykonywane fotki, o dużej liczbie szczegółów i szerokim zakresie tonalnym. Niezależnie od warunków, sztuczna inteligencja sprawnie eliminuje szumy i podkreśla wskazane obiekty. Oczywiście mamy dostęp do takich funkcji jak kopiowanie tekstu ze zdjęcia czy odnalezienie sfotografowanego przedmiotu w wyszukiwarce internetowej.

W zestawie funkcji dodatkowych znajdziemy zwolnione tempo, panoramę, zdjęcie czarno-białe, obiektyw AR, film poklatkowy czy widok podwójny. Nie brakuje kreatora historii do których i atrakcyjnych form wideo. P50 Pro to jeden z tych telefonów, który zachwyca swoją stabilizacją przy nakręcaniu filmów, szczególnie korzystając z dobrego obiektywu szerokokątnego. Możemy coś nagrać w jakości 4K i maksymalnie 60 klatek na sekundę. Jest także funkcja "przysłona", rozmywająca obiekty znajdujące się w tle. Nabywca ma również dostęp do maksymalnie 10-krotnego zbliżenia optycznego lub 100-krotnego cyfrowego, chociaż to pozostaje jedynie ciekawostką, bo brakuje automatycznego stabilizowania obiektywu w trakcie wykonywania zdjęcia, czyli mechanizmu znanego chociażby z najnowszego Samsunga Galaxy S21 Ultra. Nie zmienia to jednak faktu, że po zrobieniu fotki oprogramowanie stara się, jak może, by wydobyć z tego kadru maksimum przejrzystości. Nie zabrakło też wsparcia dla trybu ultra-makro, które włącza się samo przy odpowiednio dużym zbliżeniu do jakiegoś przedmiotu i ustawieniu wartości zbliżenia na jeden. Mnóstwo frajdy sprawia robienie panoramicznych zdjęć selfie. Ich jakość dosłownie zwala z nóg. 

Podsumowanie - Huawei P50 Pro to smartfon kierowany do świadomych użytkowników

Nie da się ukryć, że szukając dzisiaj telefonu w kwocie przekraczającej 5000 zł, wybór jest okrojony do absolutnych flagowców największych firm na świecie. Możemy wybierać pomiędzy iPhonem 13 Pro, Samsungiem Galaxy S21 Ultra (lub za chwilę jego następcy), Xiaomi Mi 11 Ultra czy właśnie Huawei P50 Pro. Jeśli oczywiście nie chcemy składanych wariantów lub innych wynalazków, a potrzebujemy najwyższy i najbardziej dopasiony model z oferty producenta. Jak z tego pojedynku wychodzi bohater niniejszego testu? Pod wieloma względami - bardzo dobrze. Tak, jak wspominałem na początku, to smartfon dla świadomych użytkowników, którzy znają jego wady, a jednocześnie wykorzystają wszelkie zalety w postaci niesamowitego ekranu czy znakomitego tandemu aparatów. Przyszły nabywca nie będzie mógł narzekać na czas pracy na baterii i zachwyci się komfortem użytkowania oraz ergonomią, bo telefon bardzo dobrze leży w dłoni. Wygląda przy tym elegancko i biznesowo. 

Największym mankamentem pozostaje oprogramowanie i brak wsparcia dla sieci 5G. Musimy posiłkować się wirtualną maszyną Gspace, jeśli chcemy korzystać z usług Google, lub otwierać je przez przeglądarkę, ale wtedy nie jest to szczególnie wygodne. Mapy Petal na szczęście swobodnie mogą zastąpić te od Google, ale zaraz po uruchomieniu nowego telefonu instaluje nam się mnóstwo, w zdecydowanej większości niepotrzebnych aplikacji. Nie czepiam się procesora, bo to topowa jednostka, chociaż w 2022 roku stanie się już nieco przestarzała - w końcu mówimy o flagowej propozycji czołowego dostawcy telefonów na świecie. Dalej jednak ma wystarczająco wysoką wydajność, by korzystać ze smartfona bez żadnych mikroprzycięć i problemów, a także odpalić każdą grę w najwyższej możliwej jakości. Głośniki stereo wypadają dobrze, a certyfikat IP68 oraz szybkie, 66W ładowanie to bardzo przyjemne dodatki. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, by cena spadła dość szybko. Gdyby P50 Pro kosztował nieco mniej, wtedy polecałbym go z czystym sumieniem. A tak wymaga kalkulacji, czy zakup będzie można we właściwy sposób uzasadnić.

Atuty

  • Kapitalny, 120 Hz wyświetlacz OLED
  • Świetny design i jakość zastosowanych materiałów, a także wysoka ergonomia użytkowania
  • Wydajny procesor, w pełni wystarczający do codziennych zastosowań
  • Kapitalny zestaw aparatów, który potrafi dostarczyć spektakularnych rezultatów
  • Długi czas pracy na baterii, a przy tym 66W ładowanie przewodowe oraz 50W bezprzewodowe
  • Szybkie ładowanie od 1 do 100% w około 30 minut
  • Certyfikat wodoszczelności IP68
  • Niewielka waga i optymalne rozmiary dla osób, które nie lubią bardzo dużych telefonów
  • Znakomite głośniki stereo
  • Błyskawicznie działający czytnik linii papilarnych
  • Świetne, ultraszerokokątne selfie i dobrej jakości zdjęcia w nocy

Wady

  • Brak wsparcia dla sieci 5G
  • Bardzo wysoka cena na starcie
  • Procesor w dniu debiutu, chociaż wydajny, będzie przegrywać z flagowymi jednostkami konkurencji z 2022 roku
  • Bardzo duża ilość pre-instalowanych aplikacji od pierwszego uruchomienia
  • Wyszukiwarka Petal czasem nie potrafi zainstalować wybranych aplikacji i trzeba kombinować na inne sposoby
  • Brak oficjalnego wsparcia dla usług Google dla się obejść, ale to dostarcza dodatkowych kombinacji
  • Szkoda, że zabrakło wsparcia dla kart rozszerzeń microSD

Maciej Zabłocki

Huawei P50 Pro to świetny smartfon, ale stworzony tylko dla tych, którzy doskonale wiedzą, dlaczego chcieliby go kupić w takiej cenie.

8,0

Komentarze (74)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych