Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

Wojciech Gruszczyk | 10.12.2021, 09:01

Netflix kończy 2021 rok z przytupem, finalizując najważniejszy napad Profesora i zapraszając na kontynuację przygody Geralta. Czy jednak twórcy odrobili zadanie domowe, wyeliminowali poprzednie błędy i zapewnili dawkę porządnych eliksirów dla wszystkich widzów? Zapraszamy na pierwsze wrażenia z drugiego sezonu „Wiedźmina”.

W grudniu 2019 roku na platformie Netflix zadebiutował pierwszy sezon „Wiedźmina”, który podzielił widzów, graczy, krytyków oraz fanów Andrzeja Sapkowskiego. Część chwaliła, inni się śmiali, następni grzmieli, ale w ostateczności wszyscy oglądali. Po dwóch latach od tego wydarzenia miałem okazję zobaczyć większość drugiego sezonu (sześć na osiem epizodów), by stwierdzić jedno: jest lepiej. Nadal nie mówimy o hicie na miarę największych sukcesów serwisu, jednak jest pewne, że twórcy wczytali się w opinie społeczności, by zapewnić lepsze wrażenia.

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Geralt: „Potwory rodzą się z czynów, niewybaczalnych czynów”

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

Wydarzenia z drugiego sezonu „Wiedźmina” rozpoczynają się tuż po zakończeniu znanej historii – Yennefer niemal spaliła wojska Nilfgaardu, a Geralt wraz z Ciri próbują odnaleźć potężną czarodziejkę. Biały Wilk nie może jednak w nieskończoność biegać za kolejną niewiastą, więc decyduje się na ważny krok – wyrusza z Lwiątkiem z Cintry do Kaer Morhen.

Scenarzyści Netflixa zgrabnie wplatają prace Andrzeja Sapkowskiego w swoją wizję świata wiedźmina. Już na początku przygody otrzymujemy interpretację „Ziarna prawdy” – opowiadania opublikowanego pierwszy raz w „Fantastyce” (3/1989) czy też zbiorze „Ostatnie życzenie”. Dodatkowym elementem historii jest jednak Ciri, która z oczywistych względów nie mogła pojawić się w tej przygodzie – podobne zmiany możemy prześledzić chociażby w wątku Nivellena oraz jego ukochanej. Autorzy czerpią garściami z pracy pisarza, nieco ją zmieniając i tworząc produkcję dostosowaną do konkretnego medium.

Podobne pozytywne wrażenia wywołało u mnie Kaer Morhen. W siedzibie wiedźmińskiej szkoły cechu Wilka zobaczymy sylwetki wielu wojowników – jeśli ogrywaliście produkcje CD Projekt RED, to łatwo rozpoznacie Vesemira. Kim Bodnia („Most nad Sundem”, „Nocny strażnik”, „Obsesja Eve”) w znakomity sposób poradził sobie z rolą mentora Geralta oraz „ojca” wielu innych łowców potworów, a jego kreacja jest w moim odczuciu jednym z największych atutów tego sezonu. W trakcie sześciu epizodów staje on przed bardzo wymagającym zadaniem. Nieźle wypadają także Lambert oraz Eskel – choć zaskakujące wydaje się rozwinięcie wątku jednego z wiedźminów... Niestety, przynajmniej aktualnie w serialu zabrakło kultowej fraszki. Netflix wyraźnie nie boi się ingerować w świat Andrzeja Sapkowskiego, co biorąc pod uwagę rozbudowane plany platformy może stać się podstawą do kilku intrygujących zwrotów akcji. Aktualnie skromną, choć istotną rolę odegrał również Graham McTavish (trylogia „Hobbit”, „Aquaman”), który wcielił się w Sigismunda Dijkstra – aktor świetnie pasuje do postaci i mam wrażenie, że zdąży namieszać w następnych odcinkach.

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Ciri: „Czasami czuję jakbym mogła spalić cały świat, niechcący”

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

Twórcy recenzowanego „Wiedźmina” tym razem nie zdecydowali się na pokręcone i fatalne zaprezentowanie wydarzeń umiejscowionych w różnych odstępach czasu. Pomimo większej spójności i jednej linii czasu, akcję obserwujemy z nawet trzech perspektyw. Główny wątek jest oczywiście związany z Geraltem, Ciri oraz innymi wiedźminami, ale do głosu ponownie dochodzi Yennefer. Część związana z czarodziejką przeplata się we wszystkich epizodach, w drugim sezonie postać podejmuje kilka zaskakujących decyzji, lecz szczerze mówiąc jej wątek jest mało wciągający. W rezultacie przez sześć odcinków śledziłem niezwykle interesującą opowieść poświęconą Rzeźnikowi z Blaviken, ale od czasu do czasu fabuła skupiała się na innych bohaterach i... historie nie prezentowały już tak wysokiego poziomu.

Muszę pochwalić Henry'ego Cavilla, który w drugim sezonie jest skory do wielu rozmów – Geralt chętnie dyskutuje z Vesemirem, a ich relacja powinna spodobać się wielu graczom oraz fanom powieści Sapkowskiego. Aktor w zasadzie tylko kilkukrotnie wydaje charakterystyczne westchnięcie, które tak często słyszeliśmy w pierwszych odcinkach. Zdumiewający wątek otrzymał Jaskier, który ponownie ma okazję wykazać się bardowskimi umiejętnościami – choć podejrzewam, że jego nowy utwór nie pobije „Daj grosza wiedźminowi”. Scenarzyści powierzyli przyjacielowi Białego Wilka ważne zadanie, dzięki czemu artysta nie jest wyłącznie ładnym dodatkiem do całej historii – choć to nadal drugoplanowa rola.

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

Netflix nie mógł również zapomnieć o pojedynkach – w recenzowanych sześciu odcinkach drugiego sezonu „Wiedźmina” zobaczycie kilka starć z potworami, ale niestety jakość bestii jest... Różna. W zasadzie „im dalej w las” tym gorzej: pierwsza kreatura wygląda znakomicie, a jej wątek powinien przypaść do gustu wielu widzom, lecz każdy następny stwór prezentuje się gorzej. W przypadku ostatniego, w zasadzie największego zagrożenia, chyba zabrakło czasu lub budżetu... Znacznie lepiej wypadają starcia z ludźmi, a Henry Cavill ma ponownie okazję zabłysnąć w rozbudowanej i niezwykle efektownej sekwencji walki – scena zbliża się do poziomu rzezi w Blaviken... I może zrobić ogromne wrażenie na wielu widzach.

Netflix nie tylko zadbał o lepsze stroje Nilfgaardu, ale postarał się o znacznie ciekawszego głównego antagonistę. W historii pojawia się zupełnie nowa postać, której poczynań nie obserwujemy przez wszystkie epizody, jednak za każdym razem, gdy się pojawia na ekranie dzieje się naprawdę sporo. Mam wrażenie, że twórcy także w tym aspekcie dostosowali się do opinii fanów, dzięki czemu zagrożenie jest bardziej namacalne. W najnowszym sezonie znajdziecie także sporo odwołań do gier, które potwierdzają przychylne relacje na linii Netflix – CD Projekt RED... Choć muszę podkreślić, że scenarzyści platformy nie boją się zmieniać wydarzeń znanych z pierwowzoru, co niekoniecznie spodoba się największych entuzjastom IP.

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Geralt: „Kiedy powiem biegnij, masz biec. Kiedy powiem ukryj się, masz się skryć”

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. Nadchodzi wiek miecza i topora

W opowieści nie mogło zabraknąć polityki. Scenarzyści podjęli ważny wątek związany z elfami, Nilfgaardem i zaczynają porządnie łączyć wydarzenia – jak wiadomo nikt na Kontynencie nie może przejść obok wielkiego konfliktu. Mam jednak wrażenie, że najlepsze dopiero przed nami, mimo że drugi sezon nie przedstawi kilku wątków, na które moglibyśmy liczyć... Nie bez powodu zapowiedziano jednak prace nad trzecią historią.

Twórcy w kilku miejscach umiejętnie puszczają oko do widzów, którzy zapomnieli odrobić zadanie domowe. Nie możecie liczyć na konkretną powtórkę wydarzeń z pierwszego sezonu, lecz nie zabraknie informacji nawiązujących między innymi do Prawa Niespodzianki, wyjaśnienia, czym jest Kaer Morhen, kim tak naprawdę są wiedźmini i jak można ich stworzyć. Dużą rolę w nauce odgrywa Vesemir, który w pewnym momencie przejmuje pieczę nad Ciri i bardzo ciekawie wprowadza widzów w świat Andrzeja Sapkowskiego.

We wspomnianej siedzibie wiedźminów odbywa się również trening. Lwiątko z Cintry pierwszy raz chwyta za miecz – scenarzyści zgrabnie łączą rozwój jej umiejętności z wiedźminami oraz głównym wątkiem. W zasadzie wszystkie wydarzenia w Kaer Morhen prezentują najwyższy poziom i mam nadzieje, że w dwóch ostatnich epizodach będę miał jeszcze okazję oglądać to niezwykle ważne dla całego uniwersum miejsce.

Wiedźmin (2021) – recenzja po 6 odcinkach 2. sezonu [Netflix]. „Zaprawdę powiadam Wam, nadchodzi wiek miecza i topora”

W recenzowanym drugim sezonie „Wiedźmina” bardzo spodobało mi się, jak rozsądnie i sprytnie połączono jeden, pozornie mały fragment opowieści i na jego bazie rozbudowano w zasadzie jeden z głównych wątków kontynuacji. To pokazuje, że widzowie muszą bardzo uważnie przyglądać się najnowszym epizodom, gdyż zapewne pojawią się drobne detale, które zostaną w odpowiedni sposób rozbudowane w trzeciej serii.

„Wiedźmin” powraca w lepszej formie. Historia jest mniej chaotyczna, wydarzenia w Kaer Morhen pokazują siłę całego IP, a gdzieś w tle wciąż mogą mieć miejsce obiecujące niespodzianki. To nadal nie jest najmocniejsza propozycja platformy, ale wyraźnie zmierzamy w dobrym kierunku.

Ocena wstępna: 7

PS. Pełną recenzję z ostateczną oceną znajdziecie na portalu po premierze drugiego sezonu „Wiedźmina”.

Komentarze (30)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper