10 rzeczy, o których mogliście nie wiedzieć oglądając Bondy z Danielem Craigiem

10 rzeczy, o których mogliście nie wiedzieć oglądając Bondy z Danielem Craigiem

Dawid Ilnicki | 02.10.2021, 13:00

W piątek swoją premierę miał 25. film o Jamesie Bondzie “Nie czas umierać”, będący jednocześnie ostatnim, w którym w główną rolę wcielił się Daniel Craig. Brytyjczyk przeszedł długą drogę od szerzej nieznanego odtwórcy do globalnej ikony, przy okazji niemal kompletnie zmieniając wizerunek bohatera, powszechnie znanego jako tajny szpieg Jej Królewskiej Mości.

Aż trudno uwierzyć, ale mimo występu w ledwie pięciu filmach to właśnie Daniel Craig przetrwał w roli agenta 007 najdłużej ze wszystkich aktorów, bo aż 15 lat. Co ciekawe sam Brytyjczyk początkowo był nastawiony bardzo niechętnie do zagrania Bonda, przede wszystkim ze względu na to jak w przeszłości była pokazywana ta postać. Wprawdzie podwaliny pod bardziej nowoczesne podejście do portretowania herosa położył już Timothy Dalton, ale dwa obrazy z jego udziałem nie cieszyły się tak dużym zainteresowaniem i szybko się z nim pożegnano. Choć zaś Bond Brosnana z początku zdawał się podążać drogą poprzednika, w większym stopniu niż on korzystał jednak z chłopięcego uroku, a sama seria podążyła w stronę sporego efekciarstwa. Ukoronowaniem tego podejścia była “Śmierć nadejdzie jutro”, która nie spodobała się nie tylko Rogerowi Moore’owi, ale również samemu głównemu aktorowi.

Im dłużej zastanawiano się nad kolejnym filmem, tym większe panowało przekonanie, że nowy Bond musi być już bohaterem zupełnie innego kalibru. Z luksusowej, elegancko ubranej maszyny do zabijania, strzelającej również licznymi bon motami, powinien się zamienić w człowieka z krwi i kości. To miał według Barbary Broccoli, mocno optującej za jego zatrudnieniem, zapewnić właśnie Craig. Brytyjczyk podkreślał, że zawsze kiepsko się czuł jako globalnie rozpoznawalna gwiazda, ale ostatecznie - po lekturze scenariusza do “Casino Royale” - przystał na tę kuszącą propozycję, co okazało się strzałem w dziesiątkę i to dla wszystkich. Jego bohater był bowiem pierwszym Bondem z zestawem typowych ludzkich uczuć, który jak my wszyscy starzał się, a co za tym idzie stopniowej degradacji ulegała również jego osławiona sprawność fizyczna. Przede wszystkim jednak zaczął dbać o relacje ze swymi najbliższymi, za którymi potrafił w kolejnych obrazach pójść w ogień. 

Duża część publiki, przyzwyczajona do poprzednich kreacji, stworzonych przede wszystkim przed Seana Connery’ego i Rogera Moore’a, nie zaakceptowała takiego bohatera. Świetne wyniki box-office, obrazujące ogromne zainteresowanie nową odsłoną przygód klasycznego herosa, przekonują jednak, że ta metamorfoza była potrzebna i teraz z pewnością pójdą za nią kolejne. Wprawdzie nadal nie znamy nazwiska aktora, który przejmie schedę po Craigu, ale może być to znów odtwórca z początku niedoceniany. Dostaje on w spadku od poprzednika dużo ciekawszą, bo wielowymiarową postać, którą można teraz rozwijać w różnym kierunku.

Tymczasem zapraszamy do zapoznania się z dziesięcioma ciekawostkami na temat filmów o Jamesie Bondzie, w których zagrał Daniel Craig.

Tworzeniem Casino Royale był zainteresowany Quentin Tarantino

Cztery lata pomiędzy premierami “Śmierć nadejdzie jutro” a “Casino Royale” były wypełnione licznymi przymiarkami do najnowszego filmu o agencie 007, w których brał udział również reżyser “Pulp Fiction”. Tarantino wraz z Pierce’m Brosnanem, byli zainteresowani realizacją produkcji rozgrywającej się w latach 60., tuż po tym jak zamordowana zostaje żona Bonda, Tracy (wydarzenia znane z filmu “W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”). Co prawda Eon Productions nie było zainteresowane współpracą z Amerykaninem, ale on sam twierdzi, że ostateczny kształt filmu Martina Campbella został zainspirowany uwagami na temat potencjału pierwszej powieści Iana Fleminga, które sam poczynił. 

Kosztowny, wenecki budynek

Scena z końcówki “Casino Royale”, w której Vesper Lynd ginie pod wodą, w walącym się weneckim budynku, była jedną z najtrudniejszych sekwencji do nakręcenia i całkiem sporo kosztowała. Szacuje się, że wybudowanie całego planu zdjęciowego w Pinewood, uwzględniającego ów budynek, a także trzyczęściowy budynek rozlatujący się na oczach widzów, był najdroższą makietą stworzoną kiedykolwiek na potrzeby filmu o Bondzie. Sam Daniel Craig przyznał, że jedyne momenty, w których twórcy użyli w filmie CGI to usunięcie lin zabezpieczających aktorów podczas niebezpiecznych scen, a także przeniesienie rzeczonej makiety w realia rzeczywistej Wenecji.

Casino Royale był pierwszym filmem o Bondzie oficjalnie pokazanym w Chinach

W styczniu 2007 roku odbyła się oficjalna premiera “Casino Royale” w kontynentalnych Chinach. Wcześniejsze filmy o agencie 007 nie przeszły zabiegów cenzorskich i były traktowane tam wyłącznie na zasadach nielegalnej kopii, kolportowanej głównie przez piratów. Przed seansem widzom rozdano specjalne promocyjne ulotki, zatytułowane: “Siedem zasad, by uzyskać status 007”. Ciekawostką związaną z Chinami jest także to, że to właśnie w Pekinie, będący tam prywatnie Daniel Craig, otrzymał propozycję kupienia nielegalnej płyty z filmem Martina Campbella. Szacuje się, że w Londynie pojawiły się one już dwa dni po premierze “Casino Royale”, co dziś w dobie szeroko dostępnego Internetu nie jest oczywiście niczym dziwnym.

Daniel Craig doznał co najmniej trzech kontuzji na planie Quantum of Solace

Realizacja drugiego filmu o Jamesie Bondzie nie była w pełni udana dla aktora odtwarzającego główną rolę, który miał na planie sporo problemów. Za pierwszym razem na jego twarz trzeba było nałożyć aż cztery szwy, innym razem doznał urazu ramienia, który skutkował dość poważną operacją, wymagającą umieszczenia aż sześciu śrub w okolicach stożka rotatorów. Aktor kontuzjował także swoją rękę, po tym jak część jego palca została ucięta. Craig żartował jednak, że dzięki temu będzie mógł rozpocząć swoją karierę w świecie przestępczym, a liczne problemy wcale nie spowodowały dużej przerwy zdjęciowej.

Quantum of Solace początkowo nie miało być sequelem

Film Marca Fostera z dzisiejszej perspektywy wygląda na typową kontynuację pierwszej produkcji, ale początkowo wcale nie był planowany w taki sposób. Trwający wtedy strajk scenarzystów sprawił jednak, że twórcy pozostali z czymś co nazywano zaledwie szkieletem fabularnym, nie mogąc jednocześnie zatrudnić specjalisty, który mógłby nad nim popracować. Znajdując się pod presją czasu postanowili oni połączyć wiele wątków pojawiających się już w “Casino Royale”, co ostatecznie zobaczyliśmy w obrazie z 2008 roku.

Początkowo planowano, że w Skyfall zagra Sean Connery

10 rzeczy, o których mogliście nie wiedzieć oglądając Bondy z Danielem Craigiem

Pierwszy i według wielu najlepszy odtwórca roli Jamesa Bonda w historii, sir Sean Connery początkowo miał się pojawić w “Skyfall” grając postać Kincade’a, w którego ostatecznie wcielił się Albert Finney. Za tym rozwiązaniem optowali Barbara Broccoli i Michael G. Wilson, a do rozmów na ten temat przyznał się reżyser Sam Mendes, który jednak wyraźnie był temu przeciwny. “Myślę, że jest to niezwykle problematyczne. Jeśli chodzi o mnie wydaje mi się, że stworzyłoby to sytuację wyjścia poza sam film. Sean Connery jest Bondem i nie powinien się pojawić w kolejnym filmie jako inna postać. Przez jakiś czas flirtowaliśmy zatem z tą myślą, ale ostatecznie pomysł ten nie mógł został zrealizowany”.

Craig załatwił Mendesowi funkcję reżysera Skyfall

Z późniejszych doniesień wynika, że obaj panowie spotkali się na imprezie urodzinowej Hugh Jackmana w 2009 roku i zaczęli rozmawiać o koncepcie nowego filmu. Po kilku uwagach, o tym jak Mendes zrobiłby ten film, Craig zwyczajnie zaproponował mu tę funkcję. Sam jednak później wspominał, że prawdopodobnie wypił w tym momencie za dużo drinków, zapominając o tym, że zatrudnianie twórców nie leży całkowicie w jego gestii. Na szczęście dla niego z oceną przydatności Mendesa zgodzili się Barbara Broccoli i Michael G. Wilson.

Rolę czarnego charakteru w Skyfall mógł zagrać Kevin Spacey

W postać Raoula Silvy, byłego agenta MI6 owładniętego żądzą zemsty na swych byłych pracodawcach, wcielił się Javier Bardem i zrobił to znakomicie, będąc jednym z najjaśniejszych punktów całego widowiska. Początkowo myślano jednak o zatrudnieniu Kevina Spacey i nie było to nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że współpracował on już z Mendesem na planie jego przełomowego obrazu “American Beauty”. Na przeszkodzie w ponownym spotkaniu w pracy stanęły jednak zawodowe zobowiązania aktora.

Kandydatem do reżyserowania Spectre był Christopher Nolan

Początkowo nie było jasne czy po wielkim (również komercyjnym - ponad miliard dolarów zysku z box-office) sukcesie do roli reżysera kolejnego obrazu o Jamesie Bondzie wróci Sam Mendes. Rozważano przeróżne opcje, a wśród nich była również taka, by zatrudnić Christophera Nolana. Ostatecznie jednak na jeszcze jeden film dał się namówić Mendes. Wielu jednak uważa, że twórca “Teneta” byłby idealnym kandydatem do realizacji kolejnego filmu z tej serii, być może wtedy kiedy będzie ona potrzebowała zupełnie innego podejścia, tak jak kiedyś “Batman”.

Niesamowite otwarcie filmu

“Spectre” z pewnością nie wytrzymuje porównań do “Casino Royale” i swego bezpośredniego poprzednika, ale może się pochwalić świetną sekwencją początkową, która ma miejsce w czasie meksykańskiego Dnia Zmarłych (El Día de los Muertos). Była ona dla filmów o Jamesie Bondzie o tyle nietypowa, że z początku wydawała się kręcona na jednym ujęciu (w rzeczywistości jest stworzona z czterech). Przy jej realizacji pracowało aż 107 specjalistów od make-upu, wybudowano też wiele dużych makiet szkieletów, w tym największa z nich miała ponad 10 metrów wysokości. Oficjele miasta Meksyk udostępnili zresztą twórcom obrazu osiem wielkich czaszek, które pojawiły się na rzeczywistych obchodach tego święta w 2014 roku. 

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper