Najbardziej next-genowa gra? Zwycięzca może być tylko jeden

Najbardziej next-genowa gra? Zwycięzca może być tylko jeden

Kajetan Węsierski | 09.01, 12:00

Pierwszy rok kalendarzowy po premierze nowej generacji konsol przeminął, a my nie dostaliśmy tak wielu gier wykorzystujących moce sprzętu, jak moglibyśmy oczekiwać. Niemniej, jest jedna, która najbardziej zbliżyła się do moich oczekiwań. 

Pierwszy rok nowych generacji zleciał błyskawicznie, choć trudno jest wprost napisać, że był bardzo owocny pod kątem iście przełomowych rozwiązań w grach wideo. Konsole rzeczywiście miały swoje plusy (i minusy, o czym napisałem tutaj), ale chyba wszyscy zgodzimy się w kwestii tego, że mogło być lepiej. Niewiele było bowiem tytułów, które można przedstawić jako next-genowe. 

Da się jednak wymienić kilka, które mogły przywodzić na myśl doświadczenia, na jakie liczyliśmy. Na konsolę Microsoftu ukazały się przecież Microsoft Flight Simulator czy Forza Horizon 5 - oba piękne, jakościowe, ale nie dające jednak pełnego wymiaru nowej generacji. Jeśli chodzi o Sony, tu dostaliśmy między innymi Astro’s Playroom oraz Returnal. Pierwszy był jednak zaledwie demem, a drugi nie dla wszystkich robił wystarczający krok naprzód. 

Był jednak tytuł, który pod względem „next-genowości” zostawił inne w tyle. Wiecie, który mam na myśli? Cóż - dla mnie zwycięzca takiego konkursu może być tylko jeden i jest to . Insomniac Games zrobiło wszystko, aby zaoferować graczom to, na co tak bardzo czekali i czego oczekiwali po PlayStation 5. Dostaliśmy nie tylko mały krok, ale wręcz przeskok. 

Międzywymiarowa przygoda

Jeśli chodzi o markę z przygodami Ratcheta oraz Clanka, tam zawsze mieliśmy do czynienia z pewnymi innowacjami i pomysłami, które stanowiły później inspirację dla wielu twórców. To za każdym razem są gry platformowe na najwyższym poziomie - zawsze możemy spodziewać się bardzo wysokiej jakości i dopracowania nawet najmniejszych detali. Tym razem nie było inaczej - twórcy znów nie zawiedli. 

Ratchet & Clank: Rift Apart

Ratchet & Clank: Rift Apart od początku zapowiadane było jako gra korzystająca z osiągnięć nowej generacji i już od fundamentów była budowana pod kątem oferowania obiecywanych możliwości. Wiecie - strzelanie z broni powiązane jest z adaptacyjnymi spustami, poruszanie po planszy wpływa na haptyczne wibracje, a skakanie w szczeliny międzywymiarowe umożliwia „superszybki i najcudowniejszy na świecie” (parafrazując słowa z prezentacji odnośnie do sprzętu od Sony) dysk SSD. 

I to wszystko rzeczywiście działa. Co więcej, najwięksi przeciwnicy pozytywnego podejścia do gier będą się musieli nieźle natrudzić, aby wyłapać tu jakieś błędy, niedoszlifowania, bądź potknięcia ze strony Insomniac Games. To troszkę taki diamencik, który zdaje się pozbawiony rys - a przynajmniej przyglądając się mu gołym okiem. Technologicznie to gra, która najbardziej zbliża się do nowej-generacji, jakiej pragnęliśmy. 

Jestem zachwycony 

Dobra, napisałem, co tam zrobili twórcy, ale kluczem jest tu przecież prywatne postrzeganie gry. Nad wyborem Ratchet & Clank: Rift Apart jako tej pozycji, która najbardziej zaimponowała mi w ubiegłym roku, nie myślałem długo. Może zabrzmi to mało recenzencko (choć recenzji tu nie piszę), ale już po kilku godzinach byłem przekonany, że mam do czynienia z czymś, na co liczyłem, kupując PlayStation 5. 

Ratchet & Clank: Rift Apart - Porównanie

Po pierwsze - ogromne wrażenie zrobiła na mnie sama warstwa wizualna. Już po porównaniach zwiastunów tej gry z poprzedniczką, widziałem, że mamy do czynienia z czymś zwalającym z nóg. Zresztą, widzicie sami po zamieszczonym powyżej zrzucie ekranu, że to naprawdę solidna zmiana. Futro Ratcheta jest bardziej realistyczne, a jego oczy i kończyny zdecydowanie „żywsze”. Fenomenalnie się to prezentuje. 

Po drugie - płynność. W tej grze nie uświadczycie spadków klatek. Jest solidnie. Niezależnie od tego, czy bawicie się w Trybie Wydajnościowym, czy w Trybie Graficznym. Oba oferują stałe liczby klatek i nie dobijają skokami w trakcie rozgrywki. Możemy powoli przechadzać się po mapie, a możemy jeździć na robalach. Możemy walczyć z jednym małym wrogiem, albo ogromnym bossem i masą pomagierów… Zawsze będzie po prostu płynnie. 

Po trzecie i być może najważniejsze - skoki międzywymiarowe są czymś, co za każdym razem powoduje opad szczęki. Latanie od dziury do dziury i pomiędzy kieszeniami międzywymiarowymi robi fenomenalne wrażenie i rzeczywiście pokazuje, że dyski SSD mogą zostać użyte do czegoś więcej, niż tylko do kompresji wagi plików na konsoli. Działa to błyskawicznie i wyjątkowo sprawnie. Czuć muśnięcie przyszłości. 

Reasumując… 

Jak wspomniałem we wstępie, dla mnie zwycięzca w kategorii „najbardziej next-genowej gry” mógł być tylko jeden i jest to twór od Insomniac Games. To studio jeszcze ani razu mnie nie zawiodło i nie zrobili tego również przy Ratchet & Clank: Rift Apart. Podczas gdy wielu deweloperów dowiozło fenomenalne produkty, oni też to zrobili, ale przy tym dodali coś ekstra - tę magię, na którą liczyliśmy, gdy w listopadzie 2020 debiutowały PlayStation 5 oraz Xbox Series X. 

Ratchet & Clank: Rift Apart - Rivet

Nie wiem, jak prędko dostaniemy coś, co na podobną skalę rzuci nas w wir opcji, które umożliwiają nowe konsole, ale rok 2022 wygląda na taki, który powinien to zrobić. Jak nie teraz, to kiedy? Wszak warto zauważyć, że 1-2 gry w takim stylu na przestrzeni roku to zdecydowanie za mało i nie powinny zadowalać absolutnie nikogo. 

Tak więc, podsumowując, jestem zachwycony Ratchetem & Clankiem, a jednocześnie zawiedziony tym, że konkurencja w minionych piętnastu miesiącach była tak niska. Jestem jednak dobrej myśli, jeśli chodzi o przyszłość, albowiem ktoś wydeptał już szlak, jakim mogą iść inne gry chcące oferować najlepsze możliwe wrażenia. Co ciekawe - to znów Insomniac Games i znów w postaci przygód Lombaxa oraz jego małego robo-przyjaciela.