The Order 1886 - muzealne doświadczenie. Ta gra praktycznie się nie zestarzała!

The Order 1886 - muzealne doświadczenie. Ta gra praktycznie się nie zestarzała!

Krzysztof Grabarczyk | 08.11.2021, 18:00

Czasy prowadzenia gracza po najprostszej drodze niemal odeszły ku otchłani przeszłości. Ten stan rzeczy diametralnie zmienił się za poprzedniej generacji. Mniej więcej od roku 2012 odbiorców zalewa potężną ilość gier z otwartym światem, lub jego iluzją. Stąd pojawienie się gry skonstruowanej wyłącznie z wizją korytarzowej struktury wywołało niezmierną ciekawość. 

Czasem wręcz zalecana jest taka odskocznia. Spodziewano się również, że PlayStation zadba o wizerunek autorskiej interpretacji słynnego Vana Helsinga. I pod żadnym pozorem bez opierania się na filmowej inkantacji Hugh Jackmana z 2004 roku. Ready at Dawn choć ostatecznie nie zdobyło gromkiego uznania branżowych mediów za pośrednictwem The Order: 1886, osiągnęło imponujące wyniki na stopie wizualnej.

Choć sam koncept wiktoriańskiego Londynu tonącego we wszelakiej lykantropii to temat jak najbardziej popularny. Moda na wilkołaki czy wampiryzm nie przeminęła z wiatrem. Wystarczy przyjrzeć się bilansowi sprzedaży Resident Evil Village. Gra Capcom to krwawa ballada z dziećmi nocy. Tymczasem od premiery "dużej" produkcji Ready at Dawn minie niebawem aż siedem lat. Sir Galahad natomiast wciąż jest w graficznej formie. Przypadek? Ani trochę. 

Na dużym ekranie

The Order 1886 - muzealne doświadczenie

Historia gwiazd dzisiejszego wpisu jest na tyle ciekawa, że warto się chwilę zatrzymać. Firma narodziła się już w 2003 roku. Inicjatorami okazali się byli pracownicy Naughty Dog czy Blizzard. Ciężko wyobrazić sobie mocniejszy zespół na początku kariery. Dzisiaj, studio przynależy do rosnącego w siłę giganta Oculus, więc zajmuje się technologią VR. Od 2017 roku Ready at Dawn pracuje nad oprogramowaniem wykorzystującym "przyszłość branży gier", jak twierdzi znaczna część obserwatorów. Tymczasem pierwszym, głośnym projektem okazał się Daxter (2006, PSP) stając się jednym z ulubieńców handheldowej publiczności. W planach była kolejna produkcja na kieszonsolkę Sony, lecz dev-kity zwrócono do producenta PlayStation. Wkrótce na świat przybyły dwie solidne odsłony God of War, które Ready at Dawn przeportowało na PlayStation 3. Jeszcze w październiku 2009 roku, team opracował nowy silnik graficzny dostosowany zarówno do mniejszych oraz stacjonarnych konsol. Wkrótce słychać było niepokojące wieści o cięciach budżetowych w firmie. Trzynastu pracowników miało pożegnać się z zatrudnieniem. Mniej więcej do 2021 roku nastała cisza. Zmowę milczenia przerwało ogłoszenie na oficjalnej stronie Ready at Dawn.

Poszukiwano doświadczonych osób do prac nad "tytułem zmierzającym na kolejną generację konsol". Podczas E3 2013 usłyszeliśmy o The Order: 1886. Przepiękna oprawa, świat przedstawiony oraz rozgrywka dawała nadzieję na początek nowej, wielkiej marki w katalogu Sony. Ru Werasuriya, ojciec-założyciel studia we wpisie na blogu PlayStation oświadczył, że projekt rodził się od 2010 roku. Wykorzystano autorski silnik RAD Engine 4.0, potwierdzono również wydajność na poziomie 30 klatek na sekundę oraz przeznaczenie dla jednego gracza. Niedługo przed premierą The Order: 1886 wyciekł 15-godzinny materiał zawierający przejście gry. Wówczas oburzenie wywołała cena oraz faktyczny czas rozgrywki. Jak się potem okazało, całość zamykała się w niecałych ośmiu godzinach.

Twórcy uparcie bronili koncepcji tłumacząc, że kluczem sukcesu jest "jakość nie ilość". Niestety, The Order: 1886 pomimo obłędnego wykonania, obiecującej historii oraz muzealnej eksploracji otoczenia nie porwało recenzentów. Średnia ocen wynosiła 63% według wszelakich Metawyroczni. Opinie okazały się jednak mocno podzielone. Niektórzy docenili artystyczną wartość projektu, rokując ciekawe prognozy na przyszłość. Znaczna część była przeciwna co do czasu antenowego. Pewną analogią w tej kwestii okazała się ubiegłoroczna renowacja Resident Evil 3 od Capcom. Moje doświadczenie z ostatnich lat podpowiada jednak, że czasem warto złapać chwilę odskoczni w postaci tych krótszych gier, niekoniecznie słabszych. Pierwszy tydzień sprzedaży ostatniej gry Ready at Dawn pod banderą Sony to najwyższe miejsce na podium w UK. Po miesiącu tytuł był tańszy już o 33%. 

Rycerze okrągłego stołu

The Order 1886 - główny bohater

Tematem przewodnim w grze okazała się alternatywna rzeczywistość wiktoriańskiego Londynu. W chwilach desperackiej obrony przed plagą wampirów oraz lykanów, londyńska społeczność pokładała nadzieje w Rycerzach Zakonu. Sir Galahad, główny bohater ruszał w pościg za złem trawiącym miasto od wewnątrz. W tym miejscu gracz dostaje od twórców prawdziwy bilet do muzeum. Często wspominamy The Order: 1886 jako "muzealne doświadczenie". Dlaczego? Ponieważ technicznie jest to gra niemal wycięta z jakiejkolwiek większej zniszczalności otoczenia (z paroma wyjątkami). Wszystko działa tutaj nadal pięknie, tekstury niewiele straciły na jakości. Gdyby podnieść odpowiednio rozdzielczość do współczesnych standardów, mielibyśmy wizualną żyletkę.

Pomimo braku choćby jednej technicznej aktualizacji, tytuł nadal po prostu wygląda. Część krytyków była zdania, że The Order: 1886 stanowiło dłuższe ekspozycyjne demo, mające zaprezentować faktyczne możliwości PlayStation 4. Czy tak właśnie było? Uważam, że po dziś dzień to solidna pozycja, dająca kilka godzin nieskomplikowanej rozgrywki. Wprawdzie nieco zachowawczej, lecz historia, spisane dialogi i postacie nadrabiają inne braki warsztatowe. Oglądanie licznych przedmiotów z bliska uwydatnia ogrom pracy włożony w szczegóły. Wzorem z pierwotnego wydania Resident Evil 4, nie brakuje pasów u góry oraz dołu ekranu. Panoramiczna iluzja filmowości choć ma swoje wady, tutaj jakoś się sprawdziła. The Order to przede wszystkim mocno filmowa narracja. Nie tylko w scenach przerywnikowych, lecz w czasie rzeczywistym. Gry oparte na podążaniu filmową kliszą niekonieczne są ciężkostrawne.

Popatrzmy na Red Dead Redemption 2, gdzie cała mechanika to jeden, wielki film, choć całkowicie przekłuty w rozgrywkę. Sztuka sama w sobie. Podobnie jest w grze Ready at Dawn. Choć mało doceniona "za życia", jest obecnie ciekawą alternatywą od przepełnionych ikonizacją i iluzją pełnej swobody produkcji. Graficznie prawie się nie zestarzała, gdyż nadal robi wrażenie. Prawdziwą wisienką na torcie tego spektaklu jest starcie z potężnym lykanem, przywodzącym na myśl bardziej legendarną konfrontację z przeszłości - Leon Kennedy vs. Jack Krauser z RE4. Tytuł wyrwiemy obecnie są śmieszne pieniądze. Warto czasem sobie o nim przypomnieć. Ready at Dawn od kilku lat zaangażowani są w promowanie Oculusa, choć niegdyś otwarcie przyznali, że studio interesowała perspektywa dalszej kontynuacji Zakonu. Sony zdecydowało inaczej. Czy wschodząca era PlayStation 5 cokolwiek zmieni w tej kwestii?